Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierdomenico Baccalario. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierdomenico Baccalario. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2014

"Ulysses Moore. Statek Czasu" Pierdomenico Baccalario

"Ulysses Moore" to seria, do której mam ogromny sentyment. To w dużej mierze dzięki niej polubiłem czytać książki, szczególnie młodzieżowe i fantastyczne. Dwanaście świetnych części, które stworzyły poruszającą i skomplikowaną historię, od której nie mogłem się oderwać. Kto by pomyślał, że Baccalario znów odgrzebie starego Moore'a i dopisze kolejną, trzynastą część, rozpoczynając - jak mniemam - kolejny cykl, który będzie się ciągnął nie wiadomo ile. O ile pierwotną serię pokochałem, o tyle do siostry bliźniaczki byłem średnio przekonany. "Statek Czasu" to pierwszy tom nowej, choć starej sagi Baccalaria. Czy kolejne przemielenie tej historii wyszło mu na dobre?

Pewnego słonecznego popołudnia grupa przyjaciół postanowiła wybrać się do laguny, aby pobawić się wśród drzew i mokradeł. Murray i Mina odłączyli się od znajomych, nieświadomi tego, jak daleko udało im się dojść. Gdy docierają do tajemniczego, osiadłego na mieliźnie statku, ich wszystkie sprzęty elektroniczne przestają działać. Na kadłubie łodzi widnieje wyraźnie grecki napis - Metis. Już wkrótce rozpocznie się wielka przygoda, dzięki której młodzi bohaterowie pokonają barierę rzeczywistości i dotrą do Miejsc w Wyobraźni, a także wspomogą w wojnie biedne, wyniszczone już Kilmore Cove.

Już od pierwszych stron jasne jest, że w książce pojawiają się zupełnie nowi bohaterowie, a sama akcja rozgrywa się w całkowicie innym miejscu. Myślę, że działa to na korzyść, gdyż po raz trzynasty czytać o tych samych postaciach, szczególnie, że seria została już zakończona, byłoby po prostu nudno. Akcja rozwija się raczej powoli, a po odnalezieniu statku wszystko rozgrywa się jednostajnym tempem. Nie powiem, że fabuła była nudna - wręcz przeciwnie, autor jak zwykle zadbał o nakreślenie interesującej intrygi, ale była ona po prostu... dobra. Bez szału, niespecjalnie porywająca. Niby jest jakiś sekret, przeciwności losu oraz wyraźne zadanie do wykonania, ale bohaterowie radzili sobie z tym tak gładko i precyzyjnie, że nie było w tym żadnej dramaturgii; przelatywało się przez kolejne strony, wiedząc dokładnie jak zakończy się każdy rozdział. "Statek Czasu" zdecydowanie nie był książką zaskakującą czy szokującą.

Jednym z większych atutów nowej powieści Baccalaria jest fakt, iż czytelnicy mają szansę spojrzeć na historię Miejsc z Wyobraźni z nieco innej perspektywy, niejako z boku. Poznajemy Penelopę i Ricka (których bardzo dobrze kojarzymy już z serii Ulysses Moore) i dowiadujemy się, jak potoczyły się losy miasteczka Kilmore Cove po wyprowadzce Jasona i Julii. Prawdę mówiąc najbardziej wciągnęły mnie właśnie te rozdziały, w których akcja rozgrywała się w Kornwalii. Bardzo polubiłem Kilmore Cove i byłem ciekaw, co się z nim stało, a pomysł autora tym jedynym razem okazał się trafiony i otwierający drogę do interesującego kontynuowania historii.

Nie muszę wspominać, że "Statek Czasu" to książka kierowana raczej do młodszej młodzieży, dlatego niestety nie porwała mnie tak, jak zrobiłaby to zapewne kilka lat temu... Język użyty przez autora zdecydowanie odpowiada grupie wiekowej, której lektura jest dedykowana. Książkę czytało się bardzo szybko i przyjemnie. Nie zabrakło nawet opisów, choć nie mogły być one zbyt rozbudowane, gdyż powieść nabrałaby większych gabarytów, co mogłoby niektórych zniechęcić. Generalnie bardzo lubię styl Baccalaria, ponieważ pisze on niezmiernie lekko i nawet z drobnej rzeczy potrafi zrobić nie lada zagadkę.

Z bohaterami raczej się nie polubiłem. Były to papierowe postacie, każdy miał określone cechy, a ich charaktery były bardzo sztywne i nie można było oczekiwać po nich niczego spontanicznego. Prawdę mówiąc po skończeniu lektury zapomniałem, jak nazywali się główni bohaterowie, a gdy sprawdziłem ich imiona to ledwo kojarzyłem co każdy z nich dokonał. Nie były to postacie warte zapamiętania i naśladowania, choć dzieciom i młodszej młodzieży Murray, Mina i spółka mogą okazać się wspaniali, ze względu na ich przygody i "nadzwyczajnie" radzenie sobie z problemami.

Podsumowując, do trzynastej części Ulysses Moore podszedłem raczej sceptycznie. Co za dużo, to nie zdrowo; tak mógłbym podsumować kolejny tom przygód Podróżników z Wyobraźni. Nie było źle, ale nie było również wspaniale. Była to poprawna książka, każdy element został nakreślony dobrze, jakaś intryga jest, nowi bohaterowie są (choć raczej mało ciekawi), ale nic poza tym. Głównym punktem programu było dotarcie do Kilmore Cove, które znamy z poprzednich części, i ten fragment lektury najbardziej mi się spodobał, bo mogłem spojrzeć nieco inaczej na problem Moore'ów, a także poznać dalsze losy miasteczka. Czy oczekuję kolejnych części? Przeczytam je ze względu na sentyment, a "Statek Czasu" oceniam na 6 na 10.
Udostępnij:

19 stycznia 2013

"Historia prawdziwa Kapitana Haka" Pierdomenico Baccalario

Chłopiec, który nie powinien istnieć, narodził się. Jest nikim, tak jak jego matka. A jednak, może zmienić losy Anglii. Dlatego też trzeba się go pozbyć. Trzeba zabić jedynego następcę tronu. Spisek zawiązano, teraz wystarczy wkroczyć do akcji. Ale czy May uda się uciec wraz z synem? Co stanie się trzynaście lat później?

Gdy dowiedziałem się o nowej publikacji jednego z moich ulubionych autorów książek młodzieżowych, włoskiego pisarza Pierdomenico Baccalario, niezwłocznie wybrałem się do księgarni i nabyłem egzemplarz. Liczyłem na powieść pełną przygód, wciągającą od samego początku, opisaną w sposób nadzwyczajny. I niestety, zawiodłem się jak nigdy.

Pomysł na fabułę uważam za bardzo ciekawy. Książka została podzielona na kilka części a te z kolei na lata wydarzeń. Jest to przejrzyste i sądzę, że nie powinno sprawdzić problemu czytelnikowi. Sama historia jest spójna a zdarzenia następują po sobie, więc wszystko jest tak jak być powinno. Z technicznego punktu widzenia. Niestety, jako czytelnika, zawiodło mnie nieco wykonanie.

Niestety, książka nie porwała mnie. Właściwie, nie wiem czym było to spowodowane, bo wszystko wydaje się być poprawne. No właśnie, poprawne, a nie idealne. Opisy były zwyczajne, krótkie i pobieżne. Nie ukazywały niczego nowego, ciekawego, co mogłoby zainteresować czytelnika. W sumie, to nie wiem jak wyglądali bohaterowie, przynajmniej nie wszyscy. Baccalario skupiał się na niektórych częściach ciała i nie pozwalał nam zapomnieć, iż James zawsze chodził boso. Takie ciągłe powtarzanie miało swój urok i przypadło mi do gustu, ale widać odciągnęło pisarza od opisania innych rzeczy. A szkoda.

Książka jest wielowątkowa i uważam to za duży plus. Z poprzednich już książek pana Baccalario wiem, że Włoch ma wielki talent do kreowania świata przedstawionego w bardzo realistyczny sposób, wtrącając wszystkie aspekty życia, mieszając główną akcję z wieloma mniejszymi, pobocznymi. Było to zauważalne w "Historii prawdziwej kapitana Haka" ale autor starał się nie odchodzić zbyt daleko od opowieści o głównej postaci. Muszę przyznać, że bardzo zaciekawił mnie (i zasmucił zarazem) wątek mamy James'a. Po jego ucieczce z wioski, zastanawiałem się, co musiała poczuć jego matka. Dla niego ryzykowała nie raz życiem, był dla niej całym światem, jedyną bliską osobą, oprócz męża, którego poślubiła po części z przymusu. Gdy pod koniec książki, wątek matki zostaje na nowo poruszony, wraca smutek i tym razem żal odczuwa nie tylko czytelnik ale również i bohater, który dopiero wtedy uświadamia sobie, jaki był niemądry nie odwiedzając rodzinnej wioski ani razu po odejściu. A czas przecież płynie.

No właśnie. Czas płynie niemiłosiernie. Pierwszy raz przeczytałem książkę, która opowiadała o życiu bohatera od samego początku aż do późnej starości. Była to ciekawa odmiana i z zainteresowaniem śledziłem losy James'a, mając nadzieję, że akcja rozwinie się i wciągnie mnie. Właściwie do samego końca, książka opisywała zdarzenia w dość monotonny sposób, robiąc to dość przeciętnie. Momentami pojawiały się ciekawe zwroty akcji nadające nowego pędu lekturze ale już niedługo po tym wszystko znów zwalniało. Mimo wszystko jednak nie jest aż tak źle, historia może nas zaciekawić ale nie powali.

Zastanawiał mnie jeden fakt. W ciągu tak długiego życia, zmarło tyle znanych i bliskich Jamesowi osób, nawet młodszych od niego i to o wiele. Zastanawia mnie, jak to możliwe, że żył tak długo. Właściwie najbardziej ciekawi mnie śmierć Florence. Zdawać by się mogło, że jest dwa razy młodsza od bohatera, a umarła od niego szybciej. Przypadek czy coś jej się stało? Zastanawia mnie czy ten wątek to przypadek czy jednak coś jest na rzeczy. Chyba odpowiedzi już nie otrzymam...

Jeśli chodzi o bohaterów książki to nie zdołałem poznać ich zbyt dobrze. Niestety za mało opisów i skupienie się na głównej postaci to tylko jedne z powodów. Na szczęście tych, których nie lubiłem, pisarz szybko się pozbył więc nie narzekam. Szkoda mi tylko James'a, jego cierpienia po stracie ręki, nie wyobrażam sobie takiego bólu i dalszego życia. Ale cóż. Dobrze, że byli przy nim przyjaciele, z którymi pozostał niemalże do samego końca. Piękne...

Generalnie, głównego bohatera oceniam pozytywnie, choć bywały momenty gdy wydawał mi się niezrozumiały, dziwny... Okradzenie swojego zmarłego przyjaciela (o ile można tak go nazwać) i ucieczka jego statkiem wraz z kompanią to jedna z kilku rzeczy które przekonały mnie, jak bezwzględny i okrutny może być Fry. Jednakże koniec książki dobrze pokazuje to, że mimo wszystko, James nie zapomniał o dobroci serca, towarzyskim nastawieniu do innych i innych, przyjaznych cechach. Za to go lubię.

Ostatecznie, sam nie wiem co myśleć o tej książce. Nie była ona najgorsza, czytałem ją dość długo ale nie mogę też powiedzieć, że się z nią męczyłem, gdyż tak nie było. Właściwie przekładałem kolejne stronice bez większego entuzjazmu ale nie byłem znudzony (jedynie na początku książki...). Gdy akcja rozwijała się i momentalnie zaczynała gnać do przodu, wciągałem się i to bardzo, ale zdarzenia popychające historię do przodu trwały tylko moment. Pogratulować mogę pisarzowi zakończenia, które bardzo mi się spodobało! Jeśli chodzi o ocenę to waham się... Ale ostatecznie przyznam książce 6 na 10.

Udostępnij:

05 stycznia 2013

"Magiczna zagadka" P. Baccalario i A. Gatti

"Magiczna zagadka" to już drugi tom serii "Na tropie sensacji" napisanej przez znanego pisarza Pierdomenico Baccalario, wraz z autorem, Alessandrem Gattim. Kryminalna seria ta, to zbiór książek opisujących pojedyncze intrygi rozwiązywane przez klub detektywistyczny, założony przez sąsiadów z kamienicy.

"Magiczna zagadka" przedstawia historię magika, który na spacerze,  w środku nocy, zostaje niemalże zamordowany. Trafia do szpitala w bardzo ciężkim stanie a sprawca tego wydarzenia jest nieznany. Gdy policja stoi w martwym punkcie, do akcji wkraczają nasi przyjaciele. Aczkolwiek, intryga wydaje się być trudniejsza niż wszystkie inne. Żaden ze sprawców, którego znają, nie mógł tego zrobić? Zatem kto to był? Jak do niego dotrzeć? Jak ze sprawą powiązana jest blondynka, mieszkająca w Australii? Oraz... co stanie się, jeśli mama dzieciaków odkryje ich sekret?

Bardzo się cieszę, że mogłem tak szybko sięgnąć po tom drugi tej świetnej serii kryminalnej dla młodzieży. Już od pierwszych stron rozpocząłem uważną analizę intrygi ale - jak możecie się spodziewać - nie udało mi się wymyślić niczego. Dobrze, że zacząłem moją przygodę z tą serią od książki "Kieliszek trucizny". Właściwie, to w serii nie ma numeracji, który tom jest pierwszy a który drugi. W teorii zacząć możemy od każdej części ale w "Kieliszku..." opisany był proces tworzenia się klubu, dokładniejsze przedstawienie bohaterów i pokazanie zwyczajnego życia postaci... Zaś w "Magicznej zagadce" opis ten z 50 stron został skrócony do jednego rozdziału. Na dodatek, nie było tam już tajemniczego poszukiwania drzwi do sekretnej kryjówki i tym podobnych. Zastanawiałem się właśnie, jak ten problem rozwiążą autorzy. Poradzili sobie całkiem nieźle, po prostu podali na start suche fakty: tu powstał taki klub, składa się z takich osób, rozwiązują to i to, każdy z nich jest tym i tym. Uważam, że lepiej nie można było tego zrobić i przyznam się, że nie chciałoby mi się od nowa czytać praktycznie tego samego.

Jak w każdej części serii, coś zawsze musi pójść nie tak, coś musi się skomplikować. I nie mówię tu o intrydze. Otóż pewnego dnia, do piwnicy, w której zostały umieszczone drzwi do mieszkania detektywów, zeszła matka dzieci, wściekła, że nie pojawiły się na kolacji. Późniejsze wymigiwania się i pomoc mecenasa nic nie dały. Zakończenie tego wątku jednak było dość zaskakujące, aczkolwiek przewidywalne. Mimo to, świetnie, że autorzy wtajemniczyli również mamę dzieciaków, dzięki temu nie muszą już one kryć się i oszukiwać, ale również powstał ciekawy kontrast - rodzicielka z dziećmi, jako detektywi, oraz ojciec, jako policjant. Oboje rozwiązywali tę samą intrygę, wiadomo natomiast kto spisał się lepiej. Bardzo ciekawy pomysł, naprawdę!

Wypowiem się na temat samej intrygi. Uważam, że znowu została przemyślana w niezwykły sposób. Wszystko z początku wydawało się niezrozumiałe, nic do siebie nie pasowało i nikt nie zwracał uwagi na drobne szczegóły. W końcu, jak się okazało, żaden czytelnik nie odgadłby, kto był winny... Bo zbrodniarzem była osoba pozornie niewystępująca w całej historii. Takie właśnie kryminały są najlepsze - szczególnie, że na koniec wszystko składa się w logiczną całość.

W pierwszej części zabrakło mi zdecydowanie opisów miejsc i postaci. Teraz jednak sądzę, że bez sensu skupiać swoją uwagę na miejscach, które mimo wszystko są przedstawione w sposób pozwalający na wyobrażenie sobie z grubsza jak wygląda, oraz na opisach bohaterów, których cechy ujawniają się wraz z rozgrywką a przecież wygląd nie jest najważniejszy - ponadto, co jakiś czas pojawiają się krótkie opisy, z których wywnioskować możemy, kto jakie ma włosy albo jakie nosi ubrania... Uważam, że pozbycie się kolejnych akapitów tekstu, mówiącego jaki piękny jest budynek, jak błyszczą się jego okna i jak wiją się w górę kolumny, było trafnym pomysłem i teraz sądzę, że jest to atut. Czysta akcja, zero nudy.

Podsumowując, tę część mogę z wielką radością polecić. Już od pierwszych stron rozpoczyna się akcja, nie tak jak w pierwszej części, dopiero od połowy lektury, dlatego też, intryga jest bardziej skomplikowana i mamy więcej czasu na przemyślenie, kto jest winny (i tak nie uda nam się wymyślić). Sądzę, że krótkie opisy są w tym przypadku atutem; są one zdecydowanie wystarczające aby ukazać główny zarys miejsca czy postaci i nie zanudzają. Ostatecznie, ocenię na 9 na 10. Jeśli zastanawiasz się nad przeczytaniem, sięgnij! Czyta się bardzo krótko!

» » »

Hej, co u was? Jak minęły wam trzy dni szkoły? Zaraz kolejny tydzień. Świetnie -.- A popraw tyle, że nie wyrobię się nigdy z tym do ferii. Ale trudno, może jak się uda, to nie będę mieć tylko trójek ile mam proponowanych (no i oby na 3 z niemca naciągnąć ;_;).

Kończę już "Więźnia labiryntu". Jutro zabiorę się za "Próby ognia" bo mam ochotę jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów. Seria potwornie mnie wciągnęła więc już możecie spodziewać się pozytywnej recenzji.

No... I jeszcze czeka mnie "Drugie życie Bree Tanner". Musze w końcu skończyć tę książkę, nie powala muszę przyznać ale skończę mimo wszystko.

Życzę wytrwania, wkrótce ferie, jedni mają je szybciej, inni później (ja zaczynam je 26 stycznia). Pozdrawiam!
Udostępnij:

02 stycznia 2013

"Zatruty kieliszek" P. Baccalario i A. Gatti

Simon i Nikola to z pozoru zwyczajne nastolatki mieszkające w jednej z wielu kamienic z Paryżu. Oboje uwielbiają przygody detektywa Kinga Ellertona i sami również chcieliby pójść w jego ślady. Co ciekawe, ich pasję podzielają również rodzice, pani Walentyna i pan Ernest, nadkomisarz w policji w stolicy Francji. A najciekawszą rzeczą jest to... że ich pasję podzielają także mieszkańcy całej kamienicy, czyli listonosz, antykwariusz, Leon mieszkający na poddaszu starego budynku, matka antykwariusza oraz znany w całym Paryżu mecenas. Gdy dzieci zostają świadkami udaremnionego zamachu na życie przypadkowego mężczyzny, ich dotychczasowe życie zmienia się na dobre. Wraz z przyjaciółmi i sąsiadami starają się rozwikłać tajemnicę, która okazuje się bardzo skomplikowana. Kto okaże się mordercą właścicieli kamienicy? Co wspólnego ze sprawą mają właściciel biura podróży oraz hrabina?

"Kieliszek trucizny" to jeden z pierwszych tomów, który ukazał się w ramach serii "Na tropie sensacji", będącej zbiorem książek opisujących intrygi rozwiązywane przez małe, sąsiedzkie koło detektywistyczne. Powieść ta, została napisana przez dobrze już nam znanego, włoskiego autora Pierdomenico Baccalario, tym razem we współpracy z Alessandrem Gatti'm. Po książkę sięgnąłem przede wszystkim dlatego, iż chciałem dowiedzieć się, czy warte przeczytania są kolejne utwory autora tak świetnych serii jak Ulysses Moore czy Century. I muszę przyznać, że jak zwykle się nie zawiodłem.

"Kieliszek trucizny" jest pierwszą książką kryminalną, po którą zdecydowałem się sięgnąć. Nigdy nie byłem przekonany do tego gatunku, ale uznałem, że warto spróbować, a przygodę z kryminałami najlepiej zacząć od dzieła ulubionego autora. Właściwie to już od pierwszych stron z zainteresowaniem śledziłem losy głównych bohaterów. Pierwsza połowa książka nie przedstawiała intrygi jako takiej, tylko przypadkowe zdarzenia oraz proces powstawania koła detektywistycznego sąsiadów z kamienicy. Dopiero, gdy znajomi zebrali się razem w tajnej siedzibie, praca nad sprawą ruszyła pełną parą. I tak jak się spodziewałem, historia była bardzo skomplikowana, wiele wątków mieszało się ze sobą i ciągle coś nie pasowało...

Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę w książce. Piedomenico zaskoczył nas nieprzewidywalnością swojej historii. Do samego końca zastanawiałem się, jak poskładać różne elementy w całość a przewidywania bohaterów nie sprawdzały się w stu procentach. Dopiero, gdy wszystko się wyjaśniło, a brakujące wiadomości wyszły na jaw, wszystkie części układanki wskoczyły na swoje miejsce przedstawiając spójną, realną opowieść o morderstwie oraz kilku innych przekrętach rozegranych na boku. Sądzę, że jako kryminał, "Kieliszek trucizny" spełnia swoją rolę.

Niezwykle polubiłem bohaterów, zarysowanych przez autorów. Simon i Nikola to bardzo miłe rodzeństwo, przyjacielskie w stosunku do innych i nie bojące się wyzwań ani tajemnic. Nierzadko, mimo swojego młodego wieku, wpadali na kluczowe pomysły i nie przegapiali żadnego szczegółu, który mógłby zmienić przebieg sprawy. Wzorowali się na znanym detektywie i myślę, że robili to w sposób naprawdę przyzwoity.

Kilka innych postaci, które brały udział w rozwiązywaniu intrygi to między innymi Leon, mecenas, antykwariusz, jego mama oraz listonosz. Leon i antykwariusz byli w podobnym wieku, nieco starsi od Simona i Nikoli. Zdawali się dobrze dogadywać, poza tym oboje mieli podobny charakter. Byli uczynni, pomocni i brali na poważnie słowa swoich młodszych kolegów. Mecenas zaś był osobą, która bardzo imponowała mi, z tego względu, iż potrafił on nie jednego przekonać do swojej racji, niezwykle przyczynił się do rozwiązania zagadki dzięki znajomościom w sądzie oraz poważaniu wśród arystokratów a mimo wszystko wydawał się sympatyczny i rozluźniony. Jedyną podejrzaną osobą w tym gronie był listonosz. Z charakteru gbur, raczej nieprzyjazny osobnik. Miał za sobą tajemniczą przeszłość, pochodził z kraju gangsterów i kanciarzy. Dopiero w miarę rozwoju sprawy, stawał się bardziej przyjazny. Mimo to, ciekawi mnie, kim był naprawdę i czy ten wątek zostanie poruszony w innych częściach serii.

Niestety, książka nie ustrzegła się niedociągnięć. Największym minusem lektury było to, iż autorzy nie postarali się o dokładne przedstawienie świata oraz opis bohaterów. Właściwie, nie wiem do końca kim oni są. Znam imiona, pojedyncze cechy charakteru i zawody ale na tym się kończy. Nic więcej nie potrafię o postaciach powiedzieć a szkoda, gdyż każdy z nich był nieco inny i mógł zostać w ciekawy sposób przedstawiony. Ponadto, bardzo wiele miejsc zostało opisanych tylko powierzchownie albo wcale. Nie przepadam za opisami, ale czasem chciałbym się dowiedzieć, jak wygląda miejsce, do którego idą bohaterowie. Takich tekstów doszukałem się tylko względem niektórych budynków, np. sądu. A tak... no niestety.

Mimo, że książka zdaje się być skierowana do nastoletniego odbiorcy, myślę, że nie zawiodłaby też starszej osoby, która chciałaby zwyczajnie usiąść i odpłynąć z dobrą lekturą na kilka godzin. Nie jest ona wymagająca, napisana została prostym i lekkim językiem a mimo to intryga została obmyślana w sposób zadowalający i niepozwalający na przewidzenie, kto zawinił a kto jest niesłusznie oskarżony. Niestety minusem jest słabe przedstawienie postaci i świata ale nie jest to coś, co przeszkadza w trakcie czytania, raczej po przeczytaniu, w trakcie rozmyślania o bohaterach i miejscach w Paryżu. Ostatecznie, chciałbym ocenić na 8 na 10 i zachęcić do przeczytania!

Wyzwanie: Książka ma 1,5 cm :)

» » »

Witajcie wszyscy! Co u Was? Jak minął wam pierwszy dzień w szkole? Książkę, którą zrecenzowałem powyżej, skończyłem już wczoraj, pierwszego stycznia 2013 roku. A jaki pierwszy dzień, takie wszystkie inne xd Oby się sprawdziło, bo chciałbym każdego dnia kończyć kolejną książkę :) Jakoś nie czuję tego, że jest nowy rok ale cóż :3 Eh.. jeszcze dwa dni i znowu wolne. I dobrze :p

Już niedługo, być może pojutrze ukaże się kolejna recenzja, innej części tejże serii (bo prawdę mówiąc mam ochotę na takie młodzieżowe, lekko napisane książki kryminalne a akurat były w bibliotece) a potem dodam ocenę "Drugiego życia Bree Tanner". I zaraz po tym zabieram się "Więźnia labiryntu" :3

Pozdrawiam i do napisania!
Udostępnij:

22 grudnia 2012

"Cyboria. Przebudzenie Galena" Pierdomenico Baccalario

Jako dziecko, zaczytywałem się w tak legendarnych seriach włoskiego pisarza Baccalario, jak Ulysses Moore czy Century. Gdy pojawiła się jego kolejna książka, uznałem, że z pewnością zabiorę się za nią od razu. Los chciał, aby przeczytanie tej lektury odwlekło się w czasie o ponad rok... Ale w końcu, gdy wpadła mi w ręce, nie odpuściłem. Dzięki temu teraz mogę ocenić tę książkę w sposób, jaki zaraz poznacie.

Po śmierci dziadka, Otto jest bardzo przygnębiony. Ojciec jego taty był dla niego kimś więcej niż członkiem rodziny, był przyjacielem. Teraz, jedyną pamiątką po dziadku jest dziwne pudełko i wiadomość "Idź ty". Ale dokąd? Aby zgłębić tę zagadkę, Otto wraz z ciocią wyruszą w świat ale czy dotrą do legendarnego miasta?

Pierdomenico Baccalario to dobrze znany wśród dzieci i młodzieży pisarz, urodzony w 1974 roku w Acqui Terme. Dzięki niemu rozpocząłem tak kwiecistą przygodę z książkami. Być może, gdyby nie jego seria Ulysses Moore, nie czytałbym teraz oraz nie pisał tej recenzji na takowym blogu. Stąd przede wszystkim uznałem, że warto przeczytać jego kolejną, przetłumaczoną na język polski, książkę. Już od pierwszych stron odczułem ten niepowtarzalny sposób pisania autora. W Cyborii bowiem, prawie tak samo jak w Century czy Ulysses Moore, było budowane napięcie. Poza tym podobny sposób opisu czy przedstawienia postaci.

Zastanawiałem się, jak wyglądać będzie fabuła Cyborii. Miałem swoje podejrzenia i sprawdziły się one praktycznie w stu procentach. Baccalario, jak to Baccalario, napisał zawiłą historię, w której można się pogubić i czasem wręcz trzeba wracać to poprzednich rozdziałów aby jeszcze raz, dokładniej doczytać co się tam wydarzyło. Bardzo lubię sposób, w jaki włoski autor prowadzi akcję i buduje kolejne szczeble fabuły. W jego książkach nierzadko, zdarzenia następują po sobie tak szybko, że można oszaleć. A jest to dość dziwne, bo lektury jego są kierowane do dzieci i młodszej młodzieży. Jak oni sobie radzą, kiedy ja często nie mogę?

Kolejnym plusem powieści byli oczywiście bohaterowie. Znudził mi się już stary i dobrze znany nam format grupki przyjaciół, którzy razem, nie wiadomo jak i czemu, podróżują odkrywając nowe to tajemnice. Tym razem, Baccalario pokusił się o zmienienie tego schematu na coś bardzo realistycznego i przyziemnego. A mianowicie podróż chłopaka z ciocią oraz jej chłopakiem. Był to o tyle dobry pomysł, że Pierdomenico nie musiał zastanawiać się, jak "kryć" chłopca przed rodzicami. Wystarczył telefon od cioci o wspólnym wyjeździe i tyle. Poza tym, nie wyobrażam sobie kilkunastolatka podróżującego samemu po świecie, np. z Włoch do Paryża. Niby jak i za czyje pieniądze? Ponadto, nierzadko pisarz ukazywał wyższość umysłu dziecka nad umysłem dorosłego, czym również nie pogardziłem. Nie będę opisywał dokładnie każdego z bohaterów, gdyż niestety są to standardowe postacie z takimi samymi cechami jak w każdej innej książce przygodowej, co niestety jest minusem ale czego można się spodziewać? Główny bohater - odważny, zaciekły, nieustający w walce o zwycięstwo, nieuważny... Natomiast ciocia - opiekuńcza, zaradna, ostrożna, roztrzepana. A wujek jak wujek - nerwowy, emocjonalny i kłamliwy aczkolwiek dobry i kochający. Jak widać, dokładnie taki format, jaki już znamy.

Wspomniałem wcześniej o zawiłej fabule. Zawiłej, przede wszystkim dlatego, że jest bardzo dużo wątków pobocznych, nierzadko krzyżujących się w sposób nachalny i destrukcyjny z główną linią fabularną. W książce nie mogło przecież zabraknąć złego charakteru starającego się zniszczyć plany naszych przyjaciół. Jak zwykle, Baccalario zrobił z niego podłego drania pojawiającego się akurat wtedy, gdy Otto i wujostwo są już prawie u kresu rozwiązania zagadki. Mimo to, sprawa komplikuje się o wiele bardziej niż bym pomyślał. Otóż okazuje się, że wujek Otta (niedoszły, jest to raczej chłopak jego cioci) jest kimś, kogo nie moglibyśmy się spodziewać. Zmienia to prawie całkowicie bieg zdarzeń i robi czytelnikowi mętlik w głowie. Zaczynamy współczuć bohaterce co jest swego rodzaju wątkiem miłosnym, którego również nie mogło przecież zabraknąć. Aczkolwiek inne jego wydanie jest kuszące; wreszcie główny bohater jest wolny od uczuć.

Póki co moja recenzja jest bardzo zachęcająca. Tak, zachęcam do przeczytania książki. Ale jak każda inna, ta również nie ustrzegła się od błędów oraz wątków, które zdecydowanie nie przypadły mi do gustu. Czas spojrzeć na lekturę z innej strony. Niekiedy, czytając kolejną stronicę "Cyborii" miałem wrażenie, że jest ona trochę naiwna i zbyt prosta jak na mnie. I taka jest. Serie, takie jak Ulysses Moore, zachwyciły mnie ale zapomniałem, że miałem wtedy dwa czy nawet trzy lata mniej. Teraz, gdy zaczytywałem się w kolejnej książce tego autora, nie znalazłem już tej samej magii i niesamowitości. Co nie znaczy, że wy jej nie znajdziecie. Może ja się już wypaliłem?

W każdym razie, chciałbym wam szczerze polecić "Cyborię". Jest ona krótka, ma nieco ponad 300 stron dość dużym drukiem. Jest pisana w sposób ciekawy i na pewno wciągnie was fabuła, która nie jest taka prosta, jak wydawać by się mogła. Z pewnością zaprzyjaźnicie się z głównym bohaterem Ottem i razem z nim będziecie szukać drogi do tajemniczego miasta. Jeśli jeszcze nie spotkaliście żadnych książek pana Baccalario, ta będzie dobrym wyborem na start aczkolwiek nie najlepszym ,gdyż takowym będzie zdecydowanie seria "Century". Książkę oceniam dobrze - na 7 na 10.

» » »

Tumblr_mebi6llu4d1r3ifxzo1_500_large
Specjalnie dla was, taki cudowny
Pokemon. Tak - lubię anime.
Hej :) Bardzo się cieszę, że znów mogę do was napisać. Recenzja wg planów miała pojawić się przed weekendem więc jest nieco spóźniona, ale jeden dzień mi wybaczycie, wierzę w was :3 Wreszcie! Wreszcie dostałem moje kochane "Jutro 7". Już wkrótce (może nawet dzisiaj) zacznę je czytać *.* Wprost niesamowicie. Dowiem się jaki będzie koniec :c Szkoda, że tylko jedna część serii została...

Nie życzę wam jeszcze Wesołych Świąt, zrobię to jutro. Będę miał motywację i cichy przymus, żeby napisać jutro kolejną recenzję, tj. "Jutro 6", gdyż skończyłem je już dawno a jakoś nie mogłem z siebie wykrzesać żadnej recenzji, a próbowałem.

Myślicie, że powinienem dalej pisać recenzje na tym blogu? Minęło już pół roku i jestem wręcz oszołomiony tym, jakie ma statystyki a recenzje piszę coraz szybciej, kiedyś potrzebowałem ponad godziny, a tę choćby napisałem w 30 minut, ale nie wiem czy jest na tyle dobra aby się jej nie wstydzić XD Napiszcie szczerze, tak ogólnie (nie tylko o tej recenzji).

Pozdrawiam, do zobaczenia jutro!
Udostępnij:

12 sierpnia 2012

"Ulysses Moore" Pierdomenico Baccalario

Ulysses Moore to seria napisana przez włoskiego autora Pierdomenica Baccalario. Urodzony 6 marca 1974 w miasteczku Acqui Terme pisarz, zasłynął z sag młodzieżowych takich jak Century, Will Moogley. Agencja duchów, czy ostatnio wydanej Cyborii. Przebudzenie Galena. Na świecie znany z serii Ulysses Moore, składającej się z 12 części, czyli:

1. Wrota czasu
2. Antykwariat ze Starymi Mapami
3. Dom Luster
4. Wyspa Masek
5. Kamienni Strażnicy
6. Pierwszy Klucz
7. Ukryte Miasto
8. Mistrz Piorunów
9. Labirynt Cienia
10. Lodowa Kraina
11. Ogród Popiołu
12. Klub Podróżników w Wyobraźni



Baccalario odwiedził Polskę dwa razy, zwiedzając Warszawę i Kraków (w tym ostatnim pojawił się w listopadzie 2011 r.). Wiele razy opowiadał o tym, jak bardzo podobało mu się w naszym kraju, a po każdej wizycie był zawsze bardzo mile zaskoczony.


Seria Ulysses Moore opowiada bardzo obszernie historię trójki przyjaciół, bliźniaków Jasona i Julii oraz mieszkańca Kilmore Cove - Ricka. Państwo Covenat, wraz z dziećmi, przeprowadzili się z Londynu do starej Willi Argo, zbudowanej na Słonym Urwisku (Salton Cliff). Poprzednio, w domu mieszkało tajemnicze małżeństwo Moore'ów, którzy - jak głosi miejscowa plotka - skoczyli z urwiska do morza, popełniając samobójstwo.

W nowym domu państwa Covenat pracuje Nestor - starszy, kulejący ogrodnik. Nie jest to towarzyska osoba, mimo to uprzejma i raczej taktowna, oraz wykonująca sumiennie swoją pracę. Z Willą Argo jest związany od wielu lat. W końcu pracował tu od dziesięcioleci. Ale... czy aby na pewno? W jaki sposób jest tak naprawdę związany z domem?

Już pierwszego dnia, Jason i Julia, poznają niezliczone tajemnice domu. W wieżyczce, która kiedyś musiała być pracownią, znajdują awizo, adresowane do nich! Na poczcie otrzymują cztery klucze, z główkami zwierząt w nasadach. Zastanawiają się do czego tak mistyczne klucze mogą pasować.

Jason i Julia to bardzo przyjacielskie osoby, stąd bardzo szybko nawiązały nowe znajomości - np. z Rickiem Bannerem, który okazał się niesamowitym kompanem. Razem z nim dzieci odkryły, że w domu znajdują się ogromne Wrota, które otworzyć można tylko kluczem - próby wyważenia, otworzenia były bezskuteczne. Za drzwiami wrót zaś, na dzieci czekały cztery drzwi i zagadka:

„Jeśli z czterech jedne otworzysz przypadkiem. Z czterech trzecie wskażą motto. Z czterech dwoje zaprowadzi na śmierć. A jeden z czterech - poprowadzi na dół.”


Seria "Ulysses Moore" od pierwszych stron zachwycała mnie bardzo mnogą ilością tajemnic. Fabuła, mogłoby się wydawać prostoliniowa, ma wiele niesamowitych wątków. Wśród głównej akcji, czyli poszukiwania wrót i dowiadywania się do czego służą, oraz poznawania historii Ulyssesa Moora, wplecione zostały historie poboczne, które bardzo urozmaicają powieść. Tak naprawdę, to został tam przedstawiony cały świat - całe otoczenie bohaterów. Wszyscy bohaterowie mają własną, opisaną historię, a po drodze dzieci poznają tajemnice domu Argo. W kolejnych częściach, głównym celem jest odkrycie przeznaczenia wrót czasu oraz ucieczka przed Obliwią - złą bisnesmenką pragnącą przejąć władzę nad wrotami. Pod koniec serii jednak, akcja zaczyna żyć własnym życiem. Wszystko dzieje się tak nagle. Wszyscy są zmieszani, nikt nie wie co robić. Lista tajemnic, które czytelnik chciałby odkryć, roście w zastraszającym tempie. Autor wprowadza nowe wątki budowniczych wrót oraz kluczy, przedstawia na wielu nastu stronach z jakich materiałów powstały wrota i klucze, gdzie można takowe zrobić, jak działają połączenia. W dziewiątej części ukazuje się magiczny świat, Labirynt Cienia, który mieści się dosłownie pod Willą Argo. Są tam urzędy,  których załatwić sobie można wizę to innej Krainy - Eldorado, Starożytnego Egiptu, Wenecji... Wszystko jest tak dynamiczne, tak przepełnione tajemnicami, że nie ma czasu aby przestać czytać. Może jeszcze inaczej. Nie ma siły by oderwać się od lektury. Jedyne co może nas z niej wyrwać to ostatnia kartka.



Gdy teraz o tym piszę, czuję jak coś skręca mnie w brzuchu. Przypominam sobie, gdy po obiedzie położyłem się w łóżku i sięgnąłem po lekturę. Z początku nie spodobała mi się w ogóle. Gdybym zaprzestał czytania, popełniłbym największy błąd w życiu. To dzięki serii Ulysses Moore zacząłem czytać książki. To ona wprowadziła mnie w czytelniczy świat. Gdy zapuszczałem się wraz z bohaterami w zakamarki Willi Argo, czułem, że jest tam razem z nimi. Nic nie mogło mi przeszkodzić. Fabuła była tak wciągająca, że czytałem po dwie części jednego dnia. Niesamowicie podobała mi się wielowątkowość. A w tym wypadku wątków było... kilka set. Dosłownie. Kiedyś - gdy miałem absolutną manię na punkcie serii Baccalaria - wraz z innymi fanami stworzyłem listę tajemnic, wątków, które po części zostały odkryte, a niektóre na zawsze pozostały niewyjaśnione. Łącznie powstało 176 pytań a byłoby ich więcej, gdyby nie to, że skończyliśmy pisać. Oto one:

1. Gdzie podział się pies Argo?
2. to zbudował Willę Argo?
3. Kim był tak naprawdę Nestor?
4. Kim była Penelopa?
5. Co stało się z Diego?
6. Kto wszedł z Wenecji do Kilmore Cove zamiast Petera?
7. Czy aby napewno tajne przejście za półką w bibliotece prowadzi do nikąd?
8. Kim był i gdzie jest Ulysses Moore?
9. Kim była Anabelle?
10. Dokąd prowadzą wrota w cukierni?
11. Czy H.C. zginął w pożarze na Wyspie Masek?
12. Jeśli nie to jakim cudem podpalacze z Wenecji znaleźli jego nienaruszone ubranie?
13. A może ono było tylko falsyfikatem?
14. Hrabia C. był agentem tajnej policji czy inkwizycji?
15. Jak znalazł się na Wyspie Masek?
16. Gdzie pierwszy raz przedstawia go autor?
17. Skąd Podpalacze mogli się o nim dowiedzieć?
18. I dlaczego akurat jego płaszcz i maska były przedmiotami prowadzącymi do Wrót Czasu, skoro można było się domyślać, że kazałby je zniszczyć?
19. (pytanie niezwiązane z H.C.) Jakim cudem w dokach i magazynach Podpalaczy, a raczej na ich terenie znalazły się małpy?
20. Skąd one pochodziły?
21. Kto je nasłał na podpalacza?
22. Czy były podobne do małpy Mrica Morenau?
23. (pytanie związane z małpą morica Morenau)Czy ocalała z pożaru?
24. Jeśli tak, to co się z nią stało?
25. (pytanie o Dom Bazgrołów)Jeśli spłonęło mu poddasze to czemu nie spłonęły niższe piętra?
26. (pytanie o rodziców Ulyssesa) Gdzie żył ojciec Ulyssesa kiedy przebywał w Wenecji?
27. Jak miała na imię matka Ulyssesa?
28. Ile lat miała jak zmarła?
29. Jakie było nazwisko ojca Ulyssesa?
30. Na co napędzany był balon penelopy?
31. Jeśli Willa Argo jest nad Labiryntem, to jak odległość je dzieli?
32. Powiedziane jest, że balonem lecieli bardzooo długo w ciemnościch. Więc czy to ma znaczyć, że labirynt to wielka jaskinia?
33. A może Labirynt jest we wnętrzu Ziemii?
34. (nadszedł czas na OBLIWIĘ)Czy jej prawdziwe nazwisko brzmiało Biggles (nie jestem pewna pisowni), czy Wulkman?
35. Czy połknął ją wieloryb?
36. Co stało się z jej domem?
37. A co z samochodami? (oprócz tego, że Manfred trochę je podniszczył...)
38. Czy imię Obliwia istnieje?
39. Czy jest to jej prawdziwe imię?
40. Czy wiadomo dokładnie na czym zbiła fortunę?
41. (teraz o eliksirze usypiającym) Czy był z czegoś więcej niż z rumianku?
42. Czy był zielony?
43. (teraz o Calypso) Czy Calypso jest córką BUDOWNICZYCH?
44. Czy jej pudelki były białe?
45. Skąd wzięła się w Kilmore Cove?
46. Czy jej matka jest jej córką?
47. Czy coś łączy ją z Moricem Morenau?
48. Czy Wrota Czasu w jej księgarni są czymś zasłonięte?
49. I dlaczego spod drzwi wycieka woda?
50. Czy te drzwi nie prowadzą do Atlantydy?
51. Czy część budowniczych zdołała uciec przed bestią?
52. Jeśli tak to gdzie poszli?
53. Czy jacyś ich potokowie są w Kilmore Cove?
54. Czy przypadkiem nie zalicza się do nich Calypso?
55. Jakiego koloru była bestia?
56. Skąd ją wzięto?
57. Czy jeszcze się pojawi?
58. Dlaczego nie zniszczyła balonu Penelopy?
59. Dlaczego jej nie zjadła?
60. Czemu nie przeszła dalej do Labiryntu?
61. Co trzyma ją tylko w salach należących do budowniczych?
62. Jak nazywały się te sale?
63. Czy miasta przed Labiryntem, tak jak on rozciągają się pod miejscami magicznymi?
64. Co sprawia, że Zefir(nie jestem pewna czy dobrze pamiętam) ma złotą skórę?
65. Czy rodzina Ostatniej też jest w Labiryncie?
66. Jeśli tak to Ostatnia dosyć długo wegetuje sama wśród ruin Arkadii... Co daje jej tak dobry stan zdrowia i młodość?
67. Czy ona jest nieśmiertelna?
68. Jakim językiem mówi?
69. Czy "margerytki wiatru" czy jakoś tak, rosną tylko w jednej dolinie Pirenei?
70. Co ma na sobie Obliwia, która postanawia wypłynąć w morze na skuterze wraz z dyrektorem szkoły?
71. Czy nadal jest cała pokryta ściekami?
72. Czy gliniane kuleczki (znalezione przez bohaterów w 1 części) można znaleźć tylko przy źródle młodości?
73. Czy to z nich "wykluwają się" świetliki rozświetlające, choć odrobinę drogę do Metis podczas pierwszej podróży?
74. To w końcu gdzie leży Kraina Puntu?
75. Gdzie znajduje się ARAGHATI (czy jakoś tak, ta nazwa występuje tylko w grze na okładce "Ukrytego Miasta")?
76. Ile sal ma Labirynt?
77. Czym jest oświetlany?
78. Czy bestia przypomina wilka?
79. A smoka?
80. To może wielkiego psa?
81. Ile ma zębów?
82. Czy ma jedno oko?
83. Czy to oko jest czerwone?
84. Ile ma lat?
85. Ile lat ma pani z wyspy Gujana (czy jakoś tak)?
86. Czy jest mulatką?
87. Ile ma lat?
88. Ile lat ma ekretarz?
89. Czy ma ponad 500 lat?
90. Skąd przybył?
91. Czy ma rodzinę?
92. Ile lat ma Leonard Minaxo?
93. Skąd przyjechała Calypso?
94. Czy w Kilmore cove jest jakiś urząd?
95. A listonosz?
96. Mają tam przychodnię?
97. Gdzie jest córka Doktora Bowena?
98. Czyj różowy telefon znajduje się na okładce, w środku, trzeciego tomu?
99. Czy Gwendalina ma 30 lat?
100. Skąd wzięła się w Kilmore cove?
101. Czy wróciła z Manfredem z Egiptu?
102. Czy Penelopa była w Krainie puntu z mężem?
103. Dlaczego Ulysses myślał, że spadła z urwiska?
104. Ile lat ma manfred?
105. Czy jeszcze się pojawi?
106. Po czyjej stronie będzie?
107. Czy weźmie ślub z Gwendaliną?
108. Jak ma na imię matka Gwendaliny?
109. Czy Obliwia utonęła?
110. Czy zjadł ją wieloryb?
111. Czy szczątki Bowena zjadła bestia?
112. Czy miał ze sobą Pierwszy Klucz?
113. Kto stworzył Pierwszy Klucz?
114. Czemu żółwie to symbol budowniczych?
115. Kim był Spencer?
116. Ile przeżył przygód?
117. Skąd wziął statek podobny do Metis?
118. Czy jego statek i Metis są "spokrewnione"?
119. Kto zbudował Metis?
120. Czemu wulkan to wejście do Labiryntu?
121. Czy każdy może stworzyć Miejsce z Wyobraźni?
122. Gdzie jest Penelopa?
123. Czy żyje?
124. Jeśli nie dlaczego?
125. Czy Rick odzyska swój plecak?
126. Po co złodziejom zegarek Ricka?
127. Czy Spencer na prawdę przeniósł wrota w inne miejsce?
128. Jeśli tak to jak to zrobił?
129. Czemu owe wrota się popsuły?
130. Czy da się je naprawić?
131. Czy Homer to dobry człowiek?
132. Czy ojciec Homera żyje?
133. Czemu Homer chciał mieć córkę?
134. Czy kocha swoich synów?
135. Czemu rzeczy z Klubu Podróżników traktuje jak swoje?
136. Co zobaczył Leonard na bagnach?
137. Czy małpy urządziły sobie party?
138. A może to był rytuał?
139. Skąd Spencer ma czaszki małp?
140. Czy to zaczarowane małpy?
141. Z jakiego świata pochodzą?
142. Czy jest to miejsce z wyobraźni?
143. Czy Tajemnicza Wyspa zawsze była opuszczona?
144. Czy zawsze było tam więzienie?
145. Dlaczego nie było tej wyspy na mapach?
146. Czy był tam główny szlak ptaków?
147. Czy wulkan na owej wyspie kiedyś wybuchnął?
148. Jeśli tak to ile razy?
149. Jeśli nie to czemu?
150. Skąd wziął się kamień, który przykrył krater?
151. Czemu Filnt śledził Nestora?
152. Czy kuzyni tęsknią za najstarszym z nich?
153. Czy martwią się o niego?
154. Czy Julia pokocha Flinta?
155. Czy Filnt znajdzie dziewczynę?
156. Czy wychowawczyni Filnta i innych okaże się imigrantką?
157. Czy jest ona wtajemniczona w Wielkie Wakacje?
158. Czy wie ona coś o istnieniu wrót?
159. Czy Kilmore Cove stanie się Miejscem z Wyobraźni?
160. Jak na prawde miała na imię Obliwia Newton?
161. Czemu Podpalacze zniszczyli swój ogród?
162. Czy pan Homer o tym wie?
163. Czy Wojnicz zostanie w Kilmore Cove?
164. Czy na Freda czeka góra papierzysk?
165. Czemu źli ludzie z dawnej Wenecji wynieśli maszynę Dedalusa?
166. Z czego Peter zrobił swoją kukłę?
167. Czy zależało mu na niej?
168. Czy wrócą do domu?
169. Co z Tommim?
170. Czy worek pcheł zostanie z nim?
171. Czy rodzina Covenat wróci do Londynu?
172. Czym jest pozytywka?
173. Czemu mama Nestora umarła?
174. Jak do Wielkich Wakacji dotarł list z prośbą o odebranie kluczy do wrót?
175. Czemu ten list w ogóle przychodzi?
176. Jak to możliwe, że w Labiryncie nie ma czasu?



Mam nadzieję, że teraz już uwierzyliście mi i przekonaliście się sami, że pan Pierdomenico Baccalario stworzył tak niesamowity świat, tak cudowną i zawiłą fabułę, jakby było to naprawdę - jakby te stare księgi z legendami istniały i zostały spisane do ksiąg Ulysses Moore, jakby wszystkie postacie żyły naprawdę a wydarzenia były prawdziwe - inaczej tak ciekawego świata nie dałoby się stworzyć. A jednak... Ja tu widzę prawdziwy geniusz i profesjonalizm. Tak prostym językiem zarysować miasteczko, które nawet nie istnieje. Przedstawić i niesamowicie opisać miejsca, których nie ma.


No właśnie, opisy. W serii Ulysses Moore jest ich dużo. Naprawdę dużo. I dobrze. W końcu bohaterowie znajdują się w tylu ciekawych i wymyślonych miejscach, że każdy czytelnik również chciałby je poznać. Baccalario opisuje je bardzo wyczerpująco, nie nudząc jednocześnie, co pozwala na przeniesienie się do świata Jasona, Julii i Ricka.


Wspomniałem już o fabule i wielowątkowości - cechach, które wypadły w serii najlepiej. Grzechem byłoby nie napisać o bohaterach, którzy zróżnicowani są tak bardzo jak wiele jest wątków w powieści.

Jason i Julia to rodzeństwo, które kocha się, mimo wielu sprzeczek, które nadarzają się przy okazji przeprowadzki. Julia to osoba bardzo zaradna, inteligenta, żywiołowa, aczkolwiek ostrożna i rozsądna. Jason jest przeciwieństwem Julii... ale tylko na pierwszy rzut oka. Chłopak jest impulsywny, podejmuje decyzje bez zastanowienia, co wiąże się z dużym ryzykiem i wielką dawką adrenaliny. Jason jest odważny ale bardzo opiekuńczy - szczególnie wobec swojej siostry. Próbuje to ukryć, ale w dalszych częściach po prostu to widać.

Rick to osoba silna. W końcu to on przemierza na rowerze całe Kilmore Cove, nierzadko podjeżdżając pod górę w stronę Salton Cliff. Rick jest najmądrzejszy z całej trójki, zazwyczaj to on rozwiązuje wszystkie napotkane zagadki albo... naprowadza na właściwy tor przebłyskujący geniusz Jasona. Jest to postać godna zaufania i w przeciwieństwie do swojego przyjaciela - próbuje myśleć, zanim coś zrobi. Po wielu przygodach, zakochuje się w Julii (w końcu czym byłaby książka bez dobrego wątku miłosnego?).


Obliwia Newton to zły charakter występujący w pierwszych 6 częściach. W mniemaniu pisarza, miała być przerażającą i przebiegłą bisnesmenką, która chciała zdobyć władzę nad wrotami czasu, krzyżując wciąż plany głównych bohaterów. Musze przyznać, że jako zły charakter nie sprawiła się dobrze. Była nieudaną parodią... choćby Cruelli Demon (tak jakoś mi się nasunęło). Potwornie irytowała mnie każda scena z jej udziałem. Gdy w drugiej części ukradła tak ważną dla dzieci mapę, której szukali wytrwale bardzo długo, zrobiło mi się gorąco ze złości. Pod koniec piątej części zacząłem ją lubić. Bawiła mnie jej przebiegłość i tajemniczość. Zawsze lubię najdziwniejszych bohaterów za ich najdziwniejsze cechy - tak było tym razem. Pamiętam, że zawsze współczułem jej, jej dość felernego końca, tj. zjedzenia przez wieloryba!


W dalszych częściach, gdy tajemnice związane z Ulyssesem Moorem zostają rozwiązane (nigdy nie spodziewałbym się kim bym i gdzie [!] znajduje się były mieszkaniec Argo), a Obliwia już nie zagraża, pojawiają się nowi bohaterowie. Ulysses Moore spisywał historię Jasona i Julii i właśnie te notatki przeczytał Tommi. Pokazał je Anicie. Oboje mieszkają w Wenecji. Tej... współczesnej.

W domu, który odrestaurowuje matka Anity, dziewczyna znajduje książkę. Niby niepozorny notatnik, ale przeglądając strony natrafia na ikonkę z mężczyzną. Dotyka palcem obrazka i nagle świat wokół niej zaczyna wirować, jakby znikał, słyszy niski, męski głos. Przerażona zamyka książkę i więcej jej nie otwiera.


Pod przykrywką wyjazdu na wakacje, Anita udaje się z tatą w najbliżej położoną Kilmore Cove wioskę, którą można znaleźć na mapie (dodam, że Klub Podróżników w Wyobraźni [Kim byli? Jak podróżowali? Dokąd? Zapraszam do lektury] bardzo się postarał by na świecie nikt nie usłyszał o wiosce). Mówiąc tacie, że wybiera się na spacer, zaczyna swoje poszukiwania Kilmore Cove. Kieruje się wskazówkami danymi jej przez tajemniczego pisarza, który spotkał się z nią w Wenecji (któż mógł to być? Tak, Baccalario.) Gdy dociera do Ulyssesa i trójki przyjaciół, wszystko znów staje na głowę - za sprawą Książki-Okna. Dalej, jak lawina, spadają kolejne problemy, zagadki ale również wyjaśnienia (choć te ostatnie nieliczne).


Nie wiem, jak wiele osób wie, ale pan Pierdomenico Baccalario chciał początkowo zakończyć serię Ulysses Moore po części 6, czyli w połowie teraźniejszej serii. Moim zdaniem byłby to ogromny błąd. Pamiętam, że początek siódmej części był bardzo odrębny od końca części szóstej. Zaczął się w zupełnie innym miejscu, czasie, z innymi bohaterami... Poza tym, znudziły mnie pierwsze rozdziały, które w gruncie rzeczy sprowadzały się do poszukiwania kota Anity. Za dziewczyną również nie przepadałem, zresztą, gdy zakochała się w Jasone, znienawidziłem ją jeszcze bardziej. Później stała mi się obojętna, momentami zabawna. Niewątpliwie jednak mocno odświeżyła i na nowo ruszyła fabułę. Wniosła ze sobą coś nowego - książkę-okno.


Ciężko jest mi pisać nie zdradzając fabuły, a poza tym mam tyle do napisania i wychwalenia, że napiszę tylko kilka ogólnych rzeczy. Bardzo podobały mi się wszystkie części Ulyssesa. Jestem pewien, że moją idolką na zawsze pozostanie część dziesiąta. Była tak ciekawa, wciągająca, pokazująca nowy świat w wyobraźni i zdradzająca tak ważne informacje, że końcówkę lektury czytałem dziesiątki razu - by na nowo odświeżyć informacje. To właśnie w tej części wyjaśniony został fenomen wrót, kluczy i budowniczych.


Nie wiem, co mógłbym jeszcze napisać o tej wspaniałej serii. Hmm... No właśnie. Jak moglibyśmy nie zwrócić uwagi na przepiękną szatę graficzną serii. Obwoluty są niesamowite, misterne, z wieloma ukrytymi symbolami. Same okładki (po zdjęciu obwolut) są jak zakazane, stare księgi. Bardzo dobry pomysł. Gdy zaś otworzymy książkę, w środku spotkać możemy dużo obrazków, pięknych ozdób i tym podobnych. Spójrzcie sami:













Jak sami widzicie, piękne ozdoby, notatki i szkice urozmaicają i pobudzają wyobraźnię. To tylko jeden z bardzo wielu powodów, dla których polecić chciałbym lekturę wszystkim. Sądzę, że gadanie, iż jest to powieść dla dzieci, jest po prostu żenujące - kto tak powiedział? Kto sądzi, że wciągający świat przedstawiony przez Baccalario nie spodobałby się innym, starszym? Na jakiej podstawie? Znam dziewiętnastolatków, którzy rozkochują się w serii Ulysses Moore. Tak więc, wymówka "jestem za stary/a" nie działa.

Naprawdę bardzo warto sięgnąć po lekturę. Jest ona co prawda długa - ma 12 części - ale nim się spostrzeżecie, to będziecie już przy dwunastej... A wtedy zacznie się smutek, że nie ma już nic więcej. Dzięki tej serii odkryłem na nowo, że czytanie to nie ruszanie oczami wzdłuż linijek - dzięki Ulysses Moore dowiedziałem się, jak cudowny może być świat zamknięty w okładce a hobby to pozostało na długie lata i mam nadzieję, że zostanie na zawsze. Polecam i oceniam na 10/10 bo tylko tyle mogę dać :c

Przy okazji mogę dodać, że przedwczoraj kupiłem szóstą część Ulysses Moore i brakuje mi tylko jednej części, aby mieć na półeczce całą kolekcję tej niesamowitej serii, tj. brakuje mi Kamiennych Strażników (cz. 5).


Udostępnij: