Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beth Revis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beth Revis. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2014

"Cienie Ziemi" Beth Revis

Misja "Błogosławionego" powoli dobiega końca. Większa część załogi statku z Amy i Starszym na czele wyruszają w ostatnią podróż - z orbity na powierzchnię Centauri-Ziemi. W trakcie lądowania dochodzi jednak do nieprzewidzianych problemów, które wydają się być nieprzypadkowe. Na szczęście ostatecznie kapsuła bezpiecznie osiada na ziemi. Piękne słońca rozświetlają wysokie, zielone drzewa, a świeże powietrze - wreszcie nie syntetyczne, sztucznie oczyszczane - przynosi ze sobą przyjemny chłód i spokój. Niestety, bohaterowie ów spokojem nie nacieszą się zbyt długo. Gdy niebo rozerwie krzyk nieznanego potwora, a członkowie załogi będą umierać jeden po drugim, rozpocznie się prawdziwa walka o przeżycie. Czy planeta sama próbuje unicestwić swoich kolonizatorów?

"W otchłani" to niesamowita seria. Po skończeniu pierwszej części byłem realnie poruszony i nie mogłem się doczekać kontynuacji historii. Niestety, na nią musiałem czekać o wiele dłużej, niż bym sobie tego życzył. Szczęśliwie, "Cienie Ziemi" zostały wydane relatywnie szybko, dlatego już w te wakacje - prawie równo dwa lata po rozpoczęciu trylogii - miałem szansę na poznanie finału tej historii. Po przeczytaniu trzeciego tomu mam niesamowity mętlik w głowie, chaotyczną burzę myśli oraz kilka sprzecznych refleksji.

Muszę przyznać, że od samego początku książki kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Lektura wciągnęła mnie już od pierwszych stron, a ponieważ uwielbiam temat podboju kosmosu oraz kolonizacji obcych planet czytało mi się ją jeszcze lepiej. W "Cieniach Ziemi" akcja postępuje niezwykle szybko. Kolejne wydarzenia mają miejsce jedne po drugich, przez co zdecydowanie nie mamy czasu na wytchnienie. Nie to jednak sprawia, że ostatnia część trylogii Revis jest wyjątkowa. W książce są tak zaskakujące zwroty akcji, najczęściej tak nieprzewidywalne, że wielokrotnie musiałem zbierać swoją szczękę z podłogi. Czasem wręcz musiałem przystanąć i zapytać samego siebie, jak to możliwe, że historia potoczyła się w tak niezwykłym kierunku. W wywiadzie pisarka wspomniała, że głównym problemem w tworzeniu nowego świata jest to, iż można z nim zrobić wszystko. Revis zdecydowanie wykorzystała potencjał swojej historii oraz Centauri-Ziemi, tworząc opowieść, jakiej byśmy się nie spodziewali. Wiele razy zgadywałem, co może się dziać na powierzchni nowej planety i co przedstawi nam autorka w ostatniej części. Nigdy nie pomyślałbym jednak o tym, co zostało opisane...

Fabuła, akcja, pomysł - mistrzowskie. Nic dodać, nic ująć. Niestety, obok tej fantastycznej linii fabularnej powinny znaleźć się równie ciekawe opisy nowego świata, poczynań naukowców, tajemnic związanych z florą i fauną... Niestety w "Cieniach Ziemi" zabrakło mi lepszego przedstawienia Centauri-Ziemi. Krótkie wzmianki o dwóch słońcach, czy pozwijanych pieniach drzew nie pozwoliły mi wyobrazić sobie powierzchni zupełnie obcej planety, dlatego w dużej mierze miałem wrażenie, że jest ona prawie identyczna jak Ziemia. Tyle możliwości, a autorka wzięła coś, co znamy tak dobrze. Ponadto, oprócz samego ekosystemu, wiele kluczowych miejsc w książce również nie otrzymało obszerniejszych opisów, a byłem ich naprawdę bardzo ciekaw. Prezentuje się to tak, jakby autorka była zbyt przejęta akcją, żeby przystanąć na chwilę i skupić się też na samym świecie. Nie mam jej tego za złe, ponieważ nie było aż tak źle - nieco tylko żałuję.

W każdym razie, książkę czyta się niezwykle szybko i lekko, dzięki czemu stanowi idealną pozycję, aby usiąść, zrelaksować się i dać się porwać w opowieść lata świetlne stąd. "Cienie Ziemi" nie są aż tak wymagające, ale zmuszają do składania pojedynczych elementów intrygi w całość, jak w interesującym kryminale. Zaskakujące jest dla mnie właśnie połączenie science-fiction z zagadką i dochodzeniem. Autorka gwarantuje nam jednak, że na pewno nie wydedukujemy nic konkretnego, gdyż jej wyobraźnia i pomysłowość nie znają granic. I to mi się podoba. Cieszę się również, że książka Revis jest pełna wartości. Przyjaźń, miłość, zdrada, śmierć... Pozycja była przepełniona emocjami; każdy pragnął czegoś innego. Nie była to zatem głupia opowiastka; historia poruszała również aktualne dla nas, Ziemian, tematy.

Z bohaterami zdążyłem się już zaprzyjaźnić. Miałem na to dużo czasu, szczególnie w poprzednich częściach, w których akcja toczyła się na "Błogosławionym". W "Cieniach Ziemi" bohaterów traktowałem jak starych znajomych, z którymi przeszedłem już naprawdę wiele. Nikt nie zmienił się za bardzo, każdy miał już określony charakter, ale postacie nie były papierowe i sztuczne. W książce pojawiło się wiele nowych postaci - w szczególności zamrożonych - których w większości również polubiłem. Jeśli chodzi o kreację bohaterów zatem, nie mam autorce nic do zarzucenia. Nie jest wybitnie, ale nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń. Cieszę się, że Revis kontynuowała swój zwyczaj prowadzenia narracji z perspektywy i Amy, i Starszego. Zawsze z większą uwagą śledziłem poczynania rudowłosej nastolatki; tym razem jednak bardziej oczekiwałem rozdziałów ze Starszym, co nieco mnie zaskoczyło.

Czas chyba na podsumowanie... "Cienie Ziemi" to cudowne zwieńczenie serii Revis. Jestem przerażony tym, że skończyłem swoją przygodę z tą wspaniałą trylogią. Mam nadzieję, że autorka pokusi się o opisanie dalszych losów Amy, ponieważ zakończenie było niezwykle otwarte i wołające o kontynuację. Trzecią część sagi mogę tylko polecić i zachęcić wszystkich, aby nie zwlekali! Oceniam na 9 na 10.

~~

Cześć! Jak mijają Wam wakacje? Boże, jestem zdruzgotany tym, że pozostały jeszcze tylko trzy tygodnie. A mam jeszcze tyle książek do przeczytania ;_; Skończyłem kolejną trylogię! To smutne, nienawidzę żegnać się z seriami, które czytałem tak długo. A zaraz czeka mnie to samo, bo zaczynam właśnie "Wielki Błękit". Kurde. Ale cóż, trudno - bardzo chcę zapoznać się z historią Arii i nie mogę już czekać XD

A tak to generalnie siedzę w domu i oprócz czytania nie robię za dużo. Wczoraj wybrałem się na wycieczkę w góry ze znajomą; taki spontaniczny wyjazd, a z Wrocławia jedzie się 50 minut więc dlaczego nie? I było naprawdę świetnie! Może uda mi się jeszcze gdzieś wyskoczyć, ale zobaczymy. Dobra, do następnej notki. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

Edit: Coś mi się pokombinowało i popsuło, więc muszę dodać post jeszcze raz.
Udostępnij:

08 listopada 2013

"Milion Słońc" Beth Revis

"Milion Słońc" to książka, której z desperacją oczekiwałem już od bardzo dawna. Pierwsza część trylogii, "W otchłani", zachwyciła mnie przede wszystkim pomysłem i scenerią świata, a wykonanie było na wysokim poziomie. Wiele przeplatających się wątków i tajemnic stworzyło niezwykłą intrygę, ale w najlepszym momencie lektura, niestety, się skończyła. Gdy wreszcie doczekałem się premiery kontynuacji serii, niezwłocznie zabrałem się za czytanie. Byłem pewien, że autorka utrzyma poziom i tak też się stało.

Błogosławiony to ogromny statek kosmiczny, którym Amy, Starszy oraz kilka tysięcy mieszkańców dotrzeć mają na Centauri-Ziemię, planetę, która ma zostać skolonizowana. Niestety, w ostatnich miesiącach pojawiło się mnóstwo nierozwiązywalnych problemów. Po odstawieniu fidusa, wśród osadników narasta bunt i indywidualizm, a kłamstwa przekazywane z pokolenia na pokolenie wreszcie wychodzą na jaw. Jest na pokładzie jednak człowiek, który jako jedyny zna prawdę i jest skłonny ją wyjawić, nie od razu - rzecz jasna - i nie przypadkowej osobie. Jest też sabotażysta, który nie dopuści do spełnienia misji. Czy Amy i Starszy uratują Błogosławionego od - jak mogłoby się wydawać - nieuniknionej klęski?

Od zawsze uwielbiałem kosmos i każda książka opisująca podróże w przestrzeni ma u mnie wielkiego plusa już na samym początku. Jestem zafascynowany lotami do gwiazd i wszystko co dzieje się nad naszym niebem zdecydowanie przyciąga całą moją uwagę. Prawdopodobnie dlatego, gdy tylko ujrzałem "W otchłani", wiedziałem, że muszę to przeczytać. Tak zaczęła się moja przygoda z Amy i Starszym. Pierwsza część pochłonęła mnie całego. Gdy tylko skończyłem, zacząłem z niecierpliwością czekać na kontynuację. Minęło półtora roku, a mimo to z fascynacją podszedłem do "Miliona Słońc". Otrzymałem to, czego oczekiwałem. Wszystkie wątki zostały świetnie poprowadzone, a tajemnica powoli zaczyna się rozjaśniać.

Już na samym początku autorka szokuje nas informacjami. Muszę przyznać, że od pierwszych stron wciągnąłem się w historię Błogosławionego i nie mogłem się oderwać. Zupełnie nowa sytuacja, wszystko właściwie w rozsypce, skomplikowane relacje między bohaterami i bunty... To sprawiało, że akcja stawała się coraz ciekawsza, choć muszę przyznać, że wcale nie pędziła zbyt szybko. Autorka lubi najwyraźniej zatrzymać się przy niektórych wydarzeniach, aby dokładniej je zaprezentować, może skupić się na warstwie emocjonalnej. Nie mogę jednak powiedzieć, że w którymkolwiek momencie historia zaczynała mi się dłużyć. Wręcz przeciwnie - dokładniejsze opisy zdarzeń i emocji jeszcze bardziej wciągały mnie w ten kosmiczny świat. Autorka, dodatkowo, używa prostego, luźnego, młodzieżowego języka, co tym bardziej działa na korzyść długim opisom działań, które, w mojej opinii, zdecydowanie nie nużą.

Podziwiam pomysłowość i warsztat Beth Revis. Pierwszym trafnym strzałem była decyzja o narracji z punktu widzenia dwójki głównych bohaterów - Amy i Starszego. Autorka tak płynnie przechodziła między narracjami i kontynuowała nimi historię, że w którymś momencie czytania na chwilę przystanąłem i zdałem sobie sprawę, jak umiejętnie to zrobiła. Oprócz samej narracji, trudno jest na pewno zaplanować intrygę, która byłaby nieprzewidywalna, szokująca i trudna do rozwiązania. Myślę, że Beth Revis się to udało. Całe "Milion Słońc" to zmierzanie ku odkryciu prawdy, a na statku kryje się niebagatelna liczba sekretów. Pisarka świetnie dawkuje informacje, a Amy, wraz z czytelnikiem, podąża po poszlakach i rozwiązuje nietypowe zagadki, aby móc posunąć się krok bliżej w stronę rozwiązania. Kolejnym pomysłem, który zasłużył na pochwałę to dobre tło dla dążenia do rozwikłania tajemnicy Oriona. Tłem tym jest walka mieszkańców o własne życie i indywidualne myślenie. Starszy, jako kapitan statku, jest odpowiedzialny za każdego człowieka na Błogosławionym, a tajemnicze zgony niestety nie pomagają. Dorośli, którzy wreszcie otrzeźwieli (jak na ironię, dzięki Starszemu), chcą zrzucić go z urzędu i rządzić na własną rękę. Dwa nurty opowieści - poszukiwanie prawdy i walka przeciw powstańcom - sprytnie przeplatają się ze sobą, jest zatem czas i na obalanie mitów, i na obalanie buntowników.

Amy to nastolatka lubiąca niezależność, choć nie jest nieustraszona. Mimo, że potrafi walczyć o swoje, przerażają ją ludzie zdolni do agresji. Jest bardzo emocjonalna, ale stara się podchodzić to spraw racjonalnie. Czasem jednak jej spontaniczne i nieprzemyślane myśli przejmują stery, ale nie prowadzi to do żadnych komplikacji, gdyż jest raczej ostrożna. Polubiłem Amy za jej charakter i inteligencje. Nie jest kolejną głupią nastolatką, szczebioczącą na widok swojej miłości. Lubi działanie, martwi się o innych i stara się nie sprawiać kłopotu. Uważam, że nie jest to postać papierowa. Amy ukazywała emocje, które wręcz biły z kartek książki. Potrafiła zagłębić się w rozpaczy po krzywdzie, jaką chciał uczynić jej mieszkaniec Błogosławionego, aby potem pocieszać kogoś, kto traktował ją z pogardą. Irytowało mnie tylko to, że skoro jest taka pewna siebie i niezależna, to po co ukrywała swoją tożsamość wśród mieszkańców, tak czy się zwracając na siebie uwagę. Zamiast rozpuścić długie, rude włosy, chowała się w kurtce, chociaż inni chodzili w krótkim rękawku. Co ją interesowała opinia innych? Chyba, że ukrywanie się pomogło jej przeżyć, gdyby ktoś chciał ją zaatakować...

Starszy to postać, którą lubię, choć czasem irytowały mnie jego decyzje. Z początku rządy wychodziły mu dość nieudolnie, potem jednak zaczynał pojmować, jak należy postępować z tłumem. Kilka razy jednak zastanawiałem się, czemu wdaje się w niepotrzebne spory i bójki, oraz daje się szantażować komuś, kto nie ma prawa się mu sprzeciwić... Był przecież kapitanem. Ponadto, gdy narastały protesty, powinien natychmiast zwołać zebranie mieszkańców i przedstawić im przerażającą prawdę, aby przejrzeli wreszcie na oczy, że sami zniszczą wkrótce swój dom. Starszy za to wolał latać z miejsca do miejsca i prywatnie radzić innym, co mają robić, co wydało mi się głupotą. Nawet gdy ktoś zabijał w jego imieniu, nie starał się globalnie sprostować, że nie ma z tym nic wspólnego, albo zastraszyć sprawcę. Nic, robił wszystko, żeby było jak najgorzej, aby potem jakimś cudem wyplątać się z kłopotów... Na dodatek dziwił mnie tym, że nadal chce być Starszym i wzbrania się przed nowym imieniem swojego urzędu. Myślę, że jest to postać mniej ciekawsza od Amy, ale dająca się lubić.

Relacje między tą dwójką są dość dziwne. Od niechęci i nieufności, przez przyjaźń, aż do miłości. Cieszę się, że wątek miłosny w tej trylogii nie przytłacza całej akcji, ale generalnie bohaterowie mogliby się wreszcie zdecydować, co chcą ze swoim uczuciem zrobić. Ciągłe rozterki i walka wbrew sobie były powoli nużące. Na szczęście para miała mało czasu na gruchotanie do siebie, bo zwyczajnie zbyt dużo się działo.

W książce jest wiele postaci drugoplanowych, odgrywających ważną rolę w książce, ale nie będę wam ich opisywać. Wspomnę tylko o najważniejszych. Bartie... Uważam go za zdrajcę i dziwię się, jak ktoś może nagle wywołać bunt przeciw swojemu przyjacielowi jeszcze z dzieciństwa. A na koniec, po tych wszystkich oszczerstwach, dogadać się i pogodzić. Zdecydowanie go nie lubię. Victoria... Dziewczyna, która nie wie czego chce, ciągle ryczy albo rzuca się na wszystkich z ostrymi słowami. Chyba kompletnie się załamała. Z początku jej nienawidziłem, a teraz trochę jej współczuję. Niespodzianką "Miliona Słońc" był główny czarny charakter, Orion. Aż taki czarny, jak mogłoby się wydawać, nie jest. Nawet zza pokrywy lodowej manipulował działaniami bohaterów i znał Sekret. Ten bohater zaczął mnie naprawdę intrygować. Ciekawe, czy w pojawi się w trzeciej części i jakie będzie jego nastawienie do otaczającej go nowej rzeczywistości.

Czas na podsumowanie tej, dość długiej, recenzji. "Milion Słońc" to godna kontynuacja trylogii "W otchłani". Wszystko jest tak, jak być powinno. Oczekiwałem naprawdę dużo i nie zawiodłem się. Na pierwszym miejscu postawiłbym zdecydowanie pomysł na świat przedstawiony, intrygę i tło dla poszukiwania prawdy. Wszystkie wątki świetnie się łączą i dopełniają, dzięki czemu otrzymujemy gotową i pełną fabułę. Akcja nie pędzi na łeb na szyję, wszystko jest dokładnie wyjaśniane i opisywane, dzięki czemu lepiej możemy poznać bohaterów, ich emocje oraz działania. Same postacie w książce może nie są najciekawsze, ale zaprzyjaźniłem się z nimi i z zapartym tchem śledziłem ich burzliwe losy. Wprost nie mogę się doczekać trzeciej części, ale obawiam się, że szybko po nią nie sięgnę. Książkę oceniam na 9 na 10 i polecam!


Udostępnij:

22 sierpnia 2012

"W Otchłani" Beth Revis

Siedemnastoletnia Amy ma bardzo trudną decyzję do podjęcia. Albo pozostanie na Ziemi, wraz z przyjaciółmi, ukochanym, babcią, ciocią i wujkiem, albo – wraz z rodzicami – przemierzy bezkresną otchłań międzygwiezdną, aby w końcu dotrzeć do Centauri-Ziemi i skolonizować ją. Aby móc udać się w podróż, trwającą trzysta lat, musi zostać poddana zabiegowi krio, polegającym na zamrożeniu całego ciała. Po podjęciu ciężkiej decyzji, Amy rozbiera się i kładzie w komorze… pudełku na buty, aby tam zasnąć na 300 lat. Ostatnie co słyszy to… „Podróż trwać będzie 301 lat…” – Ed.

„Ale… ja miałam kontrakt na trzy stulecia, oddajcie mi mój jeden rok!”

„W otchłani” to pierwsza część magicznej odysei napisanej przez nieznaną mi dotąd autorkę Beth Revis. Pisarka, mieszkająca obecnie w Północnej Karolinie, zadebiutowała pierwszą częścią trylogii między innymi w „New York Bestsellers” a jej książka została wydana już w 17 krajach.

Gdy tylko zobaczyłem książkę w Empiku, od razu wiedziałem, że muszę ją mieć. Z początku zahipnotyzowała mnie jej wspaniała, kosmiczna okładka. Gdy przeczytałem opis lektury, byłem pewny, że jeszcze w te wakacje ją przeczytam. Gdy nadarzyła się okazja – kupiłem „W otchłani” i zabrałem się za czytanie.

Już od pierwszych stron książka niesamowicie mnie wciągnęła. W podstawówce interesowałem się kosmosem, podróżami w czasie i tego typu sprawami (a pasja ta pozostała, chociaż w nieco mniejszym stopniu), dlatego już pierwsze rozdziały były dla mnie czymś niesamowitym. Gdy czytałem przejrzyste, dokładne ale ciekawe opisy zabiegu kriogenicznego, gdy zaczytywałem się w myślach Amy, czułem się jakbym stał tam obok, w kolejce do zamrożenia i patrzył, jak dziewczyna podejmuje decyzję. Strasznie mi się to spodobało.

W dalszej części książki pojawiła się narracja dwuosobowa, tzn. na zmianę pojawia się narrator pierwszoosobowy: Amy, lub Starszy. Było to wygodne i wyjątkowo przypadło mi do gustu. Miło czytało mi się fragment jakiegoś zdarzenia z punktu widzenia Amy, natomiast dalszej części z punktu widzenia Starszego. Dzięki temu zabiegowi mogłem poznać ich myśli a historia obu z nich bardzo mnie ciekawiła. Z początku oczekiwałem rozdziału z narracją Amy ale później, gdy historia wciągnęła mnie tak, że nie widziałem i nie słyszałem co dzieje się wokół mnie, pochłaniałem wszystkie rozdziały z wielkim zainteresowaniem.

Podziwiam autorkę szczególnie za dobry i oryginalny pomysł. Cieszę się, że są jeszcze osoby zdolne oderwać się od nudnego już schematu dziewczyny i paranormalnej istoty w ciele mężczyzny (czy to wampir, czy wilkołak, czy inne dziwadło). Bardzo spodobał mi się pomysł odysei kosmicznej, bo nigdy takowej nie czytałem a poza tym, tak jak już wspomniałem, temat kosmosu jest mi bardzo bliski co miało na pewno duży wpływ na to, że kolejne dziesiątki stron pochłaniałem w kilka minut. Cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł „zamrożenia” bohaterów a potem wybudzenia jednego z nich „zbyt wcześnie” tym samym pozbawiając go nadziei na nowy ląd.

Gdy czytałem książkę pani Revis, co kilka rozdziałów musiałem po prostu odetchnąć. Pomyślicie pewnie: „Książka była pewnie tak nudna, że musiał od niej odpoczywać co jakiś czas”. Zaskoczę was (albo i nie) – wręcz przeciwnie. Co kilka rozdziałów musiałem ochłonąć, bo praktycznie cały czas zdarzały się tak niesamowite, przewracające wszystko do góry nogami, zwroty akcji, że aż nie mogłem uwierzyć, musiałem chwilę to przemyśleć z zamkniętą książką w dłoni. Uwielbiam książki, gdzie ciągle coś się dzieje a ta lektura była przepełniona po brzegi takimi właśnie wydarzeniami. Gdy doszedłem do końcowych rozdziałów, emocje sięgnęły zenitu – nie zauważałem już stron, widziałem nie tylko słowa ale całe zajście przed oczami, żyłem życiem postaci i wsłuchiwałem się w historie o „Błogosławionym”, o historii Ziemi oraz o prawdzie na temat statku i położenia bohaterów. Wszystko zupełnie mnie zaskoczyło – każdy szczegół okazał się czym innym niż myślałem, że był. To było niesamowite ale gdy kończyła się książka, a ja miałem jeszcze tyle pytań, bardzo posmutniałem.


Dodam jeszcze, że bardzo miło czytało mi się o nowoczesnej technologii, która rozwinęła się w trakcie trzystuletniej podróży. Nie przepadam za science-fiction, w którym nie ma ani śladu po urządzeniach z przyszłości. Jakby czas stanął dla nich w miejscu, co jest oczywistą nieprawdą. Bardzo wciągnęło mnie to, jak Amy próbowała zrobić coś na plastpleju albo chociażby otworzyć drzwi lub zamówić jedzenie a tu… klops. Nie wiadomo jak. Pamiętam, że rozśmieszył mnie moment, w którym Starszy nie mógł zaświecić światła z pomocą wi-komu i kliknął zwyczajny włącznik, jaki znamy z naszej planety. A ta jego mina przerażenia…


Amy to siedemnastolatka, która zdecydowała się na podróż statkiem kosmicznym do odległego o trzysta lat układu Centauri. Z początku jest zmieszana ale w końcu decyduje się zaufać rodzicom i poddaje się zabiegowi kriogenicznemu. Gdy budzi się po 250 latach jest przerażona, osłupiała, zdezorientowana i bardzo przestraszona. Mimo to ma silny charakter i jest osobą odważną, dzięki czemu szybko wyzbywa się skutków ubocznych niewłaściwego rozmrożenia i jest gotowa żyć „w czterech ścianach”. Wraz ze Starszym rozwiązuje tajemnice i szuka prawdy, która może ją zabić. 

Amy to moja ulubiona bohaterka „W otchłani”. Bardzo podziwiam ją za jej charakter, nie poddawanie się aczkolwiek były chwile, kiedy zastanawiałem się: „co ona robi?!”. Pierwszym z nich było zastanawianie się, czy w ogóle lecieć. Na jej miejscu – gdybym miał taką szansę – wykorzystałbym ją od razu. Aczkolwiek rozumiem jej zmieszanie: zostawić wszystkich znajomych i prawie całą rodzinę na ziemi a obudzić się dwieście pięćdziesiąt lat po ich śmierci i wciąż być młodą… Ciężar nie do przedźwignięcia a jednak… Poza tym czasem irytowały mnie jej stany depresyjne, gdy załamywała się do reszty, aczkolwiek gdybym siebie postawił w jej sytuacji, byłoby zapewne podobnie.

Z wielką radością śledziłem jej poczynania i zawsze kibicowałem jej, aby wszystko co robi zostało zakończone sukcesem. Nie miała łatwo a jej życie wiodło pod górkę ale cała historia na szczęście układa się dobrze. Może nie tak, jakby sobie życzyła, ale jednak dobrze.

Starszy zaś, to nastolatek w wieku Amy, który wkrótce ma objąć władzę na statku. Ma takie same uprawnienia jak Najstarszy – kilkudziesięcioletni starzec, rządzący póki co statkiem, chcący pozbyć się Amy w najbrutalniejszy sposób, gdyż uważa ją za przyczynę niezgody.

Starszy zakochał się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia. Schodził do niej, aby oglądać ją zakutą w lodzie, aż w końcu na jego życzenie (ale czy na pewno?), piękna rudowłosa budzi się do życia.

Starszy to osoba buntownicza, ma ostry charakter ale z początku podkulał ogon, gdy zjawiał się Najstarszy. Nieraz kibicowałem mu, aby wreszcie przyłożył Najstarszemu, żeby zbuntował się i nie dał się poniżać. Miało być, tak jak jest i jestem bardzo dumny z tego co się stało aczkolwiek żałuję, że Starszy nie zabił swojego Mentora… ale czy mógłby?

Jest to postać, którą lubiłem między innymi za to, że dbała i kochała główną bohaterkę – Amy. Spodobało mi się u niego kilka cech, np. buntowniczy charakter, wyłamywanie się ze schematu i nie dopuszczenie zła do jego czynów (zła wobec obywateli). Sądzę, że była to osoba bardzo przyjacielska i oddana tym, którzy lubili go i szanowali (jako człowieka a nie władcę).

Były tam również postacie drugoplanowe, których naprawdę nie lubiłem lub byli mi obojętni. Taką osobą był przyjaciel Starszego, Harley. Nie lubiłem go, wydał mi się zachłanny – jakby chciał mieć Amy tylko dla siebie. Czasem poczułem się tak, jakby mówił na serio o Rybce… jakby posiadał ją jak swój przedmiot lub zwierzątko. Poza tym miał charakter, który nie spodobał mi się. Był szorstki i arogancki… Na co wskazał jego ostatni czyn… Wystarczy, że przeczytacie a się dowiecie.

Podsumowując, książka zasługuje na uwagę każdego czytelnika. Sądzę, że nie tylko fani s-f, fantastyki albo kosmosu polubią odyseję pani Revis. Uwielbiam tę książkę, stała się moją ulubioną i ciężko wyrazić mi moje emocje z nią związane. Po prostu… niesamowita, bajeczna, wspaniała, wciągająca… co jeszcze? Oceniam ją na 10!/10. Naprawdę warto ją przeczytać, nie ważne kim jesteś i ile masz lat. Sięgnij po nią!


Udostępnij: