22 października 2015

Nauka trzech języków obcych jednocześnie. Czy to w ogóle możliwe?

Już setki lat temu o wykształceniu, a tym samym o pozycji społecznej człowieka, świadczyła znajomość języków obcych (oraz umiejętność czytania i pisania, ale zakładam, że są one niemalże niezbędne w procesie nauki). Dziś także przywiązuje się dużą wagę do języków, którymi posługują się nasi partnerzy z całego świata - nie bez przyczyny w szkołach nauczane są języki takie jak angielski, niemiecki, rosyjski czy hiszpański. Wciąż spotykam się z opinią, iż dobra znajomość dużej ilości języków może dać mi więcej, niż niezłe studia na poważanej uczelni. Nic więc dziwnego, że wielu z nas próbuje uczyć się kilku języków na raz. Ma to jednak często zgoła inny skutek, niż byśmy tego oczekiwali. Zadajmy sobie zatem pytanie - czy możliwe jest uczenie się trzech języków na raz? Z jakim skutkiem? Co należy zrobić, aby odnieść sukces?

Co za dużo, to nie zdrowo. Nauka kilku języków od podstaw na raz to bardzo zły pomysł

Zawsze byłem zwolennikiem opinii mówiącej, iż co za dużo, to nie zdrowo. Języki są jednak moją ogromną pasją, dlatego też nie potrafiłbym się ograniczyć do nauki tylko jednego, czy nawet dwóch. Czy jest to jednak dobry pomysł? Odpowiem wprost - wszystko zależy od tego, jaki poziom zaawansowania z danych języków już osiągnęliśmy, jak dobrze potrafimy gospodarować czasem i jak dużo samozaparcia mamy. Jeśli ktoś planuje rozpocząć w tym samym czasie naukę trzech języków od podstaw powinien porzucić ten pomysł natychmiast. Jest to moim zdaniem istne samobójstwo. Po pierwsze, na samym początku naszej nauki język zasługuje na szczególną uwagę - musimy się wdrążyć w podstawowe zasady gramatyczne, poznać pewien bank słów i dopiero wtedy rozpocząć efektywną naukę. Możecie mi wierzyć, iż zabiera to dużo czasu ale jest też świetna zabawa. Pomyślcie teraz, że próbujecie zrobić to samo w trzy razy krótszym czasie, ponieważ czekają na was dwa kolejne języki. Nierealne. Pominę fakt, iż wszystko może się wam pomieszać i zaczniecie robić interesujące, acz niezrozumiałe miksy; przede wszystkim jednak żadnego z języków nie poznacie na tyle dobrze, na ile byście chcieli, bo gdy tylko się wciągnięcie, czy będziecie chcieli zrobić coś więcej, będzie was gnębić sumienie, iż do zrobienia czeka już coś zupełnie innego. Chyba że macie nieograniczony czas i dobrą pamięć. Wtedy mogłoby się udać.

Jednoczesna nauka języków do siebie podobnych do kolejny często popełniany błąd

Kolejny mit, który musi zostać obalony to pogląd na jednoczesną naukę podobnych do siebie języków. Broń Boże - to kolejna rzecz, która tylko przysporzy wam problemów. Wiem, jak ciężko jest nie mieszać ze sobą niemieckiego i norweskiego (o tym w dalszej części), mimo, że znam je na innym poziomie zaawansowania, ale rozpoczęcie jednoczesnej nauki hiszpańskiego i włoskiego, albo norweskiego i duńskiego, czy chociażby rosyjskiego i ukraińskiego to najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Do wielu z was przemawia pewnie argument, iż podobnych języków szybciej się uczy, bo występują w nich pewne analogie, powiązania, które można wykorzystać. Jest to jak najbardziej prawda, ale wykorzystać to można dopiero, gdy jeden z nich znamy na tyle dobrze, że jesteśmy pewni, iż nie pomiesza nam się z drugim. Uwierzcie mi, że byłoby ciężko, gdybyście wtrącali co chwile włoskie słowo do hiszpańskiego zdania, a co gorsza, nie byli pewni, które słowo pochodzi z którego języka. Taka sytuacja jest moim zdaniem niedopuszczalna i doprowadzi jedynie do frustracji, nie zaś do realnego progresu.

Czy zatem nauka chociaż dwóch języków od podstaw jest możliwa? 

Cały czas szukając odpowiedzi na postawione pytania nieskromnie spoglądam na siebie. Każdy ma różne możliwości, różny zapał i czas, którym gospodaruje, wychodzę jednak z założenia, iż można wziąć mnie za przykład przeciętnego Polaka, który chciałby władać kilkoma językami obcymi. Nauka dwóch języków od podstaw jest możliwa, ale musimy pamiętać o tym, aby nie były one zbyt zbliżone do siebie, a także musimy mieć czas na to, aby uczyć się ich w miarę intensywnie, a przynajmniej regularnie. 

Czy można i czy jest sens nauki trzech języków na raz?

Ależ można i jest to całkiem sensowne, wręcz konieczne dla szybkiego rozwoju, ale pod jednym warunkiem. Przynajmniej jeden z języków musi wyraźnie przodować. Gdy jeden język poznamy dość dobrze, w naszym mózgu utworzy się coś na kształt private zone gdzie wstępu nie będą miały żadne inne języki i nie będzie szansy na to, aby któryś wtrącił się nam w tamto miejsce. Większość z nas zapewne zna w miarę dobrze angielski. Po osiągnięciu pewnego poziomu jesteśmy w stanie posługiwać się nim biegle, czytać książki i oglądać seriale, aczkolwiek już dużo wcześniej musieliśmy być w stanie myśleć w tym języku, aby rozumieć czytanki na poziomie B1 i być w stanie napisać coś swojego. To jest świetny moment do rozpoczęcia nauki kolejnego języka, ponieważ angielski już na dobre zadomowił się u nas i nie zostanie wypleniony przez np. hiszpański. Czemu jest to, moim zdaniem, tak ważne? Otóż językowi, którego naukę rozpoczynamy, poświęcamy naturalnie dużo więcej czasu i jeśli 'pierwszy' obcy język nie będzie mieć twardych fundamentów, może zdarzyć się tak, że zaczniemy zapominać to, czego tak długo się uczyliśmy, albo język drugi będzie wypierać ten pierwszy lub mieszać się z nim.

"Po intensywnej nauce norweskiego z przerażeniem zauważyłem, iż zapominam niemiecki"

Miałem wrażenie, iż norweski zasłonił niemiecki
Naukę angielskiego rozpocząłem jeszcze w podstawówce, ale jakość nauczania była tam zerowa. Dopiero w językowym gimnazjum postanowiono mi prawdziwie wymagania, którym musiałem sprostać. Na moje nieszczęście w tym samym momencie musiałem uczyć się też niemieckiego. Oczywiście zależało mi na angielskim, dlatego język naszych zachodnich sąsiadów przeszedł na drugi plan. Po kilku latach nauki, z języka angielskiego sięgnąłem poziomu biegłości, zaś z niemieckiego wciąż waham się między A2 a B1. Uznałem, iż jest to dobry czas na rozpoczęcie nauki norweskiego.

Niestety wpadłem w pułapkę. Tak bardzo polubiłem norweski i tak dobrze mi szedł, że dogoniłem niemalże poziom z niemieckiego i stworzyła się dość niebezpieczna sytuacja, kiedy uczę się dwóch podobnych języków na tym samym poziomie, jednemu poświęcając dużo czasu, a drugiemu praktycznie wcale. Po intensywnej nauce norweskiego w wakacje wróciłem do szkoły i z przerażeniem stwierdziłem, że nie umiem powiedzieć i napisać najprostszych rzeczy po niemiecku, a po norwesku przychodziły mi one do głowy zupełnie naturalnie i niezwykle szybko. Teksty pisane zaś rozumiałem całkiem nieźle - tak jak wcześniej. Na szczęście jednak niemieckiego uczyłem się 4 lata więc niemożliwym byłoby zapomnienie wszystkiego, czy nawet znacznej części - przypuszczam, iż wszystko to wciąż mam w głowie, ale zostało to przysłonięte (tak, jakbym zarzucił na to płachtę, którą teraz obsiada kurz). Z pułapki tej mam jednak wyjście - poświęcać więcej czasu na niemiecki. Co prawda nie jestem fanem tego języka, ale jest on niezmiernie ważny, a teraz gdy mam cel (mianowicie napisanie Zertifikat Deutsch) wiem do czego dążyć i mam nadzieję, że wkrótce niemiecki i norweski również na dobre zadomowią się w mojej głowie, odgrodzą się od sąsiadów płotkiem i będę w stanie korzystać z nich bez wzajemnej ingerencji.

W jaki sposób uczyć się języków obcych? Najważniejszy jest realny cel.

Na początku powinniśmy postawić sobie mniej lub bardziej określony cel. Czy sprawdzi się zdanie typu "chcę umieć język lepiej/chcę osiągnąć biegłość" zależy od was, aczkolwiek tak nieokreślone i bardzo odległe cele raczej nie pomagają. Inaczej jest, gdy mówimy sobie "chcę zdać certyfikat" albo "chcę być w stanie przeczytać ulubioną książkę w tym języku". Wtedy wiemy już do czego dążyć i staramy się to jak najszybciej osiągnąć.

"Do każdego języka podchodzę indywidualnie". Jak zatem się ich uczę?

Postanowiłem wymienić wam sposoby na naukę języków, z których osobiście korzystam. Nie jest jednak tak, iż wszystkie te czynności wykonuję codziennie i to wszystkie dla każdego języka. Zazwyczaj robię to, na co mam ochotę, to, co mi w danej chwili odpowiada. A alternatyw mam wiele, więc zawsze jest coś do roboty.

Angielski - nie tylko rzeczy szkolne, ale także liczne artykuły, kontakt z prasą i kulturą

A. Chodzę do klasy dwujęzycznej, dlatego też robię naprawdę dużo na same lekcje, stąd nie mogę narzekać, iż języka angielskiego nie rozwijam; poza szkołą jednak przede wszystkim czytam dużo artykułów, również naukowych, ponieważ zwyczajnie mnie one ciekawią. Jeśli istnieje taki obszar, w którym chcielibyście się rozwijać, gwarantuję wam, iż jeśli połączycie to z nauką języka, wyjdzie to wam na dobre. Do nauki słówek polecam Anki (z których korzystam przy nauce wszystkich języków); jest to genialna metoda na powtarzanie słów, dzięki temu nauka nawet setek czy tysięcy wyrazów nie będzie płonna. Oprócz tego seriale, seriale i seriale. Uwielbiam, a nie zawsze znajduję je po polsku. Frustrującym jest nierozumienie wszystkich dialogów, ale kiedyś w końcu trzeba się przełamać - dla mnie czas ten już nadszedł. Nie powiem, że oglądam bez problemów, ale rozumiem na tyle dużo, że uważam to za komfortowe i nie rezygnuję z seansu po kilkunastu minutach. Oprócz tego polecam też gazetki np. wydawnictwa Colorful Media, choć możecie spróbować czytać nawet zwyczajną prasę.

Niemiecki - kursy z Fiszkoteki, arkusze maturalne z poprzednich lat, gramatyka

B. Z niemieckiego także wykonuję szkolne rzeczy, choć ich jest raczej mało (ze względu na niski poziom mojej grupy); dzięki nawiązaniu współpracy z fiszkoteka.pl otrzymałem dostęp do dwóch ciekawych kursów, a więc teraz nie mam już wymówki, iż nie mam jak się uczyć - codziennie zaglądam na stronę Fiszkoteki lub na aplikację mobilną i powtarzam stare oraz uczę się nowych słów. Oprócz tego mam w planie przerabiać stare arkusze maturalne oraz certyfikaty ZD wraz ze słuchankami, zobaczymy co z tego wyjdzie. Myślałem także o radiu, ale obawiam się biernego słuchania, które nie przyniesie żadnych korzyści, dlatego póki co skupię się raczej na specjalnie przygotowanych ćwiczeniach. Odnośnie gramatyki zaś staram się powtarzać i ćwiczyć to, co robię aktualnie w szkole. Korzystam z różnych stron internetowych, które oferują szeroki wachlarz ćwiczeń i zadań, często także z interesującymi, a nie schematycznymi wyjaśnieniami pewnych gramatycznych zasad.

Norweski - papierowe fiszki, uproszczone newsy, magazyny zakupione w Norwegii

C. Jak nietrudno zgadnąć, norweski nie jest popularnym wśród uczniów językiem, stąd też materiałów do jego nauki jest niewiele, niektóre są niskiej jakości, inne są bardzo ciężko dostępne. Na moje szczęście zawiązałem współpracę z wydawnictwem Cztery Głowy - otrzymałem od niego pokaźny zestaw fiszek, a w nim: pre-A1, A1 i A2. O moich postępach troszkę później. Mogę jednak już teraz powiedzieć, że STARTER wprowadził mnie niejako w świat norweskiego i bez niego ciężko byłoby mi się wdrążyć, dlatego bardzo się cieszę, iż po niego sięgnąłem. Do nauki fiszek trzeba mieć dużo samozaparcia i nie ukrywam, że momentami może być to nudne i przytłaczające, szczególnie jeśli mamy duże ambicje, a przed nami dosłownie piętrzą się całe stosy. Mimo wszystko jednak bardzo łatwo jest mi się w to wciągnąć - najtrudniej jest chyba zacząć. Oprócz fiszek uwielbiam raz na jakiś czas zajrzeć na stronę klartale.no gdzie pojawiają się uproszczone newsy z całego świata. Uproszczone, czyli na poziomie około B1 (nie C1, jak w normalnej prasie). Jest to świetny sposób na kontakt z językiem i poznawanie nowych słów - polecam. Czasem staram się także zajrzeć do gazet czy też książki, które zakupiłem w wakacje w Kraju Fiordów, ale oczywistym jest, że są to materiały dość trudne. Niestety jeśli chodzi o trenowanie słuchania nie mam pojęcia jak to robić. Słuchanie radia wydaje mi się po kilku próbach dość nieskuteczne i zniechęcające, a materiałów praktycznie brak. Będę musiał coś wymyślić.

Czas na fiszki - cykl na blogu, postępy w nauce i plany na przyszłość

Niestety z powodu poważniejszej choroby nie do końca byłem w stanie uczyć się z papierowych fiszek, ani pisać na blogu, na szczęście jednak powoli wszystko wraca do normy. Co do fiszek to jest całkiem nieźle - mimo, iż jeszcze troszkę mi ich zostało, to koniec powolutku wyłania się z mroku. Inna sprawa, że ucząc się również angielskiego, niemieckiego, oraz norweskiego z innych źródeł nie jestem w stanie spamiętać aż tak wiele, dlatego postępy są wolniejsze niż za czasów, gdy nie robiłem nic, oprócz norweskiego z materiałów Czterech Głów. Mimo wszystko, choć ślamazarnie, kroczę do przodu ku lepszej znajomości języka wikingów.

A wy jak wielu języków obcych się uczycie? Macie jakieś ulubione sposoby, które waszym zdaniem są niezawodne? Co sądzicie o nauce trzech lub więcej języków obcych na raz? Czekam na wasze opinie.
Udostępnij:

1 komentarz:

  1. Ja bym chciała umieć dobrze choć jeden język, a tak to mam rozgrzebany trochę angielski i trochę rosyjski i ostatecznie żadnego nie umiem :/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo zależy mi na Waszej opinii, dlatego dziękuję za każdy komentarz!