13 marca 2015

Jak uczę się norweskiego? Współpraca z Cztery Głowy

Cześć! W dzisiejszym poście chciałbym opisać, w jaki sposób rozpoczęła się moja przygoda z językiem norweskim, a także przybliżyć nieco metody, z których korzystam przy nauce tego języka od podstaw. Ponadto, niedawno nawiązałem niesamowitą współpracę z wydawnictwem Cztery Głowy - o tym jednak nieco później :)

Dlaczego norweski? Prawdopodobnie nie znajdę żadnej dobrej odpowiedzi na to pytanie. Już od dawna fascynowała mnie Skandynawia - przepiękna przyroda, bardzo miłe i otwarte społeczeństwo, ciekawa architektura... W Norwegii mieszka moja rodzina, z którą miałem okazję rozmawiać kilka razy o tym kraju i o języku; zawsze naprawdę mnie to ciekawiło. Cały rok myśl o nauce norweskiego wracała do mnie, ale wiedziałem, że sobie nie poradzę, że nie znajdę czasu, że nie będę miał dostępu do dobrych materiałów. Pewnego słonecznego dnia jednak wstałem rano i przy porannej kawie ni stąd ni zowąd w mojej głowie zawitała prosta myśl "Dzisiaj zaczynam norweski". Byłem do tego tak przekonany, że zacząłem kopać w internecie, a po szybkim rozeznaniu okazało się, że język wydaje się być prosty, jest bardzo ciekawy, a poznawanie nowych to słów sprawia mi niepokojącą radość. W ten właśnie sposób wciągnąłem się w naukę, którą kontynuuję już miesiąc i jestem pewien, że jest to przygoda na długi czas!

Z czego korzystam? Język norweski nie jest w Polsce popularny, choć do Norwegii wyjeżdża całkiem sporo naszych rodaków. Niestety brak zainteresowania przekłada się na niedobór profesjonalnych, a jednocześnie ciekawych i pouczających materiałów, które pozwoliłyby na solidną naukę norweskiego. Z początku sam nie wiedziałem, po co sięgnąć, i nieco zagubiony buszowałem w sieci. Odkryłem niezwykle ciekawy kurs, o którym powiem Wam kilka słów:

a) Kurs NTNU - jest to kurs przygotowany przez uniwersytet w Trondheim z myślą o osobach rozpoczynających naukę języka norweskiego. Kurs został podzielony na sześć rozdziałów, w każdym zaś mamy kilka różnych dialogów (przetłumaczonych co do słowa, wraz z zapisaną wymową), osobną zakładkę z gramatyką oraz materiały dodatkowe, w tym ćwiczenia. Uważam, że jest to ciekawy kurs, naprawdę odpowiada mi jego forma i będę go powoli, ale konsekwentnie realizował. Jedyny mankament jest taki, iż jest on dostępny jedynie po angielsku. Przygotowana została też polska wersja, na podobnej zasadzie, ale są tam opisane poczynania pewnej rodziny (nie studentów) i moim zdaniem jest on prostszy.

b) Anki - jest to program, który zna stosunkowo niewiele osób, czemu się dziwię, ponieważ jest on genialny. Muszę wam przyznać szczerze, że teraz nie wyobrażałbym sobie zrezygnować z pracy z nim. Naprawdę nie wiem, jak wcześniej uczyłem się słówek, a potem je powtarzałem. No właśnie... nie powtarzałem i cała nauka szła na marne. Teraz nareszcie problem zażegnany :) W Ance tworzymy swoje własne talie, do których wpisujemy słówka, których  mamy zamiar się uczyć. Na początku powtarzamy je do skutku; sami decydujemy, kiedy dane słówko "kojarzymy". Kolejny raz wyraz pojawia się za dzień lub dni kilka i jeśli wciąż będziemy go pamiętać, okres wydłuży się. Jeśli po 6 miesiącach spotkamy słówko, którego niestety już nie pamiętamy, wracamy do sytuacji z samego początku i znów przechodzimy drogę od nowa. Anki jest o tyle wygodne, że można mieć go wszędzie - na komputerze (gdzie jest najwygodniej), w przeglądarce i na telefonie. W ramach jednego konta i wielu urządzeń następuje łatwa synchronizacja danych, co jest naprawdę cudowne. Dzięki Ance zacząłem uczyć się słówek we własnym zakresie - tj. gdy spotykam ciekawy wyraz po angielsku na internecie, często tłumaczę go, otwieram program i w dziesięć sekund tłumaczenie już mam w bazie. Potem pozostaje tylko zapamiętać :) Dodatkowo, warto wspomnieć, iż wielu użytkowników udostępnia swoje talie fiszek (i to w kilkunastu językach), sami również możemy wysyłać je innym, z czego wielokrotnie korzystałem. Niedawno Anki stały się moim uzupełnieniem kursu NTNU - do programu wprowadzałem słówka z dialogów i w ten sposób się uczyłem :) Rezultat już widać.

O kolejnej metodzie nauki norweskiego, na jaką się zdecydowałem, chciałem wam opowiedzieć nieco więcej. Niedawno napisałem do wydawnictwa Cztery Głowy z propozycją zrecenzowania fiszek "Norweski - starter". Otrzymałem jednak propozycję, która naprawdę bardzo mnie zaskoczyła, i na którą wręcz nie mogłem się nie zdecydować. Wydawnictwo rozpoczyna bardzo interesujący projekt, w ramach którego wybrani blogerzy przejdą cały kurs od pre-A1 do A2 metodą proponowaną przez niemieckiego naukowca Sebastiana Leitnera z wybranego przez siebie języka obcego.

Z pewnością wiecie, czym są fiszki. Wielu z nas wycinało małe karteczki, z jednej strony pisało słówko po polsku, a z drugiej w języku obcym. Jest to czasochłonna metoda, ale skuteczna i zdecydowanie ułatwiająca powtarzanie materiału. Na podobnej zasadzie zresztą działa program Anki - tam jednak fiszki są wirtualne. Nikt jednak wcześniej nie zdecydował się na połączenie potencjału fiszek z wynikami badań nad procesem zapamiętywania (czy też zapominania). Sebastian Leitner w drugiej połowie XX wieku wydał książkę, w której zaprezentował swoją autorską metodę, do której odwołuje się wydawnictwo. Jego książka - w Niemczech wydawana osiemnastokrotnie - wreszcie została przetłumaczona na język polski i wydana nakładem Czterech Głów.

A zatem przybliżę może trochę, jak będzie wyglądać kurs i na czym polega projekt :) Otrzymałem komplet materiałów, włącznie z książką, w której pojawiły się cenne wskazówki pomocne w procesie uczenia się języka obcego. Nie miałem jeszcze okazji się z nią zapoznać, ale zrobię to w ten weekend i na pewno ją dla was zrecenzuję! Jak możecie się domyślić, przygodę rozpoczynam ze starterem, w którym znajdziemy 300 kartoników ze słówkami i przykładowymi zdaniami z jego użyciem. Pierwsze kilkadziesiąt słówek znałem z kursu NTNU, ale wciąż czeka na mnie kilkaset innych do zapoznania się! Ponadto, do każdego zestawu nagrana została wymowa każdego słówka - pliki są do ściągnięcia na stronie wydawnictwa po wpisaniu unikalnego kodu. Starter jednak przy zestawie fiszek do A1 lub A2 to pikuś. Gdy otworzyłem pudełko A1, aż sam nie dowierzałem - tyle karteczek, które kiedyś przejrzę, z których kiedyś nauczę się nowych słów. Proces przyswajania i utrwalania wiedzy jest jednak długi, a ponadto nie mogę poświęcić całego czasu tylko norweskiemu, zatem nauka potrwa miesiące, ale jestem naprawdę dobrej myśli, pełen zapału do pracy!

Po przeczytaniu książki Leitnera zbiorę sobie wszystkie jego rady, które uznam za przydatne, i spróbuję się do nich zastosować - a nuż okaże się, że będzie to coś przełomowego. Kursy zaś są już przygotowane i trzeba uczyć się ich w podanej kolejności, powtarzać, gdy uzbiera się cała przegródka, i przesuwać fiszki coraz dalej, aż do półeczki "opanowane". Liczę na to, że więcej szczegółów co do metody i powodów, dla których powinna ona działać, poznam wkrótce. Tymczasem chciałem was powiadomić, iż rozpoczynam na blogu nowy cykl postów zatytułowany wstępnie "Czas na fiszki!". Co dwa tygodnie dodawać będę post, w którym opisywać będę swoje postępy, odczucia względem metody i materiałów, wyznaczać sobie cele i słuchać waszych rad :) Fiszki prawdopodobnie zdominują teraz czas, który będę poświęcać norweskiemu, ale myślę, że wciąż będę robić to, co robiłem dotychczas, ale w ograniczonym zakresie, nieco wolniej.

To tyle na dzisiaj. Jestem naprawdę ciekaw, jak potoczy się teraz moja nauka norweskiego. A czy wy korzystacie z fiszek? Robicie je sami, czy korzystacie z materiałów dostępnych na rynku? Jakie są wasze sposoby na naukę języków? W kolejnym poście zaś recenzja "Deutsch Aktuell". Do zobaczenia!
Udostępnij:

9 komentarzy:

  1. Podziwiam Twój zapał... Sama mam ochotę pouczyć się jakiegoś języka oprócz angielskiego (np. wrócić do francuskiego, pewnie bym musiała znowu od podstaw), tylko kiedy ja na to czas bym znalazła... Ale Twój zapał do nauki jest naprawdę zaraźliwy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję współpracy w Czterema Głowami :) Też dostałem meila z propozycją wzięcia udziału w tym projekcie, ale nie mogłem wybrać języka norweskiego, bo założenie jest takie, że musi to być całkowicie nowy język. Pewnie chodzi o to, żeby poznać go z FISZEK a nie innych źródeł i trochę nie rozumiem, bo ja właśnie tak zrobiłem :P
    Życzę miłej nauki i czekam na recenzję książki S. Leitnera - w końcu muszę po nią sięgnąć :)
    Napisz meila jak pierwsze wrażenia z "kartoników" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze chciałam się uczyć norweskiego, to fantastyczny język. Polecam przy okazji Nocną Sowę, można tam znaleźć trochę ciekawych rzeczy. Bardzo chciałabym spróbować fiszek, ale trochę kosztują i powstrzymam się. Ja na razie uczę się angielskiego, niemieckiego i francuskiego sama. Nie chcę sobie za bardzo 'namieszać' :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale super, że uczysz się norweskiego! Ja póki co skupiam się na niemieckim i angielskim, ale fajnie by było zacząć jakiś trzeci język... Może włoski?

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że się uczysz norweskiego. Piękny język śliczny kraj. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszedłem na Twojego bloga z ciekawości, gdy zobaczyłem nagłówek postu. Jednak nie spodziewałem się, że odkryję coś takiego jak Anki :-) Wielkie dzięki! :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję takiego zapału - ja póki co, oprócz angislskiego, uczę się jeszcze niemieckiego, ale z chęcią zaczęłabym naukę jeszcze jednego języka obcego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po cichutku zazdroszczę i norweskiego, i wzięcia udziału w projekcie - sama bym chętnie z takiej okazji skorzystała. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurczę, strasznie zazdroszczę! Od kilku lat chcę się zacząć uczyć tego języka i nie potrafię, a tu taka fajna akcja mnie omija :(
    Cóż, życzę powodzenia w nauce! :)
    http://biblioteczka-blanki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszej opinii, dlatego dziękuję za każdy komentarz!