7 marca 2015

Jakich języków obcych się uczę? Czemu?

Cześć! Tak jak obiecałem, postanowiłem napisać troszeczkę o językach, jakich się uczę, jakimi sposobami się ich uczę, dlaczego i co zamierzam z nimi w przyszłości zrobić xD Ogólnie ten tydzień był naprawdę ciężki i czułem się codziennie chory, a nie było nawet chwilki czasu, żeby odpocząć więc leciałem jak głupi naprzód na kawach i drzemkach :C Ale nareszcie nadeszła sobota (pracująca, ale bez przesady, już nie poszedłem do tej szkoły) i mam wszystko gdzieś. Wszystko oprócz języków. Jak to?

Języki obce. Uczę się ich codziennie, po troszku, dwa słówka, tekst, może coś do posłuchania. Jak to codziennie, nie chcę czasem odpocząć od nauki? Tyle przecież mam do szkoły. No właśnie. Naukę języków postrzegam zupełnie oddzielnie i nawet jeśli mam poświęcić dużo czasu na gramatykę czy słownictwo, sprawia mi to przyjemność i zupełnie nie myślę wtedy, że czas ten mógłbym spożytkować w inny sposób, bo sposobem tym byłby prawdopodobnie internet, który w żaden sposób by mnie nie wzbogacił. Wiele osób dziwi się, że potrafię wstać rano w sobotę, zrobić sobie kawę, usiąść przed laptopem i powtórzyć na programie Anki (o którym w przyszłości na pewno coś napiszę) kilkaset słówek. Ja natomiast myślę, że to nic takiego. Na progres trzeba przecież pracować i samo nic się nigdy nie zrobi.

Angielski. Nie znam osoby, która nie uczyłaby się tego języka. Może dlatego, że jest obowiązkowy w szkole, a może dlatego, że jest on niezbędny w dzisiejszym świecie? Chodzę do szkoły, w której bardzo często mam kontakt z ludźmi z różnych części świata (za sprawą wymian, projektów czy zajęć z nativami) i prawdę powiedziawszy nie wiem co bym zrobił, gdybym nie znał angielskiego na takim poziomie, na jakim znam go teraz. Byłbym jak bez prawej ręki, pozbawiony możliwości uczestniczenia w globalnej komunikacji i kulturze. Oprócz tego, w internecie jest tak wiele rzeczy po angielsku, że czasem używam go częściej niż polskiego i jest to dla mnie zupełnie naturalne. Ponadto, każdy wyjazd za granicę (choćby w celach rekreacyjnych lub na studia) wiąże się z używaniem angielskiego przez cały czas i bez niego ciężko byłoby cokolwiek zrobić. Warto też wspomnieć, że pracodawcy coraz częściej wymagają znajomości jednego języka obcego, najczęściej oczywiście angielskiego. Nie znając go możemy mieć w przyszłości bardzo ograniczone pole manewru na rynku pracy.

W jaki sposób uczę się angielskiego? Ciężko powiedzieć. Czytam dużo artykułów, newsów i tym podobnych na internecie i jeśli mam czas i chęci to często wstukuję nowe słówka do programu Anki (który jest moim życiowym zbawieniem) i uczę się ich, powtarzam, zapamiętuję. Ponadto czytam magazyny językowe, a także próbuję sięgać po książki w tym języku. Słucham bardzo dużo - czy to w filmach, czy serialach, czy filmikach na YT, czy w trakcie rozmowy z nativami z mojej szkoły. Ponieważ jestem w klasie dwujęzycznej, wymagania dotyczące języka są bardzo trudne do spełnienia i już z samej szkoły mam tyle materiału do nauki, że mógłbym nie robić nic więcej w swoim zakresie, ale uznałem, że bez sensu byłoby polegać tylko na szkole :)

Niemiecki. Jest to język, który staje się coraz ważniejszy i zrozumiałem to ostatnio, przeglądając oferty pracy w międzynarodowych firmach we Wrocławiu. Z językiem tym przeżyłem dotychczas czteroletnią przygodę i niestety nie idzie mi najlepiej. Żałuję, że moje nastawienie do niemieckiego było tak złe w gimnazjum, bo teraz - mimo, że język lubię - nauka idzie mi dość opornie i naprawdę mało mówię. Czuję, że straciłem trzy lata gimnazjum i nic w tym czasie nie zrobiłem. Na szczęście jednak teraz zabrałem się za siebie, staram się wyrównać ubytki w słownictwie, chodzę na prywatne lekcje raz w tygodniu, oczywiście używam Anki i zobaczymy jak to będzie. Niestety ciężko znaleźć jakikolwiek materiał do słuchania czy czytania, który byłby interesujący, zachęcający ale też wymagający (i nie za trudny na początku), dlatego nie za bardzo mam jak ćwiczyć słuchanie. Na razie oprę się na lekcjach w szkole i lekcjach z korepetytorką, a gdy rozwinę w tym języku skrzydła, włączę trudniejsze (dostępne) rzeczy i zobaczymy...

Prawdę mówiąc póki co nie wierzę, że będę kiedykolwiek w stanie mówić płynnie w tym języku i znać go tak dobrze, jak teraz angielski. Wydaje się to nieosiągalne, wręcz niemożliwe. Ale tak samo myślałem kiedyś o angielskim... Dlatego marzę, że kiedyś nastąpi przeskok, przełamię barierę która mnie blokuje i zacznę szprechać.

Norweski. Czy brzmi to zaskakująco, niesłychanie? Języki skandynawskie stają się coraz bardziej popularne, choć dla wielu osób jest to wciąż język "egzotyczny". Uczę się go od ponad miesiąca. Dlaczego właśnie jego? Jest wiele małych powodów, które - gdy zebrałem je w całość - przeważyły szalę i pomogły mi w decyzji. Po pierwsze uwielbiam Norwegię i generalnie Skandynawię, po drugie zaś mam tam rodzinę, która zna ten język, co jest naprawdę niesamowicie pomocne. Po trzecie - znowu xD - w dobrych, międzynarodowych korporacjach znajomość kilku języków obcych jest niesamowicie ważna. 3 tygodnie temu byłem w Google i rozmawiałem z pracownikami, którzy powiedzieli mi, że firma przyjęła ich nie dlatego, że mieli pokończone jakieś specyficzne kierunki (każdy miał wykształcenie wyższe ale w najprzeróżniejszych dziedzinach), a dlatego że znają płynnie po 3-4 języki. Oczywiście nie jest to do końca tak, ale znajomość trzeciego języka obcego otwiera tyle nowych drzwi, że widzę praktycznie same profity. 

Ale wciąż - czemu norweski? Jest to język, który zna mało osób, więc będę jedną z niewielu osób, które będą mogły się pochwalić znajomością norweskiego. Jest to język germański, co niezwykle ułatwia mi naukę, gdyż znam angielski i jako tako niemiecki. Wiele struktur gramatycznych jest podobnych, tak samo zresztą jak i leksyka. Poza tym, norweski nie jest językiem trudnym (przynajmniej póki co mam takie wrażenie). Wymowa potrafi zwalić z nóg, ale da się ją opanować, słówka nie są trudne z tego co widzę, a gramatyka na poziomie, na którym jestem, jest wręcz banalna. Nie jestem naiwny i to oczywiste, że na drodze napotkam rzeczy, o jakich nawet mi się nie śniło xD ale póki co jestem bardzo dobrej myśli. Najlepsze w nauce norweskiego jest to, że każde nowe słówko czy każde nowe zdanie, jakie jestem w stanie powiedzieć, sprawia mi niesamowitą przyjemność, czuję się wtedy jak lepszy, bogatszy człowiek :) Ponadto, za naukę tego języka zabrałem się od dobrej (z mojego punktu widzenia) strony - tak, jak powinienem był wiele lat temu zabrać się z niemiecki. Nie rozgrzebuję po kawałku różnych części języka, nie uczę się blokami tematycznymi, nie uczę się odmienionych słów bez pokrycia w znajomości gramatyki (po prostu uczę się zasad gramatycznych), ćwiczę czytanie, pisanie, mówienie i słuchanie (z czym oczywiście jest najgorzej). Czuję, że przygodę z norweskim zacząłem dobrze i że szybko będę postępował do przodu. Praktycznie codziennie poznaję coś nowego i jestem z tego dumny. Ponadto, pisałem co nieco po norwesku z Norwegami ze strony Interpals.net (którą bardzo polecam!) i wyszło całkiem nieźle, co tylko zachęciło mnie do dalszej pracy. Jestem świadom, że nauka języka od podstaw to przedsięwzięcie na lata, ale mam 2,5 roku do skończenia liceum i mam nadzieję, że do tego czasu będę mieć komunikatywny norweski :)

Inne języki obce? Nie można przesadzać. Nauka trzech języków obcych na raz to najwyższa granica, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić. Nie chodzi nawet o możliwości mózgu, zapamiętywanie, czy mieszanie się, ale o czas. Żeby porządnie poćwiczyć i ruszyć do przodu, nie można z zegarkiem w ręku wyliczać sobie 10-15 minut. Język to coś, co powinniśmy wykorzystywać, co powinno być przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. Dlatego też porzuciłem póki co rosyjski. Uczyłem się go dwa lata w gimnazjum, obok niemieckiego, i szło mi z początku dobrze, ale przez 3 klasę gimnazjum i 1 liceum zapomniałem wszystko, oprócz cyrylicy. Rosyjski jest językiem ładnym, ale nie czuję potrzeby i ochoty uczenia się go w tym momencie, dlatego wybrałem zamiast niego norweski. Do rosyjskiego może wrócę na studiach, ale najpierw wolałbym uporządkować te języki, których uczę się obecnie.
Udostępnij:

9 komentarzy:

  1. Ja bym chciała umieć dobrze angielski i tu taki paradoks - chcę ale mi się nie chce.
    Gdybym miała uczyć się jeszcze jakiegoś języka to może francuski i jakiś taki mega "daleki".. japoński albo malezyjski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie cierpię niemieckiego, okropny język moim zdaniem, dlatego zrezygnowałem z jego nauki. Według mnie uczenie się języka na siłę, bo będę miał większe szanse na zdobycie dobrej pracy, jest bezsensu, nie miałbym z tego przyjemności. Oczywiście, że mógłbym się tak uczyć ale byłaby to przykra rutyna, przyzwyczajenie.
    Norweskiego też się uczę już jakiś czas i bardzo podoba mi się ten język, tak samo jak cała Skandynawia, niestety w Polsce mało szkół, kursów z norweskiego, przynajmniej w moim mieście, i muszę sobie radzić sam :/
    Na jakim poziomie z norweskiego już jesteś? :) Po miesiącu nauki rozmawiałeś już z norwegami?
    Pozdrawiam, Łukasz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z angielskim nie mam problemów i go uwielbiam :) Niemiecki umiem, ale nie używam, więc się dużo zapomina... Rosyjskiego w szkole się uczyłam, ale miałam taką nauczycielkę, że nic nie potrafię i jakoś ten język do mnie nie przemawia. Za to chciałabym się kiedyś nauczyć hiszpańskiego. I może to dziwne - ale kręci mnie łacina ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uczę się angielskiego i francuskiego. Do niemieckiego się zraziłam, chociaż wszyscy się dziwią ("przecież mieszkasz na śląsku!"). Na razie na tych dwóch językach się skupiam, chociaż chodzi za mną włoski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja "uczę" się angielskiego. Można powiedzieć, że się uczę, a nigdy tak naprawdę nie uczyłem tylko podłapywałem z filmów, seriali i gier. Dopiero teraz, w liceum, gdy trafiłem na rozszerzenie i to dosyć mocne to zacząłem tak naprawdę wkuwać wszystko. A tak poza tym uczę się też hiszpańskiego - łatwy język ;) W gimnazjum uczyłem się rosyjskiego i bardzo chciałbym do niego powrócić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Osobiście najbardziej opanowane mam języki angielski i niemiecki, głównie ze względu na obecność tychże języków w szkole. Bodajże rok temu próbowałam uczyć się francuskiego, ale po kilku podstawach mi przeszło, tak jak sama fascynacja Francją. Norweski jest prześwietny, choć osobiście podoba mi się także szwedzki (zresztą dużej różnicy nie ma)! :D Akurat norweskiego się uczę (choć dopiero podstawy), bo mam sporą część rodziny w cudownej Norwegii, przynajmniej część wakacji tam spędzam, więc przyjemnie by było rozmawiać z Norwegami nie tylko po angielsku. :P O, i od jakiegoś czasu uczę się także sindarinu (sztuczny język z LoTRa Tolkiena), to dopiero coś, mieć taki język w CV! ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że uczysz się norweskiego :) Jednak nie jestem sam c: A sindarinu to szalony ale świetny pomysł haha XD Zaszpanujesz ;)

      Usuń
  7. Norweski to oryginalny pomysł, nigdy nie miałam styczności z tym językiem, ale może kiedyś... Jak na razie uczę się oczywiście angielskiego. Niemiecki to u mnie ciężka sprawa, bo chodzę na specjalne zajęcia przygotowujące do certyfikatu na poziomie C1, więc niedługo powinnam na nim być. Katują mnie tym językiem 7 raz w tygodniu! Istne męczarnie! Jestem chyba jedyną osobą która uważa, że nawet chiński jest łątwiejszy! A wiem co nieco o tym, gdyż tego języka również się uczę. Chiński to moja pasja od 1,5 roku. Chodzę na intensywny kurs (5 godzin w tygodniu) z nativ speakerem, lekcje prowadzone po angielsku więc dobrze że jednak uczą od małego angielskiego. A i jeszcze, hiszpański, uczyłam się 3 lata, ale to wystarczy żeby opanować ten język :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałem podobny problem z Niemieckim. W szkole zaniedbywany, a teraz człowiek żałuje. Ostatnio kupiłem kurs przez Internet (ze strony Krebsmethod.com) i mam nadzieję, że chociaż komunikację ogarnę na podstawowym poziomie jak się przyłożę. Mam silne postanowienie ćwiczyć te 30 minut dziennie!
    Bloga będę czytać, bo jest bardzo motywujący.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszej opinii, dlatego dziękuję za każdy komentarz!