Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veronica Rossi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veronica Rossi. Pokaż wszystkie posty

13 sierpnia 2014

"Wielki Błękit" Veronica Rossi

Kończenie serii to jak opuszczenie na zawsze innego świata. Po zamknięciu ostatniej części trylogii kończy się cała historia, którą poznawaliśmy od tak dawna. Swoimi czasy byłem niezwykle zaskoczony tym, jak bardzo książka "Przez burze ognia" przypadła mi do gustu. Kolejna część zdecydowanie nie była gorsza, ale gdy nadszedł czas na zwieńczenie sagi, długo odwlekałem jej rozpoczęcie. Wiedziałem bowiem, że będzie to już moja ostatnia podróż przez eterowe burze, w poszukiwaniu miejsca, które można byłoby nazwać domem.

Aria i Perry poznali się dopiero pół roku wcześniej, a ich życie już zmieniło się nieodwracalnie, wiążąc ich nierozerwalnym uczuciem. Po śmierci Liv i uprowadzeniu Cindera świat Wykluczonych wali im się na głowy. Sable jest lepszy właściwie we wszystkim, każdy as jest w jego rękawie. Gdy Roar, zrozpaczony stratą ukochanej, wraca do jaskini z wieściami na temat pilnie strzeżonego, małego miasteczka Hessa, Fale uświadamiają sobie, jak trudno będzie pokonać rywala. Stawką jest przeżycie rodzaju ludzkiego. Rozpoczyna się ostateczne starcie i wyścig po Wielki Błękit.

Kolejna antyutopia i kolejny pomysł na zniszczenie świata. Tym razem tajemniczy eter, który powoduje toksyczne burze, niszczące wszystko na swojej drodze. Ludzie pokolenia temu podzielili się na tych, którzy zamieszkają pod kopułą, oraz na tych, którym przyjdzie zmierzyć się z siłą natury. Jak się jednak okazuje, ludzie nie są w stanie przezwyciężyć gniewu Ziemi. Przyznam szczerze, że pomysł na tło dla historii jest naprawdę świetny. Nie spotkałem się jeszcze z taką ideą i uważam, że jest bardzo świeża. Napędza ona zresztą całą fabułę, w której bohaterowie dążą do odkrycia Wielkiego Błękitu, a gdyby nie eterowe burze, nie musieliby właściwie nic robić. Świat w książce Rossi jest ciekawie nakreślony i myślę, że przez wszystkie trzy części poznaliśmy go dość dobrze. Żałuję jedynie, że autorka nie pokusiła się o nieco lepsze przedstawienie historii - skąd wziął się eter, kto wybudował kopuły i kto zdecydował o podziale społeczeństwa. Te oraz wiele innych pytań pozostaną bez odpowiedzi, o ile pisarka nie pokusi się o dopisanie prequela.

W "Wielkim Błękicie" autorka skończyła z wielowątkowością i skupiła się na jednym nurcie - odszukaniu miejsca obiecanego. Muszę przyznać, że już od samego początku bardzo wciągnąłem się w tę historię. Czułem się tak, jakbym stał obok bohaterów i obserwował wszystko własnymi oczyma. Niestety, sądzę że "Wielki Błękit" to najgorsza część trylogii. O ile na początku akcja rozkręcała się coraz szybciej, o tyle w połowie książki osiągnęła swoje apogeum i albo nieznacznie zwalniała, albo utrzymywała stały poziom. Kolejne wydarzenia nie były raczej zbyt zaskakujące; uważam, że autorka przeciągnęła zbytnio pobyt w miasteczku Hessa. Gdyby jeszcze opisała tam ciekawe zdarzenia, czy właśnie tam wplotła nieco historii ludzkości z czasów Jedności, byłbym jak najbardziej za. Tymczasem miałem wrażenie, że bohaterowie bawią się tam w kotka i myszka. Ucieczka, złapanie, nowe więzienie, tortury i tak na okrągło. Zupełnie nic ciekawego.

Niestety, na tym nie koniec... Osobiście oczekiwałem spektakularnego i szokującego zakończenia. Z recenzji wynikało, że właśnie takie na mnie czeka. Tymczasem bardzo się zawiodłem. Wszystko było do granic możliwości przewidywalne; autorka nie zaskoczyła mnie właściwie niczym - praktycznie każde moje podejrzenie okazało się słuszne. Ponadto, jakoś zbyt szybko i zbyt prosto udało im się osiągnąć coś z pozoru nieosiągalnego... Muszę również wspomnieć o tym, że żałuję, iż autorka skończyła książkę w takim, a nie innym momencie. Mogła pokusić się o opisanie rozwoju cywilizacji na nowym lądzie, tymczasem wspomniała tylko o założeniu Rady i nowego miasta, pod które zostało wykarczowane pole. Szkoda...

Patrząc na "Wielki Błękit" z perspektywy czasu, mam wrażenie, że autorka skupiła się raczej na miłości Arii, Perry'ego i Roara, niż na samej historii. Wątek ich uczucia stał się dominującym i przysłonił nieco samą opowieść, co mi osobiście raczej przeszkadzało. Gdyby jeszcze historia sama w sobie była porywająca i wciągająca, przebolałbym to. Ale gdy akcja zaczynała się dłużyć, często właśnie przez miłosne igraszki, nie miałem do niej cierpliwości. Co do bohaterów - nikt właściwie się nie zmienił, wszystkich lubiłem tak, jak wcześniej. Na początku irytował mnie nieco Roar, ale rozumiem jego trudne położenie, dlatego mu wybaczam. Tak jak w poprzednich częściach, tak i tutaj narrator trzecioosobowy skupia się na zmianę na myślach i emocjach Arii i Perry'ego. Był to interesujący zabieg, urozmaicający czytanie. Dodatkowym atutem książki jest zdecydowanie lekki język, dzięki któremu nawet mimo zwalniającej akcji wszystko czytało się bardzo szybko.

Cóż, czas chyba na podsumowanie. Trochę ponarzekałem, ale nie chciałbym, abyście się zniechęcali. Mimo, że akcja nie pędziła do przodu tak, jak w poprzednich częściach, sama fabuła wciąż jest interesująca i na pewno was wciągnie. Żałuję, że autorka nie pokusiła się o szokujące, zaskakujące zakończenie, o którym myślałoby się długo po skończeniu książki. Wszystko okazało się być przewidywalne i proste, ale mimo wszystko jestem usatysfakcjonowany tym happy endem. Książce zabrakło nieco do perfekcji, ale jest to dobra pozycja i na pewno polecę ją tym, którzy zapoznali się już z poprzednimi dwiema częściami. Tymczasem, oceniam na 6,5 na 10.

Udostępnij:

29 maja 2014

"Roar and Liv" Veronica Rossi

Pamiętacie trylogię "Przez burze ognia"? Fantastyczna, antyutopijna seria stała się jedną z moich ulubionych. Niesamowicie wykreowany świat, pełne, ciekawe postacie, fascynująca intryga... Czego chcieć więcej? Veronica Rossi pokusiła się jednak o poszerzenie swojego uniwersum. Wydając dwie powieści internetowe - "Roar and Liv", oraz "Brooke" - pozwoliła fanom z całego świata powrócić na chwilę do świata Arii i poznać wydarzenia, które wprost nie zostały nigdy opisane. Ponieważ opowiadania te nie zostały przetłumaczone, postanowiłem sięgnąć po nie w oryginale. Na moim celowniku znalazł się wpierw "Roar and Liv". Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie!

Gdy Roar wraz ze swoją matką dotarł do plemienia Perry'ego i Vale'a, nie znał praktycznie nikogo. Na zawarcie pierwszych znajomości nie musiał czekać jednak długo. Perry oraz Olivia zaproponowali, że wezmą go pod swoje skrzydła. Tak rozpoczęła się silna, braterska więź, oraz miłość nie do rozerwania. Niestety, po uderzeniu zimowych burz eterowych plemię głoduje, a jedynym rozwiązaniem jest zakup jedzenia od bogatego Sable'a. Cena jest jednak... niespodziewanie wysoka. Liv oraz Roar muszą stawić czoła najgorszemu. 

Od wielu miesięcy oczekuję "Wielkiego Błękitu" - zwieńczenia niesamowitej trylogii "Przez burze ognia". Niestety, powoli zapominam fabułę, a bohaterów widzę jak przez mgłę. Tym bardziej zatem ucieszyłem się z możliwości powrotu do świata wykreowanego przez Rossi. Nie zawiodłem się. Choć książka w gruncie rzeczy jest krótka (ma około 50 stron), opowiada pełną historię, ukazując wątek poboczny trylogii w zaskakujący sposób. Autorka umiejętnie wprowadza czytelnika krótkim wstępem, przedstawiając normalny dzień z życia bohaterów, nakreślając ich zwyczajowe relacje, ale jednocześnie nie każe nam długo czekać na zwroty akcji. Rossi początkowo sygnalizuje problem, przedstawia kryzys w życiu postaci, a po zdradzeniu tajemnicy, szaleńczą próbę ocalenia miłości i poradzenia sobie z rozłąką. Autorka opisywała wszystko dynamicznie, zdarzenia tworzyły logiczny ciąg zdarzeń i... co tu dużo mówić - książkę czytało się świetnie i naprawdę wciągała.

Nieco bardziej skupię się na aspekcie językowym. Jest to jedna z pierwszych książek w języku angielskim, jaką miałem okazję przeczytać. Spośród trzech poprzednich, te miała zdecydowanie najtrudniejsze słownictwo. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Język autorki był bardzo wyrafinowany, opisy oraz dialogi interesujące - właśnie dzięki słownictwu. Pojawiło się wiele ciekawych zwrotów, które będę chciał zapamiętać na przyszłość. Mimo, że niektóre wyrazy były dla mnie niezrozumiałe, łatwo było domyślić się ich znaczenia z kontekstu, a nawet jeśli nie - ich pominięcie nic nie zmieniało, ani niczego nie utrudniało. Już po chwili znów rozkoszowałem się uniwersum Arii i Perry'ego, zapominając o jakiejkolwiek barierze językowej. Chciałbym jeszcze dodać, że opowiadanie to zacząłem czytać ponad pół roku temu i wtedy załamałem się już po dwóch pierwszych stronach. Po intensywnej nauce, powróciłem do "Roara i Liv" teraz i okazało się, że tym razem daję radę bez problemu. Stąd wnioskuję, że książka ta nie jest najprostsza, ale zdecydowanie pouczająca i warta przeczytania.

Cieszę się, że zyskałem okazję, aby choć na chwilę spotkać się z moimi ulubionymi bohaterami. Brakowało mi nieco Arii, którą bardzo lubię, ale wydarzenia opisane w książce zdarzyły się jeszcze przez spotkaniem Perry'ego z Osadniczką. Szczególnie cieszę się z możliwości poznania Liv, gdyż o niej w podstawowej trylogii zbyt dużo powiedziane nie było. Nawet gdy pojawiła się w książce, miałem zbyt mało czasu, aby dowiedzieć się, kim jest. Chciałbym dodać, że osoby, które nie czytały trylogii mogą być nieusatysfakcjonowane kreacją bohaterów. Autorka z góry założyła, że wszyscy znają już bohaterów, więc skupiła się jedynie na akcji. Moim zdaniem zrobiła dobrze, gdyż jest to dodatek do serii, zatem nie sądzę, aby ktoś od niego zaczynał swoją przygodę. Ponieważ znałem wszystkie postacie, czytałem "Roara i Liv" bez jakiegokolwiek dyskomfortu, a ponadto - niektóre kreacje poznałem nawet lepiej.

Podsumowując, "Road and Liv" to świetne opowiadanie, rozszerzające uniwersum serii "Przez burze ognia". Bardzo się cieszę, iż sięgnąłem po tę część i polecam ją wszystkim, którzy mieli już okazję zapoznać się chociaż z pierwszą częścią trylogii. Fabuła jest dość ciekawa, język wyrafinowany, a niektóre słowa są z wyższych sfer (przez co są trudniejsze), ale nie przeszkadza to w całkowitym wciągnięciu się w opowieść. Samemu już po chwili lądowałem na plaży, lub ścieżce leśnej tuż obok bohaterów, wsłuchując się w ich rozmowy i czując ich emocje. Polecam i oceniam na 9 na 10.

~~

Cześć! Jak widzicie, poprzednia notka dotyczyła książek po angielsku, a dzisiaj zdecydowałem się na recenzję jednej z nich, którą skończyłem wczoraj wieczorem. Mam nadzieję, że zachęciłem wszystkich fanów tej trylogii do sięgnięcia po "Roara i Liv", bo jest to naprawdę świetne opowiadanko.

Tymczasem, nie byłem dzisiaj w szkole, ponieważ mam dzisiaj bierzmowanie. Niby to nic takiego, w sumie tylko jedna msza święta, z dodatkiem podejścia do biskupa, ale tak strasznie nie mam siły tam iść. Ale z drugiej strony pójdę tam, przesiedzę, wrócę i będę mieć z głowy Kościół na długi czas, więc to mi dodaje otuchy. Poza tym po bierzmowaniu jest mała impra (xD) bo tato ma urodziny, połączyliśmy to też z moim sakramentem, więc będzie biba do nocy (przy stereometrii na sprawdzian c:).

Kurde, maj się kończy, a miałem takie cudowne czytelnicze plany. Jestem bardzo zadowolony z ilości przeczytanych pozycji w języku angielskim, ale nie po polsku... Muszę to nadrobić (przydałoby się przeczytać jeszcze ze dwie książki, żeby zrehabilitować się po druzgocącym kwietniu). Przy okazji, przypominam o konkursie! Pozdrawiam, na razie :>
Udostępnij:

17 października 2013

"Przez bezmiar nocy" Veronica Rossi

"Przez burze ognia" to książka, która zachwyciła mnie pomysłem na świat przedstawiony, bohaterami i kierunkiem, którym podążyła akcja. Po skończeniu lektury byłem oszołomiony tym, jak bardzo mi się podobała i wprost nie mogłem się doczekać drugiej części trylogii, czyli "Przez bezmiar nocy". Gdy wreszcie trafiła w moje ręce, znów otrzymałem okazję, aby wrócić do świata Arii i Perry'ego. Czuję, że zbyt szybko tę lekturę pochłonąłem...

Aria nie jest już Osadniczką, na którą śmierć czyha za każdym drzewem. Miesiące poza kopułami nauczyły ją więcej, niż większość jej poprzedniego życia. Ma również ukochanego, dobrych przyjaciół i moc słyszenia lepiej, niż ktokolwiek inny. Aby uratować plemię Perry'ego, jego bratanka, a także życie swoje i niewinnych, musi dowiedzieć się, gdzie znajduje się Wielki Błękit, a czasu na to jest coraz mniej.

Każdy, kto sięga po kontynuację swojej ulubionej książki, ma nadzieję, że ta będzie co najmniej tak samo dobra, jak poprzedniczka. Bywa jednak, że można się srogo zawieść. Cieszę się zatem, że Veronica Rossi nie straciła werwy i znów zachwyciła mnie pomysłami, fabułą i szybko rozgrywającą się akcją. Czuję jednak, że "Przez bezmiar nocy" był odrobinę gorszy od pierwszego tomu, prawdopodobnie ze względu na to, że w "Przez burze ognia" poznajemy ten intrygujący, antyutopijny świat od podstaw, co nas szokuje i zachwyca, a teraz wiemy już dokładnie jak wygląda świat Arii, więc autorka ma mniejsze pole do popisu. Mimo wszystko, nie będę narzekać, gdyż kolejne zwroty akcji pojawiały się potwornie szybko i momentami działo się kilka fundamentalnych spraw jednocześnie. Dodam jednak, że wydarzenia na początku rozwijają się dość powoli i musimy zaczekać na coś przełomowego, ale nie powinniśmy obawiać się nudy.

Uważam, że kolejne wątki z pierwszej części zostały bardzo dobrze pociągnięte, czuję się tym usatysfakcjonowany. Doszło wiele nowych informacji, wyjaśnień, ale wciąż nie znamy odpowiedzi na najważniejsze, nurtujące nas od początku pytania. Mimo wszystko, w "Przez bezmiarze nocy" po woli zaczynał mnie irytować wątek miłosny, bo autorka wystawiała ciągle na próbę miłość głównych bohaterów, stawiała na ich ścieżkach "uwodzicieli", wszystko komplikowała i mieszała. Stawało się to niesmaczne i nudne; zaczynałem się bać, że wątek miłosny stanie się w końcu głównym wątkiem, a nie tylko dodatkiem, biegnącym równolegle z niezwykłymi zdarzeniami w książce. Ku mojej uciesze, w miarę rozwoju wydarzeń, akcja przyćmiewała jednak igraszki emocjonalne bohaterów, ale i tak było ich zbyt dużo.

Bohaterowie w trylogii Rossi są bardzo ciekawi i myślę, że zostali dobrze wykreowani. Są ciekawi i intrygujący, nie czarno-biali i papierowi. Gdy czytam ich rozmyślania i dowiaduję się o decyzjach, jakie podejmują, czuję się tak, jakbym obcował z kimś realnym, a nie tylko fikcyjnym mieszkańcem zniszczonej ziemi. Bardzo ciekawi mnie to, jak w trzeciej części Osadnicy będą żyć razem z ludźmi z zewnętrznego świata. Ponadto, zastanawiają mnie losy Arii, która nie jest raczej mile widziana w plemieniu ale innego wyboru, niż zostanie w nim nie ma. W drugim tomie zafascynowała mnie postać Liv i żałuję, że ten wątek został tak brutalnie ucięty. Jej przyszły mąż zaś był osobą, której szczerze nienawidziłem. A jego konspiracja z Hessem była tylko oliwą dolaną do ognia.

Generalnie sądzę, że Rossi naprawdę dobrze pisze, wpadła na genialny pomysł i podoba mi się świat, w jakim osadziła akcję. Jest to coś oryginalnego i nowego, świeżego, dobrze przedstawionego lekkim językiem i zachęcającymi opisami. Wątki są świetnie kontynuowane, zdobywamy nowe informacje ale na rozwiązanie intrygi będziemy musieli jeszcze zaczekać. Bohaterowie zaś są pełnokrwiści, intrygują nas ich działania, są emocjonalni i nieprzewidywalni. Cieszę się, że mogłem przeczytać "Przez bezmiar nocy", a przede mną znów długie oczekiwanie na trzecią i finalną część trylogii. Oceniam na 9 na 10.

~~

Cześć, co u Was? Jak mija Wam czas (w szkole)? U mnie średnio. Jestem chory i obawiam się, że będę was musiał opuścić na tydzień, gdyż wybieram się do szpitala. Zobaczymy jeszcze, czy będą wolne miejsca, ale wolałbym dostać się tam już jutro, gdyż to, z czym się teraz zmagam jest naprawdę męczące... Oczywiście zabieram ze sobą kilka książek, ale nie będę mieć jak napisać recenzji. Będę jednak pisać co nieco na fanpage'u na facebook'u, więc zapraszam. Tak więc do napisania!
Udostępnij:

10 lipca 2013

"Przez burze ognia" Veronica Rossi


Świat Arii całkowicie różni się od tego, który znamy. Mieszka pod kopułą, odgradzającą ją, jak i resztę mieszkańców, od zewnętrznego świata, pogrążonego w eterze. Dziewczyna najczęściej spotyka się z przyjaciółmi w Sferach, wirtualnych, a raczej pseudoprawdziwych, miejscach, którymi steruje wyłącznie myślami. W tym idealnym świecie nie ma miejsca na strach, rozpacz i rany; wszystko, co zbędne zostało wyeliminowane na rzecz uczuć przyjemnych i potrzebnych. Niestety, perfekcyjny świat kończy się wraz ze ścianami kopuł. Na zewnątrz panują przerażające warunki. Burze eterowe niszczą całe połacie ziem, spalając wszystko na swojej drodze. Dzikusy, aby przeżyć, posuwają się czasem do ostateczności. Wyruszenie w stronę kopuł i spotkanie Osadnika jest srogo zabronione. Jak zatem dojdzie do spotkania Arii z Perry'm? Jakie oboje poniosą tego konsekwencje? Kto zginie a kto przetrwa?


"Milion sposobów, by zginąć. Jeden, by przeżyć"

Długo czekałem na możliwość sięgnięcia po lekturą Veronici Rossi. Spodziewałem się książki zaskakującej, dobrze napisanej i porywającej. Od samego początku ciekawił mnie świat, w którym została osadzona fabuła. Uwielbiam literaturę antyutopijną i czytanie każdego kolejnego opisu światów po zagładzie jest dla mnie wyzwaniem i jednocześnie niezwykłą przyjemnością. Kopuły, Wygnańcy oraz plemiona to zmieszanie przyszłości ze średniowieczem. Nie mogłem nie zastanawiać się również nad tajemniczym tytułem oraz jego znaczeniem. Gdy wreszcie udało mi się lekturę pochwycić, zatraciłem się w niej i nie miałem wątpliwości, że jest to historia, na którą długo czekałem.

Lubię książki, w których akcja jest szybka i zaskakująca. Szybkie zwroty akcji i nieoczekiwane posunięcia bohaterów to coś, czego zawsze się doszukuję. Niewątpliwie, w "Przez burze ognia", akcja jest porywająca. Historia zaczyna się, tradycyjnie, od złamania przepisów, reguł, co sprowadzi na bohaterkę konsekwencje trudne do przewidzenia. Rossi nie czeka długo, aby rozpocząć morderczy wyścig na życie i śmierć. Jej opisy walki dziewczyn przeplatają się z błyskotliwymi spostrzeżeniami na temat świata Arii. Potem jest tylko lepiej.

Nie poznajemy dziewczyny od razu. Śledząc jej podróż przez krainy, śledzimy także jej zmieniający się charakter i wyłaniające się kolejne cechy. Dzięki tym zmianom, fabuła jest o wiele ciekawsza i bardziej nieprzewidywalna. Coś, czego Aria nie zrobiłaby na początku książki, na końcu robi z zamkniętymi oczami. W trakcie wędrówki poznajemy świat po burzach eterowych a krótkie wyjaśnienia Perry'ego przybliżają nas do pełnego obrazu krainy. Spotykamy wielu bohaterów, którzy krzyżują plany przyspieszają tym samym lawinę zdarzeń. Najprościej mówiąc, nie ma czasu na nudę.

Rossi dobrze wiedziała, jak zabrać się za pisanie tej książki. Jej opisy są dynamiczne, ale z wyczuciem i nutką emocji, dzięki czemu z zapartym tchem podążamy za bohaterką i niemal czując jej strach czytamy o scenach walki, burzy czy też innych, gorszych komplikacjach. Niezmiernie cieszę się, że autorka postanowiła przedstawić historię oczami dwóch głównych bohaterów. Nie potrafiłbym wyobrazić sobie książki bez śledzenia opowieści oczami tajemniczego Perry'ego oraz opisów jego nadzwyczajnego zmysłu węchu. Ciekawie było spojrzeć na to samo ze strony Osadniczki, oraz Dzikusa. Czasem ich odczucia i opisy były naprawdę różne od siebie. Żałuję jedynie, że Rossi nie pokusiła się o pisanie w pierwszej osobie, dzięki czemu książkę moglibyśmy przeżyć jeszcze bardziej, ale naprawdę nie ma co narzekać, trzecia osoba aż zbyt dobrze spełniła swoją rolę.

Oprócz dobrych opisów świata, zwróciłem szczególną uwagę na bohaterów. Są bowiem ludźmi z krwi i kości. Nie odgrywają swoich zaplanowanych ról. Perry dokładnie czuje ich strach, determinację, kłamstwa. Widzi, jak uczucia zmieniają się z sekundy na sekundę. Bohaterowie powieści są prawdziwi. Współczują, nienawidzą, szukają pomsty. Wydają się, jakby nie byli tylko na kartce papieru. Najbardziej polubiłem Arię, Perry'ego oraz jego przyjaciela. Z uwagą i radością czytałem o ich przygodach w drodze do zamierzonego celu. Poznajemy też kolejnych dobrych ludzi oraz - jak zawsze - nie mniej złych. Warto zwrócić uwagę na wątek romantyczny, który rozwija się powoli i przeradza się z obrzydzenia w pożądanie. Nie jest on nachalny i pojawia się przelotnie (choć na końcu wzmaga się coraz bardziej) dzięki czemu nie staje się męczący, a wręcz interesujący.

Niewiarygodne, że można stworzyć jeszcze tak rozbudowany i zachwycający, futurystyczny świat. O książce można by opowiadać długo, bo naprawdę jest o czym. Jeśli ktoś oczekuje lektury, która go zaskoczy, sądzę, że ta pozycja jest dla niego. Świetne opisy świata, które chce się chłonąć, a także dynamiczne opisy "sytuacji krytycznych", pomysłowość i nieustępliwość oraz świetnie wykreowani bohaterowie - to cechy, które trzeba wskazać. Oceńcie sami, ja daję pozycji najwyższą notę. 10 na 10.
Udostępnij: