Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emily Rodda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emily Rodda. Pokaż wszystkie posty

13 czerwca 2013

"Pas Deltory. Powrót do Del" Emily Rodda

Przyjaciele są już u szczytu swojego celu. Zebrali wszystkie magiczne klejnoty z Pasa Deltory i czas teraz znaleźć następcę tronu, który to uwolni krainę od złych sił nad nią panujących. Gdzie zacząć szukać? Kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem? Komu można zaufać. Zbiegi okoliczności, a może planowane działania, zaprowadzą bohaterów do miejsca, w którym cała przygoda się zaczęła. Czy i tam się skończy?

"Powrót do Del" to ostatnia, siódma część fantastycznej serii dla dzieci i młodzieży o tytule "Pas Deltory". Saga została napisana przez Emily Roddę, znaną, australijską autorkę książek, której prawdziwe imię i nazwisko to Jennifer Rowe. Oprócz "Pasa Deltory", napisała jeszcze inne serie młodzieżowe, a także debiutowała powieściami grozy dla dorosłych.

Gdy sięgałem po ostatnią część, nie wiedziałem czego się spodziewać. Każda poprzednia część zaskakiwała mnie różnymi rzeczami - najczęściej pozytywnymi, choć i negatywnych nie udało się ominąć. Bardzo lubiłem czytać o podróżach w nieznane, spotykania nowych ludzi i stworzeń a także o zdobywaniu kolejnego klejnotu, na sam koniec powieści. Co jednak, gdy to wszystko już się skończyło? Czy lektura będzie tak samo ciekawa? A może jeszcze lepsza - w końcu czekaliśmy na finał historii już tak długo?

Historia opisana przez Roddę jest naprawdę świetna. W ostatniej części poznajemy wreszcie odpowiedzi na wszystkie sekrety, które towarzyszyły nam w trakcie zapoznawania się z poprzednimi tomami. Bałem się, że na sam koniec autorka nie będzie miała już pomysłu, jak pociągnąć akcję do końca, ale wszystko było - jak zawsze - dopięte na ostatni guzik i tylko czekające na czytelnika, takiego jak ja, który mógłby pochłonąć tę lekturę od pierwszej do ostatniej strony.

W "Powrocie do Del", jak w żadnej innej części, akcja brnęła do przodu tak szybko, że ledwo nadążałem. Zatracałem się w kolejnych tajemnicach a z każdą kolejną stroną byłem coraz głębiej w świecie Deltorii. Rodda po raz kolejny zaskoczyła mnie swoim dobrym warsztatem. Bardzo umiejętnie buduje napięcie, tworzy ciekawe intrygi i nie pozwala ani na chwilę oderwać się od swojej książki. Lektura jest pisana w przystępny i prosty sposób, mówimy w końcu o książce dla dzieci. Opisy są zwięzłe, ale na temat i pozwalają wyobrazić sobie miejsce akcji czy też wygląd bohaterów - może nie szczegółowo, ale z grubsza.

Bohaterowie książki nie są idealni, ale można się z nimi zżyć i zaprzyjaźnić. Podejmują własne decyzje, czasem szalone i odbiegające od tego, czego moglibyśmy się po nich spodziewać, co oczywiście jest plusem. Dopasowują się do sytuacji i zmieniają swoje plany. Ponadto, przechodzą metamorfozy. Moim zdaniem zachowują się bardzo realistycznie, jak na zwyczajną książkę dla młodszego grona odbiorców. Poza tym, podoba mi się to, że analizują i starają się podchodzić do wszystkiego logicznie, ale słuchają się także serca, dzięki czemu właściwie wszystko im się udaje. Mam jednak czasem dziwne poczucie, że aż zbyt dobrze im się powodzi, ale może jest to złudne, może oczekuję za dużo nieszczęść?

Bardzo się cieszę, że miałem szansę poznać historię Liefa, Bardy i Jasmine. W "Powrocie do Del" zaskakujące jest właściwie wszystko. Obrót spraw pod sam koniec lektury bardzo namieszał mi w głowie. Nigdy nie przypuszczałem, że tak może potoczyć się cała historia. Warsztat pisarki jest warty podziwu - ciekawie zawiązane intrygi, wciągające tajemnice (na szczęście wszystkie wyjaśnione), oszczędne ale wystarczające opisy i oczywiście szczypta magii... Mogę jedynie polecić i ocenić na 10 na 10.
Udostępnij:

12 maja 2013

"Pas Deltory. Dolina Zagubionych" Emily Rodda

"Pas Deltory. Dolina Zagubionych" to siódma, a zarazem przedostatnia część popularnej serii książek przygodowo-fantastycznych "Pas Deltory" autorstwa Emily Roddy. Australijska pisarka urodziła się w 1948 roku, a jej prawdziwe imię i nazwisko to Jennifer Rowe. Oprócz lektur dla młodzieży, autorka debiutowała niejednokrotnie powieściami grozy dla dorosłych.

Lief, Barda i Jasmine, po zdobyciu kolejnego klejnotu do Pasa Deltory, wyruszają do najgroźniejszego - jak mogłoby się wydawać - miejsca, czyli do Doliny Zagubionych. Nie będą się tam zmagać z potworami i czarną magią. Na ich drodze stanie człowiek, co może mocno skomplikować sytuację. Mimo wszystko, sama podróż do Doliny może okazać się bardziej niebezpieczna. Czy nasi bohaterowie i tym razem podołają?

W każdej kolejnej części, Emily Rodda zaskakuje mnie pozytywnie czymś nowym, ekscytującym i niespotykanym nigdy wcześniej. Pierwsze tomy były zdecydowanie naiwne, proste i przewidywalne. Irytowało mnie to, że wszystko szło dokładnie tak, jak postacie sobie wcześniej zaplanowały a drobne komplikacje stawały na drodze bohaterów od niechcenia, wręcz na siłę. Nie muszę wspominać też, że niewiarygodnie łatwo problemy te przezwyciężali. W "Dolinie Zagubionych" wszystko na szczęście wygląda inaczej, choć karta odwróciła się już kilka części wcześniej. Lief, Barda i Jasmine nie są pewni swojej przyszłości. Nigdy nie wiadomo co ich spotka i zdecydowanie prześladuje ich pech a kolejne komplikacje pojawiają się coraz częściej i są coraz gorsze. Dodaje to powieści wiarygodności i sprawia, że akcja brnie do przodu wciągając jednocześnie czytelnika.

Świat opisywany przez Roddę jest dobrze wykreowany choć nadal ubolewam nad oszczędnymi opisami. Kraina Deltorii to miejsce, w którym łatwo trafić na magiczne, fantastyczne zwierzęta oraz ciekawe, choć czasem i okrutne kreatury. W lasach rosną rośliny o niezwykłych właściwościach a z niektórych studni napić możemy się zaczarowanej wody. Walcząc, bohaterowie używają mieczy, łuków oraz zaklętych przedmiotów. Jak mogłoby się wydawać, świat Liefa, Bardy i Jasmine jest bardzo przesadzony a magia wypływa ze wszystkich zakamarków. Mimo wszystko, tak nie jest, co zdecydowanie uznać można za atut. Rodda zna umiar i wie, kiedy bohaterowie powinni użyć swojej wyobraźni i inteligencji a kiedy wspomóc się fantastycznym przedmiotem. Cieszę się, że postacie stąpają twardo po ziemi i nie oczekują pomocy ze strony magii, jak często bywa w książkach dla dzieci (co nierzadko przeradza się w skrajności).

Bohaterowie powieści są raczej prości, nie intrygują ale generalnie da się ich lubić. Każdy z nich ma określone cechy, których się trzyma i przez całą serię żaden z nich się nie zmienia. Oprócz Liefa, Barda i Jasmine, pojawiają się epizodycznie różne inne, często ciekawsze postacie. Jednym z przykładów jest Doom, którego tajemniczość zaciekawiła mnie już wcześniej. Jego historia została przedstawiona w "Dolinie Zagubionych" nieco dokładniej, na co liczyłem, dlatego teraz jestem tym wątkiem usatysfakcjonowany. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie ma w lekturze postaci irytujących i zwyczajne żałosnych. Neridah to kobieta, która z chciwości postanowiła złamać wielowiekową zasadę, przez co została bardzo srogo ukarana. Jak mniemam, autorka starała się poprzez książkę przekazać dzieciom uniwersalne wartości, a Neridah musiała stać się kimś, kto pokazałby, że chciwość nie popłaca. Ogólnie rzecz ujmując, wątek ten jest dobrze rozwinięty i ma śmieszne, choć dla niej samej raczej brutalne, zakończenie.

"Pas Deltory" to naprawdę interesująca seria. Każda część jest inna, w każdej możemy spotkać inne postacie, inne magiczne przedmioty oraz innych bohaterów pobocznych, którzy są nierzadko naprawdę ciekawi. Mimo, że książki z serii "Pas Deltory" są skierowane głównie do młodszego odbiorcy, to osobiście sądzę, że warto poświęcić dwie godziny na zapoznanie się z przygodami Liefa, Bardy i Jasmine. Przedostatnią część serii zaś oceniam na 8 na 10.

~~

Witajcie :) Cóż, weekend mi się trafił cudowny. Co z tego, że przez cały tydzień było gorąco. Przecież najlepiej żeby deszcz padał wtedy, kiedy mam wolne, prawda? O boże, już nie mam siły. Na dodatek jutro znowu do szkoły. Jezu, wstałem, nawet nic nie zrobiłem tak naprawdę a tu nagle dwa dni za mną... Dobrze, że wkrótce wymiana w Holendrami (tym razem Holender przyjedzie do mnie), będę mieć tydzień wolnego... A poza tym, niedługo targi książki we Wrocławiu - nie mogę się doczekać. W ogóle, widzieliście trailer "Gry Endera"? Zdziwiłem się, że będzie film na podstawie tej świetnej książki. Zrecenzowałem ją tylko kilka dni temu a tu proszę c: Jak tylko będzie premiera to idę do kina! To będzie cudowny film, czuję to. Nie mogę się doczekać. 

Dzisiaj spotkała mnie bardzo miła rzecz. Mianowicie otrzymałem emaila od nowego wydawnictwa Drageus Publishing House z propozycją współpracy. Przejrzałem sobie, jakie książki dotychczas wydali i właściwie wszystkie pozycje mnie zainteresowały. Wybrałem dwie do recenzji i już wkrótce je otrzymam. Pozdrawiam i życzę miłej końcówki weekendu.
Udostępnij:

22 kwietnia 2013

"Pas Deltory. Labirynt bestii" Emily Rodda

Po udanej wyprawie na Górę Grozy, Lief, Barda i Jasmine ruszają na poszukiwanie kolejnego klejnotu do Pasa Deltory. Tym razem, ich celem jest Labirynt Bestii. Zdemaskowani i poszukiwani przez Szarą Straż muszą uważać na każde podejrzane miejsce i stworzenie, gdyż nie wiadomo nigdy kto i dlaczego pracuje dla złowrogiego czarnoksiężnika, który bezprawnie objął tron w królestwie.

Emily Rodda to znana autorka książek dla dzieci i młodzieży ale także powieści dla dorosłych. Jej prawdziwe imię i nazwisko to Jennifer Rowe. Urodziła się w Australii w 1948 roku i wydała już kilkanaście noweli oraz serii młodzieżowych. Jej saga "Pas Deltory" osiągnęła niebagatelny sukces, również w Polsce.

Szósta część serii, czyli "Labirynt Bestii", różni się nieco od innych. Mimo dobrze już znanych motywów i schematów pochodzących z poprzednich tomów, zauważyłem, że książka jest bardziej brutalna, o wiele więcej się w niej dzieje. Jest to książka skierowana przede wszystkim dla dzieci, ale mimo wszystko, była w niej opisana śmierć co najmniej kilku osób, czego wcześniej nie dało się zauważyć. Uważam, że jest to plus. Historia nabiera wiarygodności i nieco więcej akcji. Szczególnie przypadła mi do gustu walka na statku. Tam przecież dzieją się najtragiczniejsze rzeczy ale wszystko zostało opisane w ciekawy ale oszczędny sposób.

Emily Rodda stawia raczej na fabułę i akcję niż na przedstawienie świata. W książce nie pojawiają się długie opisy choć nie można też powiedzieć, że brakuje ich całkowicie. Jest dokładnie tak, jak być powinno, choć momentami jednak żałuję, że ten fantastyczny świat nie został przedstawiony bardziej szczegółowo. Ponadto, naprawdę cieszę się, że autorka w każdej części wprowadza nowe istoty nie z tego świata; tym razem pojawiły się Oksy, które naprawdę sporo zamieszały. Są to interesujące stworzenia, ponieważ przybierać mogą kształty i głosy wszystkiego co istnieje (zależnie też od umiejętności), w tym też ludzi, o czym przekonują się nasi bohaterowie nie jeden raz.

Jest jedna rzecz, która naprawdę bardzo mnie zaintrygowała w "Labiryncie Bestii". Otóż, tajemniczy wątek mówiący o Doomie oraz jego podwładnych. Jego postać już wcześniej mnie zainteresowała; jest on głównym dowodzącym ruchu oporu ale coś jest z nim nie tak ale nikt, ani czytelnik, ani bohaterowie, nie wiedzą co. Zastanawiam się, jak historia ta potoczy się dalej gdyż to, co na temat Dooma zostało przedstawione w książce, może niesamowicie zamieszać i pod sam koniec dać do myślenia. Poza tym, jakiś powód nienawiści Jasmin do niego musi być, prawda?

Odnośnie bohaterów. Przeżyłem duży szok jak doczytałem się zdania: "Zobaczył miecz, który przeszył Bardę na wylot". Od razu pomyślałem, czy go tak naprawdę lubiłem, czy też nie oraz jak zachowywał się na przestrzeni tych sześciu tomów. Na szczęście na chwila grozy to sprytne zagranie autorki, która naprawdę ciekawie to rozegrała. Właściwie, to doszedłem do wniosku, że bez Bardy byłoby naprawdę ciężko. On jest tą rozsądną i waleczną stroną grupy. Jasmine jest emocjonalna i dzika a Lief podejmuje pochopne wnioski, które czasem wprowadzają go w tarapaty. Mimo wszystko, postaci z Pasa Deltory są mi naprawdę bliskie i uważam, że dobrze je poznałem co potwierdza, że zostały przez Roddę dobrze przedstawione.

Czas już na podsumowania. "Labirynt bestii" to dobra i ciekawa kontynuacja "Góry Grozy". Szósta część serii odznacza się jednak na tle innych. Bardzo sympatyczni bohaterowie, szybka i przemyślana akcja oraz pewna doza wiarygodności sprawiają, że lekturę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Polecam! 9 na 10.

~~

Witajcie :) Jak tam ostatnie dni kwietnia? Mi mijają szybko ale jestem potwornie zły, bo większość moich znajomych ma najbliższe trzy dni wolne a ja muszę siedzieć i męczyć się na lekcjach -.- Ale trudno, może pomęczę się z dobrą książką?

Przy okazji, chciałem powiedzieć, że zostałem wybrany do Liebster Blog Award przez Goszkę. Dziękuję i już odpowiadam na pytania :)

1. Czy robisz coś, by spełnić swoje największe marzenie?
Tak, moim marzeniem jest wyjechać zagranicę, szczególnie do Ameryki albo UK. Aby tego dokonać muszę znać język i dobrze się wyedukować, aby zdobyć jakąś posadę i właśnie to obecnie robię c:

2. Ile osób z twojego otoczenia uważasz za najlepszych przyjaciół?
Mam bardzo wielu znajomych ale tylko kilku przyjaciół i więcej naprawdę nie potrzebuję bo wiem, ze mogę na nich polegać.

3. Czy istnieje takie miejsce na Ziemi, które chciałbyś najbardziej odwiedzić? Jakie?
Tak jak wspomniałem, Ameryka, bo w UK już byłem (a do Londynu mamy wycieczkę klasową na jesieni 2013). A oprócz tego Japonia oraz Korea Południowa!

4. Dopuszczasz do siebie myśl, że gdzieś w kosmosie jest inne życie?
Oczywiście, że tak. Od dziecka interesuję się astronomią i jest to dla mnie jasne, że gdzieś musi żyć ktoś inny. W końcu tyle gwiazd i tyle planet... A tylko my jedyni? Nasuwa mi się taki cytat z filmu: "Byłoby to duże marnotrawstwo przestrzeni". Zgadam się.

5. Wolisz słuchać czy mówić?
Zależy kiedy, jak i w jakim języku. Jak jestem zdrowy, nic nie dolega mojemu głosowi to wolę mówić (szczególnie po angielsku) ale na jakieś ciekawe tematy xd

6. Umiesz cieszyć się z drobnostek?
Raczej tak.

7. Jak dawno temu zacząłeś czytać książki? 
Właściwie to dawno temu ale miałem duże przerwy i czas nienawiści do książek więc ostatecznie powiedzieć można, że rok temu.

8. Jaka była pierwsza książka, którą przeczytałeś?
Nie wiem :c Chyba jakaś lektura w pierwszej klasie.

9. Gdyby szkoła była nieobowiązkowa, to czy ty byś do niej uczęszczał?
Może raz na jakiś czas, na ulubione lekcje.

10. Jak długo prowadzisz bloga? Czy to jest twój pierwszy blog?
Broń boże. Blogów miałem tyle, że szok. Zakładałem na onecie potwornie dużo i to już w czwartej klasie podstawówki. Łącznie wyjdzie ich nawet kilkanaście, właściwie to były o wszystkim. A tego prowadzę prawie równo rok c:

11. Pierwszy cytat (obojętnie, czy z książki, czy nie), który przychodzi ci do głowy, to...?
"Być albo nie być oto jest pytanie" XD Jak filozoficznie >3

Jako, że brałem już kilka razy udział w tej zabawie to nie będę wybierać już nikogo ani wymyślać własnych pytań. Tsa, leniwy Avenix xc

Na dniach możecie spodziewać się recenzji "Insygniów. Wojen światów" a potem recenzji kolejnej części "Pasa Deltory" i liczę na to, że czegoś jeszcze. Pozdrawiam!
Udostępnij:

05 marca 2013

"Pas Deltory. Góra Grozy" Emily Rodda

Po zdobyciu kolejnego klejnotu od Pasa Deltory, Lief, Barda i Jasmine wyruszają w stronę Góry Grozy aby znaleźć magiczny szmaragd. Po drodze jednak zatrzymują się przy tajemniczej sadzawce z wodą. Spotykają tam Kiny, legendarne zwierzęta uznane powszechnie za wymarłe. Dzięki nim dostają się w okolice góry a tam rozpoczyna się ich prawdziwa podróż i walka o przetrwanie. Kto zaatakuje bohaterów? W jakie pułapki gnomów wpadną? Dlaczego mała Prin zjawi się na Górze?

"Góra Grozy" to piąta część serii "Pas Deltory" napisanej przez Emily Roddę. Autorka urodziła się w 1948 roku w Australii i napisała już kilka znanych serii młodzieżowych, takich jak "Teen Power" czy "Rowan of Rin". Mimo wszystko jednak, niesamowita historia Deltorii przyniosła jej sławę za granicą, w tym w Polsce.

Każda część "Pasa Deltory" zachwyca mnie zupełnie czym innym. Czytając "Górę Grozy", dużą uwagę zwróciłem na to, jak dobrze zaplanowana i przemyślana jest fabuła. Nierzadko w książce zdarzało się tak, że z największych opresji bohaterowie wychodzili używając przedmiotów, czy przypominając sobie coś, o czym czytelnik już dawno zapomniał. Ponadto, wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, choć może wydawać się zwyczajnym urozmaiceniem lektury, ma swoje rozwinięcie w przyszłości i nawet dość niepozorne nabranie wody ze źródełka do bukłaku może mieć diametralne znaczenie dla akcji powieści. Uważam to za wielki plus, gdyż dodaje to książce w pewien sposób tajemniczości i nieprzewidywalności; nigdy nie wiadomo, czego użyją bohaterowie, aby dotrzeć do celu, a przeszkód jest naprawdę wiele.

Bardzo podoba mi się w serii pani Roddy to, że w każdej części pojawiają się nowi bohaterowie, opisywana jest nowa część kraju, tak magiczna i przedziwna, że aż chce się o niej czytać. Tym razem poznajemy Kiny i gnomy. Na Górze Grozy występują lecznicze i parzące mchy, mityczne drzewa a w okolicach wzniesienia jaskinie, źródła (w tym Źródło Snów) oraz oazy. Jest to naprawdę ciekawy świat i uważam, że został dobrze przedstawiony. Nie ma w lekturze zbyt wielu opisów, ale nie utrudnia to znacząco poznania świata Deltorii. Mimo wszystko jednak, chciałbym czasem przeczytać coś więcej o wyglądzie drzew Boolong czy o ogromnej jaskini gnomów. A może jest to celowy zabieg, aby pozwolić czytelnikowi na pogrążenie się w wyobraźni i stworzenie na wpół swojego świata?

W "Górze Grozy" po raz kolejny miałem wrażenie, że Barda nieco wywyższa się ponad Jasmine i Liefa. Jest to dość męczące i irytujące, przecież już dawno temu udowodnili, że każdy powinien być równy każdemu. Barda jest zdecydowanie starszy od bohaterów i silniejszy, aczkolwiek nie zawsze ta siła jest pomocna - czasem spryt i inteligencja młodszych może dać dużą przewagę. Mimo wszystko jednak, widać wyraźnie, że olbrzym dba o dzieci i stara się zapewnić im bezpieczeństwo nawet kosztem swojego, za co naprawdę go podziwiam.

W tejże części zauważyłem, że Jasmine wyjątkowo często zostawała ofiarą ataków lub pułapek. Co najmniej kilka razy straciła przytomność, czy to przez zatrutą strzałę, czy to przez walkę z potworem. Na dodatek prawie zabiła się wpadając do rowu... Jest to dość komiczna sprawa i myśląc o tym uśmiech sam nasuwa mi się na usta, ale z drugiej strony jest to również dziwne i trochę nierealne. Chyba, że Jasmine jest po prostu pechowcem.

Lief po raz kolejny za to udowodnił, że pech się go boi. Przypadkowe zdarzenia łączy ze sobą bardzo sprytnie, dzięki czemu przewiduje i znajduje rozwiązania. Nierzadko wyciąga znajomych z opresji spostrzegawczością czy intuicją. Nigdy nie wpadłbym na pomysł, w jaki sposób uporać się z potworem. Ten za to, choć w ostatniej chwili, bardzo umiejętnie wykorzystał to co miał, by wygrać nad złem. Bardzo go lubię i czasem myślę, że chciałbym w niektórych momentach postąpić tak jak on. Uważam go za najlepszą postać serii.

Podsumowując, jest to kolejna warta przeczytania część serii "Pas Deltory". Zaskakuje ona przede wszystkim przemyślaną i dobrze zaplanowaną fabułą. Każde zdarzenie łączy się ze sobą i nic nie dzieje się bez przyczyny; najmniejszy szczegół może zmienić obrót spraw. Jest to zdecydowanie zaskakujące i ciekawe. Poza tym nagłe zwroty akcji i genialni bohaterowie sprawiają, że historia szybko gna do przodu i nie wiadomo kiedy przewraca się kolejne strony. Polecam i oceniam na 8 na 10.


Udostępnij:

03 sierpnia 2012

"Pas Deltory. Ruchome piaski" Emily Rodda

„Pas Deltory. Ruchome piaski” to już czwarta część kultowej serii dla dzieci i młodzieży, napisanej przez Jennifer Rowe, Australijkę urodzoną w 1948, ukrywającą się pod pseudonimem Emily Rodda. Pisarka zdobyła sławę dzięki kryminałom dla dorosłych oraz dzięki niemniej popularnym sagom młodzieżowym, np. „Rowan of Rin” lub „Fairy realm”.

Wracając z Miasta Szczurów, bohaterowie przemierzyli wiele kilometrów pustkowia. Gdy, po długiej podróży, ponownie ujrzeli rzekę, wiedzieli już, że znajdują się na wyspie. Jedyną drogą była woda. Mimo braku sił, Lief, Barda i Jasmine ruszyli przez pnącą wodę ku wolności. Wtedy też pojawił się na nimi sługa Władcy Mroku, ptak, który żyć może tysiąc lat. Dzieci schroniły się pod wodą używając opończy, która została uszyta przez matkę Liefa. Gdy ptak odleciał, przyjaciele wzięli z opuszczonego sadu jabłka. Opuszczonego? Zaraz po kradzieży, z sadu wyłoniła się starsza pani z zastępami pszczół, gotowymi zabić. Po odpłaceniu za owoce, Lief, Barda i Jasmine ruszyli dalej. Nagle zauważyli na drodze ulotkę: „Turniej w Rithmere! (…) 1000 złotych monet dla zwycięzcy!!!”

Czy główni bohaterowie zdecydują się na udział w turnieju? Czy uda im się dotrzeć do miasta? Jak wydostaną się z niewoli Szarej Straży? Czy piramida w środku wulkanu zawali się po kradzieży kolejnego kamienia szlachetnego przez Liefa?

„Ruchome piaski” to póki co ostatni tom „Pasa Deltory”, który został wydany w Polsce. Widziałem wzmianki o „Górze Grozy” ale tak naprawdę nie było to nic konkretnego. A szkoda, dlatego, że seria niesamowicie mnie wciągnęła. „Ruchome piaski” zdecydowanie podobały mi się najbardziej. Fabuła znów wyglądała podobnie ale tym raz, ku mojej uciesze, Lief, Barda i Jasmine nie wpadli w żadne większe tarapaty – zamiast kolejnych problemów pojawił się pomysł Turnieju. Bardzo ochoczo czytałem najpierw o przygodzie z przydrożną „wygrywają”, potem o Gospodzie i dobroci gospodyni a na koniec o walkach między bohaterami. Jennifer Rowe zaskoczyła mnie tym, że pojedynki były bardzo dobrze zobrazowane, tj. pisarka opisała je tak, że potrafiłem wyobrazić je sobie w każdym detalu. Co w tym zaskakującego? Otóż, autorka nie zawsze umiejętnie przedstawiała zdarzenia, postaci i miejsca. Tym razem jednak wszystko było opisane świetnie: lekkim językiem, dynamicznie aczkolwiek dokładnie.

Oprócz oryginalnego pomysłu na Turniej, zadziwił mnie pomysł autorki, jeśli chodzi o to, gdzie został ukryty kamień. Niektóre tajemnice były tak trudne do zrozumienia, że przeczytać musiałem je kilka razy aby dowiedzieć się o co chodzi. Mam na myśli między innymi dwa ostatnie wersy z kamienia położonego przed Ruchomymi Piaskami, to jest:

„Tu poniżej martwych żywy wszystko zrobi, w bezmyślnym dążeniu chcąc służyć Ulowi”

Mówiąc o martwych mówimy o… piasku. Zostało to jednak bardzo ciekawie przedstawione przez autorkę, a po jakimś czasie każdy z nas zaczyna rozumieć sens metafory.

Czytając „Ruchome Piaski” po raz kolejny miałem wrażenie, że wszystko co dzieje się przed ostateczną wyprawą po kamień, jest dokładnie zaplanowane – każde wypowiadane przez postaci epizodyczne słowa mają później swoje odzwierciedlenie w czynach głównych bohaterów. Stara kobieta, broniąca swojego sadu, całkowicie niezamierzenie, zdradziła Liefowi jak odpędzić od siebie pszczoły, co w Ruchomych Piaskach, a dokładniej w Wulkanie, uratowało mu życie. Jest to dość ciekawe, gdyż zazwyczaj czytelnik nie zwraca uwagi na tak krótkie i błahe wypowiedzi. Później, gdy spostrzega, że tak prosta porada może zmienić bieg wydarzeń, czuje się dość dziwnie – tak jak ja. Daje to trochę do zastanowienia, dlatego też sądzę, że seria „Pas Deltory” może mieć drugie dno, które odkryją osoby zwracające uwagę na detale – tak jak ja.

Znów mam wrażenie, że nasi bohaterowie ujawnili nowe, skrywane wcześniej cechy – że wydorośleli oraz zmienili się. Jasmine zawsze była odważna, starała się unikać kłopotów ale gdy pakowała się w nie razem z przyjaciółmi, nierzadko potrafiła je rozwiązać. W Puszczach Milczenia, Jasmine nie chciała brać udziału w Turnieju, co trochę mnie zdziwiło. W końcu i tak poszło jej najlepiej. Mimo pieniędzy, które otrzymała, było jej przykro przez to, jak zachowywała się na arenie, co pokazuje, że była wciąż delikatną dziewczyną skrzywdzoną przez Władcę Mroku – nawet, jeśli nie ukazywała tego walcząc jak nie jeden mężczyzna.

Lief przeszedł moim zdaniem największą metamorfozę. Tak, jak ocenił Barda, nastolatek bardzo wydoroślał od czasu opuszczenia Del. Stał się odważny, waleczny i honorowy. Naprawdę chciał walczyć w turnieju, natrafił jednak na zawodniczkę, która zwiodła go łzami, a przecież był to chłopak bardzo wrażliwy i wyrozumiały – nie mógł jej zaatakować, co niestety wykorzystała przeciw niemu.

Znów polecić chciałbym książkę nie tylko dzieciom i młodszej młodzieży, ale również osobom starszym, gdyż jest to lektura, przy której spędzić można bardzo miły wieczór, poznając dalsze losy bohaterów. Jeśli czytelnik zwróci uwagę na detale, odkryć może wartości ponad fabułą, przesłania, które może wykorzystać w prawdziwym życiu. „Ruchome piaski” to zdecydowanie najoryginalniejsza i póki co najlepiej napisana część serii „Pas Deltory”, która zdecydowanie mnie zaskoczyła, stąd też – z przyjemnością – oceniam ją na 9/10.

» » »

Witajcie! Aktualnie jestem u przyjaciółki, więc nie będzie mnie jeszcze około 5 dni, ale po tym czasie opublikuję recenzję "Niezgodnej". Zdradzić Wam mogę, że książka póki co bardzo mi się podoba xd Pozdrawiam i życzę miłych wakacji.

A, dodam jeszcze, że poprzedni post z tą recenzją usunął mi się dlatego dodaję go jeszcze raz (na szczęście recenzja była zapisana u mnie na komputerze).

Udostępnij:

27 lipca 2012

"Pas Deltory. Miasto szczurów" Emily Rodda

"Pas Deltory. Miasto szczurów" to trzecia część serii książek fantastycznych "Pas Deltory", napisanych przez australijską autorkę Emily Roddę (właściwie Jennifer Rowe). Pisarka pochodząca z Sydney urodziła się w 1948 roku i zadebiutowała seriami dla dorosłych oraz książkami młodzieżowymi, np. „Rowan of Rin” lub „Fairy realm”.
         
Po zdobyciu dwóch pierwszych klejnotów, Barda, Lief i Jasmine wyruszają do Miasta Szczurów, położonego nad Szeroką Rzeką, aby znaleźć opal - symbol nadziei, dający również możliwość widzenia przyszłości.

W drodze do tajemniczego miasta, bohaterowie spotykają sklep Toma, w którym kupują sekretne i mistyczne przedmioty, takie jak Pożeracze Wody, Ogniste Kulki czy Żyjącą Linę. Płacąc złotymi monetami kupują również mieszpląty - wierzchowce dużo bardziej wytrzymałe od koni.

Poruszając się szybciej niż dotychczas mają szansę dotrzeć do Szerokiej Rzeki w ciągu jednego dnia. Gdy docierają do rozwidlenia dróg skręcają tam, gdzie zakazał im skręcać Tom - wiedzą jednak, że innego wyjścia nie ma. Po chwili tracą kontrolę nad mieszplątami i spadając z nich tracą przytomność. Budzą się w wielkiej, mydlanej sali.

"Miasto szczurów" to kolejna część Pasa Deltory, po którą sięgnąłem. Patrząc na dwie poprzednie części, łatwo można stwierdzić, że każdy tom ma podobny schemat. Najpierw spokojna podróż, później tarapaty, z których wydostawanie się trwa przez większość książki oraz dotarcie do celu i pokonanie ostatniego zagrożenia - zazwyczaj łutem szczęścia lub magicznym przedmiotem. W poprzednich recenzjach pisałem, że jest to dość przerysowane, że z każdej sytuacji wychodzą magicznie cało. Trzecia część Pasa Deltory zmieniła jednak nieco moje zdanie, za sprawą ciekawego cytatu.

"Czy rzeczywiście wszystko było zrządzeniem losu? A może czymś więcej? Już kilka razy podczas tej wielkiej wyprawy czuł, jak ich krokami kieruje jakaś niewidzialna siła".

Po krótkim przemyśleniu zrozumiałem, że magiczne wychodzenie z opresji jest z góry zaplanowane przez pisarkę i będzie miało swoje wytłumaczenie w dalszych częściach. Bardzo mnie to zaintrygowało i niezwykle zachęciło do dalszego czytania serii. Ukryta tajemnica, której pozornie nikt nie zauważył - zdecydowanie atut powieści.

W pierwszej części Pasa Deltory, opisy ludzi i przedmiotów były bardzo skąpe i nie pozwalały na dokładne wyobrażenie sobie świata przedstawionego. W drugiej części było nieco lepiej. W trzeciej zaś na szczęście nie było gorzej ale również nie widzę poprawy. Opisy są,. aczkolwiek bardzo krótkie i pobieżne. Tak magiczny świat mógłby zostać przedstawiony tak barwnymi słowami... Niestety Emily Rodda woli zakreślić tylko ogólny zarys miejsca i nie wnika w szczegóły. Jest to plus dla kogoś, kogo interesuje sama akcja i opisy są dla niego zbędne, dla mnie jest to niewątpliwy minus.

Czytając lekturę sukcesywnie obserwowałem zachowania i zmieniające się charaktery głównych bohaterów. Jestem usatysfakcjonowany tym, że w "Mieście szczurów" przyjaciele działali sprawnie jak jedna maszyna. Nikt z trójki śmiałków nie wywyższał się ponad innych, nikt nie decydował za innego - jak miało to miejsce w części pierwszej. Mimo to, Lief i Jasmine szanowali Bardę, gdyż wiedzieli, że jest najstarszy, najbardziej doświadczony, aczkolwiek nie pozwalali mu rządzić sobą. Mimo respektu zdarzały się sprzeczki oraz zachowania, które świadczyły o odmienności każdego z nich.

Najbardziej pocieszną i odważną postacią Pasa Deltory jest moim zdaniem Jasmine. To ją polubiłem najbardziej. Bardzo zasmuciła mnie jej historia, mówiąca, iż jej rodzice zginęli z rąk Szarej Straży a ona została sama, zmuszona radzić sobie w lesie. Nie miała zbyt dużej wiedzy o świecie ludzi, znała się natomiast na naturze - potrafiła przecież z nią rozmawiać. Bardzo rozbawiło mnie jej pytanie, zadane Bardzie i Liefowi, które brzmiało dość niepozornie: "Czym jest sklep?". Tak oczywista dla nas sprawa, dla niej była prawdziwą tajemnicą, której nie poznała nawet po długich tłumaczeniach Liefa.

Na koniec chciałbym dodać, że książka przepełniona jest ukrytymi przesłaniami i wartościami, które odkryje każdy, jeśli tylko zwróci na nie uwagę. Z tego, ale również z wielu innych powodów książkę polecam nie tylko dzieciom, ale również starszym - nawet ode mnie, gdyż na pewno przygody Bardy, Jasmine i Liefa staną się Wam bliskie, tak jak mi. Nie mogę się doczekać 4 części, gdyż ta naprawdę mi się podobała i oceniam ją na 7/10.


~~


Okładka "Tokio dla Otaku"
Witajcie wszyscy po raz kolejny :3 Po pierwsze muszę się wam pochwalić. Znów udało mi się wygrać książkę na portalu nakanapie.pl  Jest to przewodnik turystyczny po Tokio, a mianowicie "Tokio dla Otaku". Bardzo chciałem tą książkę mieć i proszę <3 Jestem strasznie wdzięczny.

Jak mijają Wam wakacje? U mnie tak naprawdę nudno trochę. Za tydzień wyjeżdżam do przyjaciółki więc na pewno będzie super ale póki co trochę siedzę na komputerze (raczej długo nie mogę bo mój internet jest strasznie powolny bo się popsuł, a na naprawę poczekam do połowy sierpnia i szybko tracę cierpliwość), trochę wychodzę na miasto, codziennie oglądam jakiś film i codziennie staram się czytać.

Jeszcze w tym tygodniu (sobota/niedziela) dodam recenzję ostatniej części Pasa Deltory, którą otrzymałem od nakanapie, tj. części czwartej. Przed moim wyjazdem w środę zaś spodziewać się możecie recenzji "Niezgodnej". Aż sam nie mogę się doczekać, czy ta polecana przez wielu książka okaże się hitem. Pozdrawiam wszystkich i do napisania. Avenix


Udostępnij:

07 lipca 2012

"Pas Deltory. Jezioro Łez" Emily Rodda


„Pas Deltory. Jezioro Łez” to druga część bestsellerowej serii dla młodzieży, napisanej przez australijską autorkę Emily Roddę (właściwie: Jennifer Rowe). Urodziła się ona w 1948 roku w Syndey.
Wśród dorosłych sławę zyskała niesamowitymi kryminałami, chodź z niemniejszym powodzeniem publikuje sagi dla młodzieży, takie jak: „Rowan of Rin” lub „Fairy realm”. Jej największym sukcesem
jest seria „Pas Deltory”, przetłumaczona na kilkanaście języków i wydana w milionowym nakładzie na całym świecie.

Po zdobyciu żółtego Topazu w Puszczach Milczenia, Lief, Barda i ich nowa przyjaciółka, Jasmine, wyruszają w stronę Jeziora Łez. Nie słuchają przestróg Jasmine, aby nie iść północną Deltorią, gdyż rządzi tam wiedźma Thaegan, zdolna do najgorszych okrucieństw. W trakcie podróży zauważają więźnia, prowadzonego i torturowanego przez Szarą Straż. Próbując go uwolnić ale zostają zauważeni, co przysparza im dużo kłopotów. Wkrótce, wraz z więźniem, udaje im się ukryć, mając nadzieję, że żołnierze odejdą. Tak też zrobili. Pozostawiając zemdlałego Ralada na ziemi, ruszają do zauważonego przez Liefa białego domku. W drodze do niego wpadają do… ruchomych piasków. Zatopieni do połowy myśleli, że zginą. Wtem pojawiło się dwóch starców… Co spotka ich w domku rodziny? Kim są wybawcy? Czy miasto Ralada wciąż istnieje? Kto tym razem strzeże klejnotu? Czy przeszkodzi im Thaegan?


Po drugą część „Pasa Deltory” sięgnąłem przede wszystkim dlatego, że pierwsza część naprawdę mi się spodobała. Kilka błędów, które opisałem w poprzedniej recenzji zostały zniwelowane w części drugiej, przez co lekturę czytało mi się naprawdę przyjemnie. Akcja powieści nie była już tak szybka, nic nie działo się od razu, przez co opowieść wydawała się być naturalna. Dzięki temu, że powieść nieco zwolniła, autorka znalazła miejsce na ciekawe opisy magicznych, jak i okropnych miejsc, dzięki czemu łatwiej było je sobie wyobrazić. Ucieszyło mnie, że Emily wplotła dużo wątków pobocznych, co sprawiało, że fabuła stawała się naprawdę ciekawa.

Niestety znalazłem też kilka minusów intrygi. Pierwszą z nich było to, że w dość niesamowity sposób, nasi bohaterowie pchali się w każde możliwe niebezpieczeństwo. Pisarka zapewne chciała urozmaicić fabułę, ale po następnym z kolei problemie „nie do pokonania” uznałem, że jest do dość sztuczne pchanie akcji do przodu. Kolejnym minusem jest to, że zawsze zdarzało się coś magicznego, na pozór cudownego, co wyciągało bohaterów z opresji. Niemalże nigdy oni sami nie poradzili sobie z kłopotem. Przed wiedźmą uchronił postacie Kree (ptak), przed dziećmi wiedźmy Ralad a przed ich zaklęciem klejnot z Pasa Deltory, natomiast przed upadkiem Liefa w dół, ptak, którego wcześniej wyzwolił z zaklęcia wiedźmy. Moim zdaniem takie „magiczne” wyciąganie przyjaciół ze wszystkich opresji staje się bardzo naciągane i sztuczne. Zdziwił mnie jednak jeden fakt. Lief uznał, że pomaga im jakaś niewidzialna ręka – ja mam podobne odczucie. Zastanawiam się czy to magiczne ratowanie z kłopotów nie jest zaplanowane przez autorkę a potem będzie wyjaśnione. Zobaczymy.

Bohaterowie powieści nie przeszli znaczącej metamorfozy. Zauważyłem jednak, że Barda poważnie zmienił swoje nastawienie do Liefa. Czasem to młody szesnastolatek wydawał polecenia grupie, co dla Bardy byłoby nie do pomyślenia jeszcze kilka tygodni wcześniej. Odniosłem wrażenie, że w grupie każdy stał się równy sobie, nie zważając na wiek, który nie miał większego wpływu na to, co dana osoba mogła zrobić, wymyślić. Bardzo ucieszył mnie ten fakt, gdyż przeszkadzało mi to, że Barda wywyższał się ponad innych i próbował objąć władzę. Widać to, że jego młodszy towarzysz uratował mu życie, zmieniło go. I to bardzo.

Po pierwszej części znamy dość niewiele informacji na temat Jasmine, nowej koleżance naszych przyjaciół. Wiemy, że straciła rodziców, którzy zostali zabici przez Szarą Straż. Dziewczyna dołączyła do poszukiwań klejnotów na prośbę rodziców, którzy ukazali się jej w Puszczach, za sprawą żółtego klejnotu. W drugiej części poznajemy ją o wiele lepiej. Jako, że mieszkała przez wiele lat sama w dzikim lesie, nie przywykła do tego, aby ktoś jej rozkazywał, co początkowo przysporzyło dużo problemów i zaowocowało kłótnią. Kolejną dobrze widoczną cechą Jasmine jest niebywała odwaga. Dla szczytnego celu potrafiła poświęcić bardzo wiele. W końcu to ona, jako pierwsza poddała się próbie aby móc przejść przez most, strzeżony przez zaklętego strażnika.

Jasmine to osoba bardzo towarzyska i czuła na wszelkie emocje – potrafiła współczuć innym, dbała o swych przyjaciół z lasu oraz była altruistyczna. Nie zmienia to jednak faktu, że w sytuacjach ekstremalnych potrafiła tak dobrze maskować swoje uczucia, że ten, kto nie znałby jej, mógłby pomyśleć, że nie ma ona serca.

Nie chciałbym również pominąć bardzo pociesznego i gotowego oddać swoje życie za przyjaciół Ralada. Jest to osoba nie podobna do innych – bardzo niska, karłowata, ale o wielkim sercu. Jego lud słynie z niesamowitej na skale państwa pracowitości oraz zaradności i umiejętności budowniczych. To jego przodkowie zbudowali Pałac, w którym obecne urzęduje Władca Mroku. W książce został on słabo przedstawiony, gdyż początkowo był nieprzytomny a potem nie mógł mówić za sprawą uroku. Mimo to, naprawdę go polubiłem.

Podsumowując, druga część serii fantastyczno-przygodowej „Pas Deltory” bardzo mi się spodobała i sądzę, że była lepsza, niż poprzedniczka. Nic nie działo się nienaturalnie szybko, aczkolwiek przeszkadzał mi nadmiar, tak naprawdę sztucznie „wepchanych” utrudnień, które również w dość niesamowity sposób kończyły się zawsze dobrze, na dodatek nie poprzez działania bohaterów tylko zbiegi okoliczności albo pomoc kogoś z zewnątrz. Mimo to, polecam książkę, jak i całą serię wszystkim zainteresowanym tak bogatą i oryginalną fabułę. Lektura, mimo, że adresowana do młodszych odbiorców, na pewno znajdzie swoich fanów wśród starszej młodzieży. 4/5

~~
Witajcie wszyscy. Jest to moja ostatnia recenzja przed wyjazdem. W trakcie dwutygodniowej kolonii pojawią się może dwie recenzje zaplanowane i napisane wcześniej z ustawioną datą i czasem automatycznej publikacji więc jeśli notka się pojawi to serdecznie zapraszam, ale od razu mówię że nie będzie mnie przez 13 dni :] 

Mam do was pytanie. Jakie polecacie ciekawe książki antyutopijne lub postapokaliptyczne? Pytam, bo chciałbym spróbować z takową literaturą i czuję, że jest to coś dla mnie. Teraz poszukuję jakichś fajnych tytułów. Znacie?

Pozdrawiam was serdecznie i życzę miłych wakacji.


Udostępnij:

02 lipca 2012

"Pas Deltory. Puszcze milczenia". Emily Rodda

„Pas Deltory. Puszcze milczenia” to pierwsza część bestsellerowej serii dla młodzieży „Pas Deltory”, stworzonej przez australijską pisarkę Emily Roddę (właściwie: Jennifer Rowe). Autorka urodziła się w Sydney w 1948 roku. Na świecie znana jest głównie z powieści kryminalnych dla dorosłych oraz sag dla młodzieży, takich jak: „Rowan of Rin” lub „Fairy realm”. Jej seria „Pas Deltory” przyniosła jej sławę na całym świecie. Książki zostały przetłumaczone i wydane w wielu krajach, w tym w Polsce.

Lief wraz z Bardą wyruszyli w środku nocy na wschód od miasta Delia. Przed nimi długa droga. Zmierzają ku Puszczom Milczenia – tam odnajdą jeden z siedmiu klejnotów, które zostały ukryte w całej Deltorii, gdy Władca Mroku objął tron.

Ponad dwadzieścia lat wcześniej, ojciec Liefa, Jarred, przyjaźnił się z księciem, który w młodym wieku przejął władzę w królestwie z powodu śmierci króla. Zaraz po koronacji przyjaciela, Jarred udał się do biblioteki, by tam uzyskać więcej informacji na temat mistycznego Pasu Deltory, który symbolicznie nałożony został na nowego Króla. To, co przeczytał, zszokowało go. Podekscytowany pobiegł do władcy i wyjawił mu to, czego sam się dowiedział. W rozmowie jednak przeszkodził im doradca Króla Endona, który, korzystając z okazji, postanowił zabić Jarreda za bluźnierstwo i zachęcanie władcy do łamania Prawa. Aby przeżyć, chłopak musiał uciec z pałacu i schronić się w mieście, które wyglądało zupełnie inaczej niż z okien zamku. Skąd ta różnica? W jaki sposób zaatakował Władca Mroku? Czy Król przeżyje? Czy rozdzieleni przyjaciele spotkają się jeszcze? W jaki sposób Lief wraz z Bardą odnajdą pierwszy z siedmiu kamieni, skoro nikomu poprzednio nie udało się przeżyć wyprawy?

Książka „Pas Deltory. Puszcze Milczenia” została podzielona na dwie części i przedstawiona w narracji trzecio-osobowej. Pierwsza z części opisuje dzieciństwo Jarreda i Króla Endona, przedstawionych jako najlepszych przyjaciół, nie lubiących szkoły, uczących się łucznictwa, bawiąc się w ulubionych kryjówkach i uciekających przed nianią. Część ta kończy się na ucieczce Jarreda z pałacu, przed posłannikami Pierwszego Doradcy Króla i późniejsze osiedlenie się go u Kuźnika w biednym mieście.

Kolejna część to głównie przedstawienie podróży Liefa, syna Jarreda, oraz Barda – byłego mieszkańca pałacu – która wiodła ich w stronę niebezpieczeństwa ale również spełnienia powołania, jakim było odnowienie Pasa Deltory, poprzez znalezienie kamieni szlachetnych z wielką mocą.

Pomysł podzielenia lektury, jak i sama fabuła utworu, bardzo przypadł mi do gustu. Autorka rozdzieliła wydarzenia z historii krainy oraz z czasów teraźniejszych, co moim zdaniem było niezbędne, aby czytelnik nie pogubił się w fabule. Sama akcja powieści jest przepełniona akcją i w każdym rozdziale dzieje się coś nowego, ciekawego. Ze  względu na małą liczbę kartek, spodziewałem się szybkiego i pobieżnego przedstawienia fabuły. Wedle moich domysłów, zastałem lekturę, w której wszystko działo się zbyt szybko – książkę, której autorka pomija praktycznie wszystkie opisy i płynie do przodu z akcją. W niektórych powieściach jest to niesamowity plus,  tutaj zaś powiedziałbym wręcz, że przeszkadzało mi to.

Szybka akcja i krótkie opisy to jedne z czynników,  które utrudniły mi dokładne poznanie bohaterów. Można było jednak bez większych kłopotów wyszukać poszczególne cechy dla każdej postaci. Lief to osoba bardzo heroiczna. Nie cierpi ona króla Endona, tak jak większość obywateli. W trakcie podróży po kamień stara  się udowodnić Bardzie, że jest odważny co nie zawsze wychodzi im na dobre. Barda to osoba o twardym charakterze, nieco samolubna, ale koleżeńska – po trudach podróży przekonuje się do młodego Liefa, który uratował go przed śmiercią. Jarred zaś to osoba zaradna i pomocna, która potrafiła poradzić sobie w dobie ogromnego kryzysu. Jest on inteligentny i dobrze zna życie – to właśnie on obmyślił plan ucieczki Króla.

Bohaterów przedstawionych przez Emily oceniam bardzo dobrze. Polubiłem ich ze względu na to, że przez większość czasu przypominali zwyczajnych nastolatków, takich jak ja, bawiących się w bogatym pałacu, z własnymi kryjówkami i tajnym szyfrem (o czym ja zawsze marzyłem). Przykład Jarreda i Endona pokazuje, że prawdziwa przyjaźń z dzieciństwa może przetrwać przez wiele naprawdę długich lat – co sam potwierdzam, stąd historia przyjaciół jest mi tak bliska.

Lief jednak to moja ulubiona postać. Nie przepadam za jego imieniem bo jest niespotykane w Polsce, tym samym obce dla mnie, ale nic na to nie poradzę. Lubię go ze względu na to, że jest dość podobny do mnie. Odznacza się niebywałym szczęściem (które jest sprawką jego „stróża”), które wyciąga go z niezłych tarapatów – w końcu, jak to szesnastolatek – lubi łamać reguły.

„Pas Deltory” to książka, z którą spędzić można miły wieczór. Czyta się ją szybko, ze względu na dużą czcionkę i małą ilość stron, oraz akcję, która pędzi bardzo szybko ale jest naprawdę przejrzysta. Moim zdaniem, w lekturze brakuje dłuższych opisów, które pozwoliłyby na lepsze poznanie świata przedstawionego. Sama fabuła jest nieco naiwna i autorka dość nieumiejętnie buduje napięcie, bo książki tak naprawdę nie czytałem w ogóle z zapartym tchem.

Jakoby książka wciąga a historia jest naprawdę ciekawa, tak sądzę jednak, że jest ona adresowana do młodszego grona odbiorców, gdyż starsze osoby może ona po prostu znudzić albo negatywnie zaskoczyć naiwnością fabuły, która jest dość prostoliniowa.

Lekturę polecam przede wszystkim osobom uczęszczającym do podstawówki ale nie jest to książka, która zawiedzie osoby starsze – wystarczy inne nastawienie i chęć miłego spędzenia czasu z powieścią o oryginalnej i prostej fabule. Osobiście jestem ciekawy co spotka głównych bohaterów w trakcie poszukiwania drugiego klejnotu więc na pewno sięgnę po kolejną część  a książkę oceniam na 8/10.

~~

Witajcie wszyscy. Nareszcie koniec szkoły i znów mogę wrócić na bloga :3 Oto moja pierwsza książka, którą otrzymałem za darmo od portalu internetowego (w tym przypadku, nakanapie.pl) z czego jestem bardzo dumny i uważam to za moje duże osiągnięcie w świecie recenzji :] W tym tygodniu powinna pojawić się jeszcze jedna recenzja, a potem zaś wyjeżdżam na wakacje do Hiszpanii, więc nic znów się nie pokaże. Pozdrawiam wszystkich!

Udostępnij: