Świat Simone Sauvelle, oraz jej dzieci, wali się, gdy jej mąż umiera. Tylko dzięki pomocy sąsiada znajduje bardzo zachęcającą i dobrze płatną pracę jako ochmistrzyni w rezydencji niejakiego Lazarusa Janna. Wraz z Irene i Dorianem wyprowadza się do Normandii, malutkiej mieściny, w której nowinki roznoszą się z prędkością światła. W pierwszy wieczór rodzina poznaje osobiście mężczyznę, który hojnie płaci za ich utrzymanie, ale sama rezydencja budzi w ich obawy i zachwyt - każde pomieszczenie wypełnione jest automatami, zabawkami. Dodatkowo dowiadują się o chorej żonie człowieka i zakazach dotyczących zwiedzania domu. Irene szybko poznaje nowych przyjaciół. Gdy dochodzi do tajemniczego zabójstwa rozpoczyna się walka o przetrwanie.
Gdy zacząłem czytać "Światła września", miałem bardzo silne wrażenie, że książka będzie przypominać "Księcia Mgły". W gruncie rzeczy wiele aspektów się zgadzało - przeprowadzka, nowe miasteczko (nowy dom), na dodatek mieścina leży nad morzem... Zacząłem się zastanawiać, czy Zafón nie miał z zanadrzu czegoś lepszego, ale ostatecznie okazało się, że podobieństwa kończą się już na początku. Potem było coraz lepiej i coraz ciekawiej.
To, co zaskoczyło mnie w książce Carlosa Ruiza Zafóna to swoboda w kreacji różnych historii. Przez kilka stron bohaterowie potrafili recytować niezwykle wciągającą i wiarygodną opowieść. Na dodatek, nie zawsze okazywały się one prawdziwe, a przynajmniej nie wszystkie szczegóły były takie jak w rzeczywistości i w miarę rozwoju książki znajdowaliśmy wraz z bohaterami kolejne elementy układanki, aby wreszcie - na sam koniec - otrzymać kompletną opowieść, która wyjaśni nam wszystko, ale nie koniecznie pomoże w naprawieniu szkód. Mogliśmy poszukiwać odpowiedzi w raz z postaciami i weryfikować słowa mówcy, które brzmiały naprawdę przekonująco. Myślę, że właśnie to najbardziej spodobało mi się w "Światłach września", ale także w "Księciu Mgły".
Bohaterowie w książce byli dość standardowi, ale mimo wszystko ich polubiłem. Irene - przyjacielska, uparta i odważna. Ismael - niemal idealny, przynajmniej w oczach jego dziewczyny, troskliwy i silny psychicznie, jak i fizycznie. Brat Irene - Dorian - zamknięty w sobie (woli swoje hobby, niż znajomych), ale nieustraszony, choć tylko na samym początku. Generalnie postacie ze "Świateł września" nie odznaczali się niczym szczególnym i oryginalnym, ale miło się o nich czytało i z radością oraz zainteresowaniem śledziło ich kroki na drodze do rozwiązania tajemnicy.
Recenzja dość krótka, ale sam nie wiem, co mógłbym jeszcze powiedzieć. Dodać mogę, że akcja od samego początku książki przyspiesza coraz bardziej, aby na koniec pędzić tak szybko, że ledwo możemy nadążyć. Ponadto, autor świetnie opisuje miejsca, w których rozgrywa się akcja, dzięki czemu możemy bez trudu wyobrazić sobie wszystkie zakątki. Mimo wszystko, nie czułem klimatu tej lektury. Nie mogłem wsiąknąć w ten świat i nie wyczuwałem ziejącego z niego mroku i tajemnicy. Była to dla mnie jedynie ciekawa historia dwójki nastolatków, w mieście z domem z zabawkami. Nie mogę jednak nie polecić tej pozycji. Oceniam zaś na 7 na 10.
~
Hej, co u Was? O boże, naprawdę nie wierzę w to, co się dzieje. Czyżby naprawdę jutro był ostatni dzień sierpnia. Kiedy to ja mówiłem, że zostało do końca jeszcze tak dużo czasu? Mimo pewnej dozy strachu, oczekuję już tego 2 września, bo żyję teraz w jego cieniu XD Poza tym przyjdą wtedy moje dwie kochane książki, które udało mi się zamówić na promocji ZNAK'u (czyli "Przez bezmiar nocy" oraz "Kroniki Ellie 3"). Poza tym, nawiązałem współpracę z Zieloną Sową. Jestem naprawdę zadowolony c: Miłego weekendu, pozdrawiam!

