29 listopada 2014

"Marsjanin" Andy Weir

Science fiction to jeden z moich ulubionych gatunków. Niestety, bardzo często bywa tak, że wśród naprawdę interesujących zdarzeń ginie gdzieś główny, naukowy zamysł pozycji. Uwielbiam także książki o podróżach kosmicznych, zaś zasiedlanie obcych nam planet to temat, o którym mógłbym czytać ciągle. "Marsjanin" Weira był zatem dla mnie połączeniem tego wszystkiego, co lubię. Dzięki interesującej formie, wyzbyciu się wielu wad, stał się jedną z lepszych książek, jaką miałem ostatnio okazję czytać.

Bywa, że jeden zły krok może przesądzić o naszym życiu. Misja Ares 3. Przez pierwsze sole astronauci badają powierzchnię Marsa, zbierając o nim wszelkie możliwe informacje. Niestety, planeta nie jest przyjazna dla przybyszy. W obóz misji uderza silna burza piaskowa, która zmusza Aresa do ewakuacji na orbitę. W trakcie ucieczki do statku w jednego z członków załogi - Marka Watneya - uderza antena, która oderwała się z dachu Haba. Tak właśnie jego szansa na powrót na Ziemię została pogrzebana. Czy na zawsze? W jaki sposób przeżyć na Marsie lata, gdy zapasy żywności i wody kurczą się w oczach? A co ważniejsze - jak wydostać się z planety?

Gdy po raz pierwszy otwierałem "Marsjanina", byłem bardzo podekscytowany. Nie mogłem się doczekać tej historii. Od razu moje oczy przykuła specyficzna forma narracji - pamiętnik. Byłem tym mile zaskoczony i muszę przyznać, że naprawdę ciekawie czytało się wywody Marka, pełne żartów, czy zabawnych, ale jakże prawdziwych stwierdzeń. Weir nie ograniczył się jednak do jednej formy narracji - przedstawiał on również zdarzenia na Ziemi (m.in. w NASA), które z oczywistych względów w pamiętniku Marka znaleźć się nie mogły. Dodatkowo, narrator trzecioosobowy opisał raz na jakiś czas zachodzące na Marsie procesy, które nigdy nie wróżyły nic dobrego dla osamotnionego astronauty. Książkę czytało się naprawdę szybko, strony przewracały się niemal same. Ułatwiała to wspomniana wcześniej forma dzienniczka. Język był bardzo specyficzny - typowy dla kilkudziesięcioletniego Amerykanina, który wdepnął w największe bagno na świecie (Układzie Słonecznym?).

Każdy czytelnik zwraca dużą uwagę na to, jak realistyczna jest książka Weira. Czas zatem i na mnie - "Marsjanin" to piekielnie realistyczne science fiction. Uwierzylibyście, jak wiele może pójść źle, jak wiele rzeczy można popsuć, jak wiele malutkich zaniedbań może postawić wasze życie na szali? Byłem tym naprawdę zszokowany. Każdy problem można jednak rozwiązać. Powiem więcej - trzeba. Tutaj właśnie na pomoc rusza nauka, wyobraźnia i wola przetrwania. Mark wciąż wymyślał tak genialne rzeczy, że nic nie było w stanie powstrzymać go przed osiągnięciem zamierzonego celu. Wymagały one jednak dużej wiedzy naukowej i technicznej. Watney tłumaczył w swoim pamiętniku bardzo łopatologicznie, o co chodzi w reakcjach, które przeprowadzał, w zmianach, których dokonywał na różnych urządzeniach, czy w skrócie prezentował nam swoje obliczenia i przewidywania. Wszystko było jak najbardziej poparte faktami, nie było w tym wymysłów, czy niewytłumaczonych zjawisk. Sprawiało to, iż książkę czytało się z jeszcze większym zainteresowaniem, wiedząc, że to wszystko jest do zrobienia. Bywało, że gubiłem się nieco w szczegółach, ale nie utrudniało to odbioru książki. Ogólnie rzecz ujmując - widać, że autor zna się na rzeczy i poświęcił na techniczny aspekt powieści dużo czasu, co podziwiam. W książce akcja raczej nie pędzi do przodu, a większość czasu Mark poświęca na rutynowe, codzienne czynności. Niektórym może wydać się to nudne, ale mi osobiście w ogóle to nie przeszkadzało - nie oczekiwałem przecież pościgów i wybuchów.

Z Markiem Watneyem naprawdę się zaprzyjaźniłem. Myślę, że autor wykreował go naprawdę dobrze, tworząc postać żywą, realistyczną. Markowi zawsze kibicowałem w jego poczynaniach i z zapartym tchem czytałem rozdziały, w których jego życie było zagrożone. Jeśli chodzi o inne postacie, nie było zbyt wielu okazji, aby poznać je lepiej, dlatego nie za bardzo się starałem. Narracja przenosiła się głównie do NASA, które traktowałem jako jedność, nie skupiając się raczej na poszczególnych jednostach. Przy okazji muszę przyznać, że to niesamowite jak wiele potrafią ci ludzie zdziałać i wymyślić. Nieco bliżej poznałem jedynie członków załogi Aresa 3, ale rozdziałów opisujących ich działania było najwyżej kilka w całej książce. Mimo wszystko, w "Marsjaninie" to przecież Watney jest najważniejszy, jego losy mamy poznać i to jak najbardziej zostało spełnione.

Podsumowując, książka Weira naprawdę mi się podobała. Połączenie tego, co lubię najbardziej - technologii, podróży kosmicznych, Marsa - nie mogło wyjść źle. Ciekawy sposób narracji, który spotykam jednak dość rzadko, urozmaicił książkę i sprawił, że czytało się ją szybko. Niezwykle realistyczny aspekt techniczny powieści także działa na ogromną korzyść. Poza tym, sam bohater, którego można polubić, któremu czytelnik współczuje i kibicuje... Co prawda akcja rozwija się powoli, ale jest to zrozumiałe i mi zupełnie nie przeszkadzało. Uważam, że "Marsjanin" to fantastyczna pozycja, która spodoba się wszystkim fanom science fiction. Polecam i oceniam na 9 na 10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
~~

Cześć! Co u Was? Boże, jak ja tęsknię za świętami i za wolnym. Ten weekend wolnym jak najbardziej nie będzie. Zostały 2,5 tygodnia, najcięższe w tym roku. Wiele sprawdzianów, kartkówek, zaległości nałożyło się na raz i nie wiem, jak dam radę to robić. Nie ma bata, żebym znalazł czas na czytanie - ogromna szkoda ;_; Nie no, może gdzieś w trakcie weekendu za tydzień, ale w trakcie tygodnia jestem jak zombie - nieżywy, śpiący, z milionem rzeczy do zrobienia. Nie wiem, czy tak wymagające liceum to był dobry pomysł. Dać radę to dam, ale czy jest to siebie warte? Cóż, życzę wam miłej soboty! :)
Udostępnij:

6 komentarzy:

  1. Książka naprawdę ma coś w sobie ;) I każdy, kto uwielbia kosmiczne opowieści powinien po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tęsknie za wolnym! Książkę mam u siebie, zabieram się lada dzień :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć nieczęsto mam z science-fiction po drodze, to ,,Marsjanin" bardzo mi się podobał :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że książka przypadła Ci do gustu, bo udało mi się ją w końcu zdobyć i mam nadzieję, że i na mnie zrobi wrażenie ;-)

    A w szkole na pewno dasz sobie radę ;-) A w krytycznym momencie pamiętaj, że ściąganie to też forma nauki :-P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo słyszałam o tej książce, więc na nią zapoluję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już któryś raz spotykam się z tą książką! Ale niestety raczej nie robi na mnie dużego wrażenia. Po prostu ostatnio oddaliłam się od tego typu książek dla dużo lżejszych obyczajówek i jak na razie nic się nie zapowiada na to, żeby się to miało zmienić :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszej opinii, dlatego dziękuję za każdy komentarz!