Zadaniem detektywa Victora Swarożyca jest rozwiązanie zagadki zaginięcia pewnej dziewczyny. W mieście dochodzi jednak do serii morderstw - nietypowych i brutalnych. Swarożyc próbuje rozwikłać kolejne mnożące się problemy. W trakcie czytania książki poznajemy również mleczarza, który okazuje się być sprawcą ataków. Już niedługo do akcji wkraczają kolejni tajemniczy bohaterowie, oraz stwory bynajmniej nie z tego świata. Na szczęście jednak Victor również nie jest tym, za kogo moglibyśmy go uważać i szybko, chodź rozmyślnie wkracza do akcji.
Zaraz po przeczytaniu książki postanowiłem sprawdzić, kim jest ów autor tego "odmiennego" dzieła. Nie natknąłem się na jakąkolwiek informację, aczkolwiek dowiedziałem się czegoś, na co wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi. W książce występują liczne nawiązania do mitologii słowiańskiej. Nie mylicie się... Do naszej rodzimej mitologii. Samo nazwisko głównego bohatera - Swarożyc, to odwołanie do słowiańskiego boga ognia ofiarnego. Dodatkowo, wiele "nieżytów", stworów z piekieł, również pochodzi z dzieł mitologicznych, między innymi rodzanice (niewidzialne demony przeznaczenia). Uważam, że nawiązania do demonologii są bardzo pożądane i były interesującym zabiegiem, ale trzeba być ich świadomym, aby zauważyć dodatkowe aspekty lektury.
Uważam, że sam pomysł na ukazanie w taki, a nie inny sposób walkę dobra ze złem w dwudziestym pierwszym wieku jest naprawdę świetny. Jezus w ciele człowieka, z pokusami godnymi wzgardy... Na dodatek z niezłym gadżetem - mianowicie pierścieniem, który pozwala na wymierzanie sprawiedliwości albo uleczenie i samoobronę. A także diabeł i jego słudzy i prześciganie się ku zwycięstwu, jakim jest zawładnięcie ludzkim światem. Idea niezwykle ciekawa ale wykonanie niestety nie najlepsze. Muszę przyznać, że z zainteresowaniem śledziłem poczynania Victora, a gdy odrywałem się od lektury, nierzadko wracałem do niej myślami. Mimo wszystko nie zawiera ona w większości żadnych opisów, akcja prezentowana jest zwięźle a wszystkie zdarzenia przedstawiane są skąpo i pokrótce. Nie poznajemy bliżej żadnego z bohaterów; możemy się przyjrzeć jedynie narratorowi powieści, który jest zdecydowanie ciekawym charakterem. Muszę więc niestety stwierdzić, że świat przedstawiony jest dość płaski i raczej nas nie zachwyci - nie wiemy nawet do końca, gdzie rozgrywa się okazja, zważywszy na polskie nazwy ulic ale angielskie imiona bohaterów...
Skoro jest to kryminał - taki, czy inny - powinna znaleźć się w nim intryga, tajemnica. Detektyw powinien poszukiwać mordercy po poszlakach, aby finalnie zwyciężyć lub ponieść klęskę. W "Upiornym mleczarzu" intryga właściwie nie istniała. Wszystko mieliśmy podane na talerzu, od początku śledziliśmy poczynania przedstawicieli dobra i zła, a kolejne zabójstwa były wykonywane pod bardzo dziwnym pretekstem. Czasem gubiłem się w końcu kto umarł, dlaczego, kto był zjedzony i po co, oraz kto komu służy. Była to historia nieco chaotyczna i wypchana po brzegi tym, czym tylko się dało, co nie do końca wyszło dobrze...
Podsumowując, jest to książka inna od tych, jakie miałem okazję czytać. Zaskakuje przede wszystkim pomysłem oraz nawiązaniem do mitologii słowiańskiej, ale cała reszta jest dość słaba. Mimo tego, spędziłem z nią miłe chwile i dość szybko ją skończyłem (po części również dzięki małej ilości stron). Nie będę polecał, ani odradzał. Po prostu zachęcam zainteresowanych do tego, aby sięgnęli po lekturę Bronx'a i sami przekonali się, czym jest. Oceniam na 5 na 10.
