12 kwietnia 2015

#2 Czas na fiszki z norweskim! Weekend z Norwegami w Polsce.

Cześć! Nadszedł czas na kolejny post z cyklu Czas na fiszki z norweskim! Dla przypomnienia, Czas na fiszki z norweskim to projekt, w ramach którego otrzymałem od wydawnictwa Cztery Głowy trzy pakiety fiszek z języka norweskiego od podstaw i co dwa tygodnie będę dla Was relacjonował, jak idzie mi nauka, jakie są moje wrażenia i jakie cele stawiam sobie na przyszłość. Tym razem oprócz krótkiego opisu postępów w nauce ze starterem opowiem wam, jak spędziłem święta wielkanocne. A były one tym razem wyjątkowe, bo odwiedzili nas wyjątkowi goście! Zapraszam.

Postępy. Od mojego poprzedniego wpisu minęły dwa tygodnie. Przez ten czas udało mi się zapoznać z kilkoma kolejnymi działami. Starałem się również powtarzać jak najczęściej, czasem zupełnie obok zwyczajnego toru nauki, tak aby być jak najlepiej przygotowanym na spotkanie z Norwegami. Przy okazji pomyślałem sobie, że całkiem ciekawą formą kontrolowania samego siebie jest robienie co dwa tygodnie zdjęcia memoboxa - dzięki temu ładnie widać będzie jak fiszki przemieszczają się i kolejne przegródki chudną lub wręcz przeciwnie :) Zatem, drugie już zdjęcie znajdziecie po lewej stronie.

Ostatnim razem w Nowym materiale czekał na mnie dział "Co lubisz robić?". Tym razem za zielonym kartonikiem znajduje się ostatnia już kategoria - "Ile to kosztuje?". Gdy również i ją przeniosę do półeczki pierwszej, wszystkie fiszki będą już w obiegu, z czego naprawdę się cieszę. Póki co na czerwonej półeczce fiszek jest najwięcej, ale przeglądałem je już kilka razy i prawdopodobnie wkrótce duża ich część przeniesie się wyżej!

Cel. Jeszcze dwa tygodnie temu szybkie skończenie startera wydawało mi się nierealne i po cichu wyznaczałem sobie termin na koniec roku szkolnego. Teraz wierzę, że wszystkie fiszki pójdą w obieg dużo szybciej, aczkolwiek sam proces powtarzania, przemieszczania karteczek wyżej lub niżej na pewno zabierze dużo czasu. Moim upragnionym celem jest przeniesienie wszystkich fiszek do Opanowany materiał. Wtedy pudełeczko wyglądałoby tak, jak tuż po otwarciu, ale zielona przegródka byłaby po drugiej stronie :) Gdy to się stanie, zabiorę się za nowy pakiet - Słownictwo A1.

Wrażenia. Z fiszkami uczy mi się coraz lepiej. Sądzę, że ich ogromną zaletą jest poręczność i fizyczność. Uczę się również wirtualnych fiszek, ale to jednak nie jest to samo. Kolejnym niezaprzeczalnym atutem takiego zestawu jest to, że dla każdego słówka znajdziemy jego zastosowanie w zdaniu. Dzięki temu uczymy się tworzyć rozmaite konstrukcje, poznajemy gramatykę, która rządzi językiem, widzimy poprawną odmianę i sami możemy pobawić się w tłumaczenie. Kolejnym plusem są rzecz jasna nagrania mp3, które ułatwiają naukę. Nie są one obligatoryjne, ale warto już od samego początku wsłuchiwać się w brzmienie języka i uczyć poprawnej wymowy.

Święta w wielonarodowym gronie. W tym roku Wielkanoc spędziłem u cioci i wujka, którzy na co dzień mieszkają w Norwegii, zaś do Polski przyjechali na święta. Do Kraju nad Wisłą zaprosili oni swoich dobrych przyjaciół, polityka oraz nauczycielkę historii, którzy od kilkudziesięciu lat są kochającym się małżeństwem. Uwielbiają oni podróże i byli w najdzikszych zakątkach świata, a nie byli jeszcze nigdy u nas, co mnie szczerze zaskoczyło. Na święta (i chrzciny kuzynki przy okazji) przyjechało łącznie kilkanaście osób, ale niestety mało kto był w stanie podjąć z obcokrajowcami jakikolwiek dialog. Moja ciocia i wujek znają norweski, ja zaś posługuję się angielskim.

Brodnica, miasto w którym spędziliśmy świąteczny weekend
To ciekawe, ale każda myśl o tym, że miałbym coś wydukać po norwesku i nie zrozumieć odpowiedzi wywoływała we mnie przyspieszone tętno i przypływ ciepła. Najgorzej jest przełamać się i zacząć używać języka. Na moje 'nieszczęście' znam angielski i gdy się rozgadaliśmy, to nie było czasu, żeby próbować mówić najprostsze rzeczy, typu Chciałbyś kawę? czy coś podobnego. Mimo wszystko jednak - nie uważam że był to czas stracony. Czemu? Otóż mój wujek mówi po norwesku bez jakiegokolwiek akcentu i co zaskakujące znaczącą część jego wypowiedzi rozumiałem w takim stopniu, że orientowałem się o czym rozmawiają, a zdarzało się, że rozumiałem też i całe zdania, dzięki czemu docierał do mnie sens wypowiedzi. Co prawda gdy Norwedzy zaczynali mówić swoim dialektem to moje jakiekolwiek próby choćby odróżnienia słów od siebie spełzały na niczym, ale jestem naprawdę dobrej myśli. Jest duża szansa na to, że ponownie spotkam ich w wakacje, gdyż byli szczerze oczarowani Polską, wtedy już na pewno się przełamię. A jeśli okazja jednak się nie nadarzy, to tak czy siak ciocia i wujek przyjeżdżają w lipcu i nie widzę przeszkód, aby z nimi trenować ten język.

Nowy cel? Bardzo chciałbym już w wakacje być komunikatywnym. Zdecydowanie najtrudniej jest rozumieć ze słuchu i samemu ciężko to wyćwiczyć, ale mówienie to inna kwestia. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby pod koniec lipca być w stanie powiedzieć co nieco i co nieco też zrozumieć. A jakimi środkami dojdę do takiego poziomu? Oprócz fiszek i różnych ćwiczeń... właściwie nie wiem. Chyba będę musiał gadać do siebie pod prysznicem, ale każdy sposób - o ile skuteczny - jest dobry!
Udostępnij:

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy post. Tak czytam i czytam o Twoich zmaganiach z norweskim, że postanowiłam od razu po skończeniu katorżniczych dwóch tygodni maturalnych odnowić sobie pamięć ze szwedzkim. Dzięki za motywację!
    Trzymam kciuki za Twoje postępy z norweskim i gorąco pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się nad zaczęciem nauki za pomocą fiszek, ale nie norweskiego. W domu mam do włoskiego, a chętnie spróbowałabym jeszcze rosyjskiego. Przypomniałeś mi o tych zaległych fiszkach, więc chyba czuję się zainspirowana do nauki ;)
    Powodzenia w spełnianiu swojego celu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam to samo przekonanie - że ze starterem trzeba będzie pracować dłuuugo długo, a jednak w miarę nauki praca nad nim staje się dużo bardziej płynna.

    Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszej opinii, dlatego dziękuję za każdy komentarz!