Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Grant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Grant. Pokaż wszystkie posty
17 sierpnia 2013
Czas już pożegnać się z serią "GONE" amerykańskiego pisarza Michael'a Granta. Podsumowanie serii to luźniejsza forma recenzji, dość schematyczna bo podzielona na kilka stałych części. Jest to sposób na to, aby po raz ostatni przypomnieć sobie całą fabułę, bohaterów - przyjrzeć się wszystkiemu z góry i wyrzucić z siebie to, co mogło zostać wcześniej nienapisane, a na co chciałbym zwrócić uwagę. Zaczynamy.
Michael Grant urodził się w 1954 roku w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych. Dorastał w wojskowej rodzinie, stąd nieraz musiał przeprowadzać się i - jak mówił - wybrał zawód pisarza, gdyż jest to jedyna rzecz jaką może zajmować się wszędzie, gdzie jest. Jego znana na całym świecie seria "GONE" ma sześć części - ostatnia wydana w marcu 2013 roku. W 2012 pojawiła się jego nowa książka "BZRK".
Opis. "GONE" to niezaprzeczalnie seria, o której słyszał każdy miłośnik książek fantastycznych, antyutopijnych i młodzieżowych. Opowiada historię niespotykaną i niezwykłą. Tak oto, w dzień jak każdy inny, znikają wszyscy dorośli i młodzież powyżej piętnastego roku życia. Początkowa euforia nie trwa jednak długo. Okazuje się, że dzieci są uwięzione pod kopułą, a jej centrum jest elektrownia atomowa. Pojawiają się dziwne mutacje, moce, których można użyć aby pomagać dzieciakom, a także aby nieść postrach. Przywództwo nad Perdido Beach obejmuje tajemniczy chłopak imieniem Caine. Już wkrótce rozpoczynają się bunty i Sam - jedyny, który waży się przeciwstawić przybyszowi - rusza do akcji. W międzyczasie zaś znikają kolejne osoby i nikt nie wie, jak temu zaradzić...
Pomysł. Nie będę pisać o tym, jak dobry jest pomysł na fabułę, bo o tym wszyscy już wiemy. Może sama kopuła, pod którą uwięzieni są ludzie to nie autorska idea pisarza, ale mimo wszystko znikanie w wieku piętnastu lat, mutacje, Ciemność - wszystko, czego oczekiwałby fan fantastyki. Tutaj chciałem jednak spojrzeć na jeszcze jeden, osobny aspekt. Obok zabawy tym, co natura dała (strzelanie z rąk, superprędkość i lewitacja), w Perdido Beach rozgrywa się prawdziwy dramat, którego jesteśmy świadkami. Przed chwilą nasi bohaterowie uczyli się jak wyliczać pierwiastki, lub czytali literaturę na lekcjach angielskiego, a teraz - rzuceni na głęboką wodę - muszą przeżyć w niebezpiecznym świecie, bez nadzoru osób starszych. Jak szybko się okazuje, nie tak łatwo objąć władzę w liczącym kilkaset osób społeczeństwie. W każdej fazie dzieci zmagają się z innym problemem. Na początku było to samo zaaklimatyzowanie się w nowym świecie, potem walka o jako taki pokój. Dalej, okazuje się, że jedzenie nie przychodzi samo. Głód doskwiera wszystkim i potrafi nawet zabić. W kolejnych częściach bywa jeszcze gorzej a chwile triumfu nie trwają długo. Bardzo podoba mi się to, że autor, oprócz czystej akcji i fantastyki, wplótł w fabułę nieco psychologii. Obserwujemy zachowania dzieci. Zmieniają się one w dzikie zwierzęta. Dziesięciolatek, który grał w piłkę, teraz chodzi z kijem bejsbolowym i gwoździami, aby w razie potrzeby zabić kogoś, aż pozostanie po nim mokra plama. Brutalne, ale czyż nie tacy jesteśmy? Właśnie to próbuje nam pokazać Grant. Każdy jest w stanie się zmienić, jeśli sytuacja będzie tego wymagać. A to, jacy jesteśmy teraz, to tylko przebranie. Przyodziana maska na potrzeby życia w społeczeństwie takim, jaki znamy. Z każdego z nas uciec może bestia, która będzie bez namysłu zabijać, aby chociażby zdobyć pożywienie i łyk wody.
Język i styl pisania. Od pierwszych stron zauważyłem, że autor pisze nieco inaczej, niż inni jego koledzy po fachu. Grant opisuje czasem świat w kategoriach myślenia dzieci, dlatego bywało tak, że pisał krótkie, oczywiste zdania - takie, jakie wypowiadał np. Ork, nie najinteligentniejszy z mieszkańców ETAP'u. Było to coś na zasadzie "Ork idzie tam, aby się napić. Ork musi się napić. Ork o tym wie. Dzięki temu Ork nie będzie czuł bólu". Przedstawiał nam pokrótce schematy myślenia bohaterów, właśnie w takiej formie. Było to dość zabawne, choć czasem zastanawiałem się, czy Grant robi to specjalnie czy naprawdę tak pisze. Generalnie rzecz ujmując, autor piszę naprawdę bardzo przystępnie dla młodzieży, w prosty sposób. Jego dialogi nigdy nie były wymuszane a opisy - choć czasem długie - wciągały, bo, jak myślę, warto było wyobrazić sobie świat ETAP'u ze szczegółami. Dodatkowo, zawsze zwracałem uwagę na to, że Grant stara się przedstawić Perdido Beach oczami jak największej ilości bohaterów. Kolejno przedstawiał nam poczynania Bryzy, Sama, Caine'a z Dianą, Drake'a, Edilio, czy Alberta. Dzięki temu mogliśmy poznać wiele różnych punktów widzenia, wiele poglądów na ten sam temat oraz śledzić różne postacie zastanawiając się, co też one robią. To również jest dość niespotykane, bo w książkach, które czytam, akcja skupia się tylko na kilku głównych bohaterach a reszta opisywana jest tylko, gdy z postaciami pierwszoplanowymi się spotka...
Bohaterowie. A było ich naprawdę dużo. W sumie nie mam zbyt dużo do powiedzenia, jeśli o nich chodzi. Zacznijmy od elity, czyli Sama, Astrid, Edilio i Pete'a. Sam od pierwszej części bardzo mnie irytował. Strasznie niezdecydowany i nierzadko mówił tak, jakby nie warto było żyć. Teraz, gdy wiem, jak kończy się cała seria, nie żałuję, że podjął taką a nie inną decyzję pod koniec pierwszej części, ale wtedy wręcz się zdenerwowałem, bo byłem pewien, że jego dobroduszność będzie zgubna i przyniesie wiele zła w przyszłości. Zaskoczył mnie wręcz tym, że poszedł do swojego pokoju popłakać, kiedy Caine i jego banda byli okrążeni i uwięzieni w elektrowni... Po prostu nie miałem słów. A gdy Zil spalił pół miasta i bezkarnie podburzał wszystkich, zastanawiałem się, czy nie zamknąć książki. Gdy wreszcie Sam stał się twardy i zrozumiał to, co należy robić z problemami, polubiłem go. Zaimponowało mi to, że na oczach matki spalił ciało Penny - nie żal mi jej było. Astrid to zaś inna historia. Z nią było odwrót. Na początku ją lubiłem a potem przestawałem. W pierwszej części była idealna i nie przeszkadzało mi to. Gdy zaczęły się ujawniać jej prawdziwe cele i żądza władzy, zaczęła mnie denerwować. Poza tym była straszną hipokrytką. A ponieważ tak strasznie dbała o swojego braciszka Pete'a, którego tak nienawidziłem, irytowała mnie jeszcze bardziej... Resztę przyjaciół Sama lubiłem. Edilio, Bryza, Dekka i nawet Albert - każdy miał swój charakter i każdy na swój sposób próbował ratować to społeczeństwo przed zagładą. Więcej nie będę o nich pisać.
Są jeszcze jednak trzy osoby o których warto napisać. Caine, Diana i Drake. Zacznę od tego ostatniego. Tak bardzo go nienawidzę, że nie potrafię tego wyrazić. Gdy tylko o nim czytałem, zaczynałem się męczyć, bardzo mnie denerwował i gdy Sam, zamiast go spalić, zapiął w łańcuchy, myślałem, że wybuchnę. Tutaj kolejna wada Sama - po co pozbywać się problemu? Można go zostawić na przyszłość... Caine był dziwną postacią bo od początku na zmianę go lubiłem i nie lubiłem. Ostatecznie jest okej, ma swoją ciekawą osobowość ale jego poświęcenie nie ujdzie mojej uwadze. Diana również jest dziwna, ale do niej mam mniej sympatii. W piątej części dałem jej szansę i miałem nadzieję, że będzie już taka na zawsze. Może nie do końca przez nią samą, ale jednak - znów stanęła po złej stronie i podążała za Gai'ą. Mimo, że finalnie również okazała się dobra i zaprzyjaźniła się nawet z Astrid i Laną, to zniechęciłem się do niej. W sumie, myślę, że jest mi obojętna.
Ocena. Jak możecie się spodziewać, bardzo lubiłem serię Michael'a Grant'a i polecam ją wszystkim! Może nie była to najlepsza saga jaką czytałem w życiu, ale jest naprawdę dobra i trzeba się z nią zapoznać. Wszyscy, którzy jeszcze zwlekają - nie wiem na co czekacie. Mnie "GONE" wciągnęło tak, że w ciągu jednego miesiąca przeczytałem wszystkie części. Teraz pozostaje mi tylko pamięć o serii i rozmowy o niej z innymi, po lekturze "Fazy szóstej. Światła". Dodam jeszcze, że każda seria ma swoje minusy. Dla niektórych może być to zbyt dużo części (na dodatek grubych, jakby nie patrzeć), dla innych długie opisy zwyczajnego życia a właściwa akcja dopiero na koniec całej książki. Muszę przyznać, że czasem irytowało mnie to, że przez kilkaset stron było gadanie o niczym (szczególnie w "Głodzie") i tylko na koniec akcja ruszała do przodu. Ale za to z jakim impetem... Jeszcze raz zachęcam i oceniam na 8 na 10!
03 sierpnia 2013
"GONE. Faza szósta. Światło" Michael Grant
"GONE" to seria znana wszystkim miłośnikom powieści fantastycznych i dystopijnych. Od wielu lat utrzymywała się na listach bestsellerów a każda kolejna część była lepsza od poprzedniej. Teraz nadszedł czasz na zwieńczenie historii i zakończenie ETAP'u w taki czy inny sposób - "Faza szósta. Światło".
Ciemność narodziła się a Nemezis nie żyje. Nie ma już ratunku dla Etapowiczów. Gdy wszystkie kamery są zwrócone ku dzieciom, a te mogą wreszcie zobaczyć rodziny i porozmawiać z nimi, szybko okazuje się jak łatwo można zburzyć to, co powstawało przez kilka miesięcy. Przyglądanie się światu z zewnątrz nie da przecież jedzenia i bezpieczeństwa. Już wkrótce okaże się, że dzieci umierać będą na oczach bezradnych rodziców. Kolejne ataki Gai oraz jej chęć i radość ze śmierci innych nie pozostawiają złudzeń, że historia dobiega końca. Jak jednak będzie ów koniec wyglądać?
Z serią amerykańskiego pisarza, Michael'a Grant'a, spędziłem bardzo wiele miłych chwil. Bywało lepiej i gorzej, ale nie można zaprzeczyć, że "GONE" to fenomen. Kilka miesięcy temu byłem do serii nieprzekonany. Dziś nie wyobrażam sobie nie znać historii Sama i jego przyjaciół (a także wrogów). Kolejne części "GONE" nie zawsze wciągał akcją. Autor często opisywał zwyczajne życie i problemy zapominając o iskrze, przez co na rozwój zdarzeń musieliśmy długo czekać. W "Świetle" nie było czasu na rozmyślania, wszystko pędziło na łeb na szyję i ciężko było się połapać, co się dzieje. Wszystkie nierozwiązane dotychczas wątki skumulowały się, tworząc niezwykły i prawdziwy ciąg zdarzeń. Kolejne nieprzewidywalne zwroty akcji zwalały z nóg. Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłowości Grant'a, ale także jego perfidności. Bez skrupułów robi coś, co paraliżuje nas i szokuje - jest w stanie posunąć się naprawdę daleko. Dzięki temu też fabuła wydaje się realna i nienaciągana - nikt nie ma więcej szczęścia, a los nie zważa na dokonania czy status społeczny.
"Chciałem bohaterów, którzy z czasem dorastaliby z Wami, bohaterów, którzy doprowadzaliby Was do szału, sprawiali Wam zawód, budzili Waszą nienawiść, miałem także nadzieję na garstkę takich, których będziecie szanować, lubić, a może nawet kochać...". Muszę przyznać, że autor bezbłędne spełnił swoje zamierzenia, choć gdy jestem zmuszony czytać o kimś, kogo nienawidzę, zaczynam się zniechęcać. Od samego początku serii postacie bardzo się zmieniły. Sam zawsze irytował mnie tym, że nie był bezwzględny, a jego dobroduszność źle odbijała się w przyszłości. Astrid była hipokrytką, jak na mój gust zbyt idealną. Peter był chorym dzieciakiem, którego nienawidziłem, a Caine wręcz mnie męczył. Gdy patrzę teraz na bohaterów "Fazy szóstej", nie poznaję właściwie nikogo. Wszyscy zmienili się na lepsze a dzikie i niebezpieczne środowisko ETAP'u wyciągnęło z nich to, co pierwotne. Odkryli swoje wady i wyzbyli się sztuczności, zdjęli maski, które każdy z nas zmuszony jest nosić w normalnym społeczeństwie. Zaakceptowali się takimi, jacy są naprawdę. Niektórzy nie wytrzymali - zabili się lub zwariowali. Inni stanęli na wysokości zadania. Uważam więc, że autor świetnie wykreował bohaterów. Każdy przeszedł indywidualną walkę, którą poznajemy, co sprawia, że obok antyutopijnej powieści fantasy mamy domniemania, psychologię i historię zamkniętego społeczeństwa dzieci. To bardzo poruszające i pouczające, zważając na fakt, jak bardzo zżyli się ze sobą i jak cierpią po odejściu kolejnej osoby, a także na to, jak by zżyliśmy się z nimi i jak przeżywamy ich działania.
Żeby połączyć wszystkie pomysły i zalety książki, potrzebny jest talent, świeże podejście do tematu i oryginalność. Grant udawania, że wszystko to ma. Jego styl pisania jest prosty i bardzo przystępny dla młodzieży. W książce nierzadko pojawiają się długie opisy ale są one - bynajmniej - nienużące.
Ciężko napisać recenzję ostatniej części tak długiej serii. Wcześniej miałem już okazję wytknąć Grant'owi niedociągnięcia i pochwalić za pochwałę i pomysłowość. Teraz - gdy znam już koniec książki i wiem, że dalej nic już nie ma - widzę, jak bardzo polubiłem bohaterów "GONE" i jak wciągnęła mnie ich historia. Jak zawsze muszę jednak ponarzekać. Jedyna rzecz, jaka zawiodła mnie w "Fazie szóstej", to 'ostateczna walka'. Liczyłem na coś oszołamiającego i spektakularnego, a dostałem coś, co zdarzyło się tak szybko, że po chwili przestałem czytać i zacząłem się zastanawiać: "Czy to już?".
Mimo tego drobnego niuansu mogę zdecydowanie polecić szóstą część, a niewtajemniczonym - całą serię "GONE". "Fazę szóstą. Światło" oceniam na 9 na 10 i - niestety - żegnam się już z serią Michael'a Grant'a, być może jednak nie na zawsze.
~~
Hej. Jak widzicie pożegnałem się już z serią "GONE". Szkoda, bo jest naprawdę super :c Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Wiecie, nie mam laptopa i piszę recenzje u sąsiadki, więc raczej zamieszczać będę teksty jak uda mi się dostać do komputera - czyli raczej nie najczęściej (chyba, że w bibliotece). Powinienem już za niedługo dodać recenzję "Wybranych", którzy na koniec okazali się naprawdę fajni.
25 lipca 2013
"GONE. Faza piąta. Ciemność" Michael Grant
Któż nie słyszał o serii "GONE"? Amerykański pisarz powieści młodzieżowych, Michael Grant, spowodował prawdziwy zamęt na rynku książek fantastycznych a jego pozycje pną się na sam szczyt, zbierając po drodze rzesze fanów. Na początku do serii byłem nastawiony bardzo sceptycznie; nie miałem wręcz ochoty jej zaczynać. Po długich namowach przyjaciół, otworzyłem "Niepokój" i dałem się porwać historii, jakiej nie spotkałem nigdy wcześniej. Teraz, po skończeniu "Ciemności", pozostaje tylko żal, że przede mną tylko ostatnia część, gdyż mam ochotę na dużo więcej.
W ETAP'ie dzieją się dziwne rzeczy. Nic w tym nowego, prawda? Tym razem chodzi jednak o... pokój i względny dobrobyt. Kto by pomyślał, że pod kopułą o średnicy 30 km, dwójka braci rywalizujących ze sobą o władzę, jest w stanie dojść do porozumienia i z krawędzi przepaści doprowadzić społeczeństwo na Pola Elizejskie? Gdzie jest haczyk, co jest nie tak? Nawet, jeśli emocje wśród nastolatków opadły, siły wyższe nie pozwalają o sobie zapomnieć. Gdy na barierze pojawia się czarna plama, nikt nie wątpliwości, że jest to początek końca. Pozostaje tylko modlić się do Boga, ale czy w ETAP'ie Bóg naprawdę istnieje?
Niewiele serii jest w stanie przez kilka lat, nieprzerwanie, zachwycać czytelników na całym świecie a z każdą kolejną częścią tylko mocniej potwierdzać swój fenomen i wyjątkowość. Taką sagą jest bez wątpienia dzieło Michael'a Grant'a. Co jednak sprawia, że kolejne tomy są pochłaniane w kilka godzin a o historii ETAP'i myśli się w sklepie, w szkole i w autobusie? Nie można zaprzeczyć, że w serii "GONE", największym atutem jest fabuła. Sam pomysł, oraz mniejsze wątki i szczegóły, które za każdym razem są starannie dopracowywane, składają się na wizje świata, od którego nie da się uciec. Akcja, mimo, że nie pędzi szalenie do przodu, za każdym razem przynosi ze sobą coś świeżego i nieoczekiwanego. Świat Sama to świat smutny i do bólu prawdziwy. Nie ma tam miejsca na podkolorowywanie czy dopowiadanie. Wszystko jest zaprezentowane tak, jak powinno.
"Ciemność" jest po prostu godną i świetną kontynuacją poprzedniej - bardzo burzliwej i zaskakującej - czwartej części. Wszystko to, co miało miejsce w "Pladze", zostało zadowalająco pociągnięte. Nie tracimy wątków a nawet dostajemy więcej szczegółów i rozwinięcia, co jeszcze bardziej poszerza nasze własne wyobrażenia ETAP'u. To, co najbardziej mnie interesowało, to ułomny Pete, który wreszcie znajduje się tam, gdzie powinien od samego początku, oraz świat zewnątrz, którego nie zabrakło.
Wiele osób mówi, że w "Ciemności" akcja właściwie nie rusza się do przodu. Błąd. Może właśnie największą zaletą tej serii jest to, że autor nie szczędzi nam długich ale wciągających opisów życia nastolatków, bez pomocy dorosłych, pod kopułą nie do przekroczenia? Może warto zatrzymać się na chwilę i poznać bohaterów lepiej i przeczytać o tym, co robią i jak reagują na zmieniające się otoczenie? Fanów szybkiej akcji mogę jednak uspokoić i przekonać, że dzieje się wiele. Naprawdę, niesamowicie dużo - zważywszy na to, że jest to przedostatnia część.
Skoro fabuła i opisy są tak dobre, czy i bohaterowie przypadną nam do gustu? Z początku wszyscy byli jacyś sztuczni i każdy za dobrze grał swoją napisaną rolę. Teraz jest lepiej. Z niektórymi bohaterami - Samem, Edilio, Bryzą a nawet Caine'm - naprawdę się zżyłem, inni zaskoczyli mnie odmianą oraz zachowaniem ale w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Diana, którą na początku "Ciemności" znów polubiłem, zrobiła rzecz tak niewybaczalną, że żałuję dania jej szansy. W książce jest - jak zawsze - dużo bohaterów i śledzimy życie naprawdę wielu z nich dzięki czemu nic nam nie umyka. Różnicą jest to, że nikt nowy już się nie pojawia. Nie mamy się jednak czym martwić. Nasz stary przyjaciel nie pozwoli nam na nudę...
Cóż mogę więcej powiedzieć? Cieszę się, że przekonałem się do serii, gdyż nie wyobrażam sobie teraz tego, że mógłbym nie poznać historii Sama, Astrid i Pete'a. "Ciemność" to przedostatnia część tej długiej serii, mimo wszystko nie zwalnia tempa i utrzymuje poziom. Żałuję, że przede mną już ostatnia część, ponieważ "GONE" naprawdę mnie zachwyciło. Mimo nie najszybszej akcji i niektórych irytujących bohaterów, nie mogę serii nie polecić a "Fazę piątą" oceniam na 9 na 10.
~~
Witajcie! Co u Was? No tak, wakacje mijają w zabójczym tempie. Dzisiaj wybrałem się do biblioteki i upolowałem "Fazę szóstą. Światło", tak więc dzisiaj wieczorem zaczynam moją ostatnią przygodę z serią "GONE". A poza tym wziąłem "Zorzą północną" i losową książkę Zafóna ("Książę Mgły" najlepszy nie był ale czemu miałbym nie spróbować po raz drugi?). Na razie to tyle. Dzięki że jesteście, że odwiedzacie bloga i go komentujecie. Pozdrawiam serdecznie!
13 lipca 2013
"GONE. Faza czwarta. Plaga" Michael Grant
Z miesiąca na miesiąc, w ETAP'ie jest coraz gorzej. Gdy jeden problem zostaje zażegnany, pojawia się kolejny, gorszy. Tym razem jednak, wszystkie błędy, ataki oraz zemsty kulminują się w jednym momencie. Jest źle, żeby nie powiedzieć katastrofalnie. Gdy Sam wyrusza na poszukiwanie wody, w mieście dzieją się rzeczy, o których nawet by nie pomyślał. Ciemność wraca w nowej odsłonie a mały Pete zachowuje się coraz dziwniej.
GONE to seria, którą mam okazję czytać już od dłuższego czasu. Zaliczała wzloty i upadki, poruszała do granic możliwości, aby potem zawieść. Mimo wszystko, z każdym kolejnym tomem jest coraz lepiej, błędy i niedociągnięcia są eliminowane, a na ich miejsce wkraczają niezwykłe pomysły i duża wyobraźnia. Udowodniła to wcześniej część trzecia, teraz również i czwarta - "Plaga".
Mimo, że na rozwój akcji musimy zaczekać dość długo, autor zaskakuje nas naprawdę świeżymi i niezwykłymi pomysłami. Wciąż pojawia się coś nowego, co nie daje żyć naszym bohaterom a sprawy komplikują się coraz bardziej. Cieszę się, że autor nie skupia się na jednej rzeczy w kółko, a z każdą kolejną częścią wprowadza coś innego, niespodziewanego. Epidemie, robale czy inne stworzenia, które są dla nas niespotykane, w ETAP'ie stają się codziennością, mimo, że wcześniej nikt nie miał o nich pojęcia. Dziwne jednak, że pojawiają się tak nagle i atakują dopiero w czwartej części, jakby wcześniej nie istniały, albo dopiero mutowały. Może właśnie tak było?
GONE to seria wielowątkowa i nikt nie zdoła temu zaprzeczyć. Autor opisuje historie wielu bohaterów jednocześnie, skupia się i na głównych bohaterach, i na epizodycznych, także z różnych warstw społecznych - Grupa Ludzi, szpital czy też Rada. Nie zapomina także o naszym wrogu, Caine'ie, który na dłuższy czas zniknął z życia miasta, zamieszkując z ukochaną i najbliższymi przyjaciółmi (sługami) na wyspie. Czytamy o tym, jak dobrze mu się powodzi i mamy możliwość porównania ich beztroskiego życia z męką na stałym lądzie. Wszystkie wątki rozpoczęte w poprzednich częściach były dobrze i oryginalne pociągnięte. Nie można oczywiście skupić się na wszystkim, ale autor wybrał dość ciekawy wariant, opisując szczegółowiej umysł Pete'a, to co czuje i widzi w swoim ograniczonym (czy aby na pewno?) umyśle. Dodatkowo, wątek romantyczny, między Samem a Astrid, jest zadowalający, przynajmniej dla mnie. Nie wróżyłem im nigdy dobrej przyszłości ale może szanse są, oboje są chętni, a żaden nie zrobi pierwszego kroku. Ta logika...
W serii, jak zawsze, pojawiają się nowi bohaterowie, nowe informacje oraz nowe problemy. Grant nie wprowadza postaci, które namieszają w historii ETAP'u, ale wpływ przybyszów z wyspy jest dobrze widoczny, tak samo komentarze prawdomównego Tota, którego w gruncie rzeczy polubiłem. O ile w poprzednich częściach bohaterowie wydali mi się sztuczni, jak kukły na sznurkach, nie podejmujący własnych, racjonalnych decyzji, o tyle teraz nie zabrakło zaskoczenia i szerokiego uśmiechu, gdy decyzje choćby Astrid, budziły aż lęk i niedowierzanie. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, że autor bez skrupułów zabija każdego, kogo się da. Nie ważne, czy jest to postać bliska Samowi, najważniejsza w mieście, czy też epizodyczna, pojawiająca się raz czy dwa. Na szczęście mamy Lanę, która pomaga wszystkim załatać ich rany. Jest to dość tajemnicza dziewczyna, ale naprawdę za nią przepadam. Szczególnie, że jej nowy przyjaciel wreszcie dociera do jej wnętrza i roztapia jej lodowate serce.
Grant dobrze opisuje świat przedstawiony. Jego opisy są wciągające i ciekawe, a także niedługie, co moim zdaniem jest atutem. Autor zaskakuje na każdym kroku, szczególnie odkryciem pociągu z interesującą zawartością. Jego pomysłowość jest dla mnie wręcz niespotykana, szczególnie po tym, co zgotował nam na koniec... Nie mógłbym uwierzyć, że do czegoś takiego kiedyś dojdzie, a tu proszę. Pete, Caine, Albert... Mistrzostwo. Mam nadzieję, że kontynuacja "Plagi" będzie tak samo genialna, bo naprawdę jest o czym pisać i co rozwijać.
"Plaga" to kolejna część, która zaskoczyła mnie pomysłowością fabuły. Autor nie skąpi nam zaskoczeń i na każdym kroku dzieje się coś, w co ciężko uwierzyć. Mimo, że prawdziwa akcja rozpoczyna się pod koniec książki, historia ETAP'u wciąga dzięki wielowątkowości i dobrym opisom wielu bohaterów, w tym z Grupy Ludzi, tych umierających, z Rady oraz tych po prostu przyglądających się ich nowemu światu. Mogę prawie bez zastrzeżeń polecić czwartą część wszystkim zainteresowanym. A czytelników, którzy nie zaczęli przygody z serią, zachęcić do sięgnięcia po część pierwszą, czyli "Niepokój". 8 na 10.
07 lipca 2013
"GONE. Faza trzecia. Kłamstwa" Michael Grant
"GONE" to seria, którą znają wszyscy miłośnicy książek. Polecana jest właściwie przez wszystkich. Drugi tom sagi był, w mojej ocenie, dość słaby, ale szybko sięgnąłem po część trzecią, aby dowiedzieć się, czy Grant rozwinie historię i poprawi swoje błędy. Muszę przyznać, że tomem trzecim autor niezwykle mnie zaskoczył i nadrobił z nawiązką niedoskonałości poprzednich części.
Historia w ETAP'ie jest coraz bardziej dramatyczna. Po zawaleniu jaskini, życie w mieście powoli wraca do normy. Problem głodu został już w dużej mierze zażegnany, dzięki połowom ryb, pracy na polu i bertach. Rada ETAP'u próbuje ustalić uniwersalne prawa, aby odciążyć Sama, który musi rządzić silną ręką. Na dodatek, w społeczeństwie pojawia się ktoś jeszcze. Niepozorna osoba zmienia się w Prorokinię i kontaktuje się... ze światem zewnętrznym. Wkrótce to, jak i banda Zila, ale także ataki Caine'a doprowadzą ludność ETAP'u na skraj przepaści.
Długo czekałem na część, która zaskakiwałaby mnie na każdym kroku. Pierwsza była dobra, a druga raczej monotonna. Tym razem jednak, Grant zaatakował nas wszystkim na raz. Ale po kolei. Cieszę się, że w "Fazie trzeciej", autor pełną parą zabrał się za to, co w jego serii jest największym atutem - za tajemnice. Wszystkie potwory, demony, moce - wszystko pojawiało się na raz i zmieniało się tak szybko, że ledwo można było się w tym rozeznać. Wątek, na który czekałem, mianowicie historia Brittney, został pociągnięty od początku do końca i był tak skomplikowany, że nadal mam mały mętlik w głowie.
Mimo wszystko to nie Brittney sprawiła, że część ta była taka niezwykła. To postać Orsay, którą poznajemy już wcześniej, zmienia bieg historii. Właściwie nie do końca ona, a jej menadżerka Nerezza, o której dowiadujemy się naprawdę ciekawych rzeczy... Orsay to skromna dziewczyna, skora do poświęceń ale łatwo nią manipulować. Jej mocą jest wkradanie się do ludzkich snów, nawet snów osób poza strefą. Dzięki niej dzieciaki dowiadują się, co dzieje się na zewnątrz. Ale zadajmy sobie proste pytanie? Czy to prawda? Czy nie uległa ona wpływom przyjaciółki? Społeczeństwo dzieli się na zwolenników i przeciwników, ludzie jak zwykle zaczynają się sprzeczać... Jeden podział za drugim. W ETAP'ie jest coraz gorzej...
Dokładnie to, na czym mi zależało, pojawiło się w tomie trzecim, a nie pojawiło się w drugim. Od Orsay i Nerezzy, czas przejść do najpotężniejszej osoby w strefie, do Pete'a. Tym razem zaskoczył mnie ponad wszelką miarę. Zaczynam się bać, jak będzie zachowywać się w przyszłości. Co prawda, swoje moce ujawnił tylko dwa razy, ale zrobił to w tak spektakularny sposób, że aż mnie zatkało. To, co pokazał swojej siostrze jest dla mnie nadal nie zrozumiałe i mam nadzieję, że szybko dowiem się, o co chodzi.
Ostatnia rzecz a propos sekretów. Cieszę się, że Grant uchylił rąbka tajemnicy i ukazał nam szczątkowo to, co dzieje się na zewnątrz strefy. Dowiedzieliśmy się, jak zareagował świat, państwo a przede wszystkim rodziny. Przez chwilę nawet, narrator skupił się na emocjach matki Sama, co było ciekawym zagraniem. Ostatnia scena w książce zwaliła mnie z nóg. Oby było jeszcze lepiej.
O samej akcji i fabule pisać zbyt wiele nie będę. Fabuła oczywiście jest kontynuacją historii rozpoczętej już wcześniej. Możecie być jednak pewni, że Grant nareszcie popisał się swoim warsztatem i opowieść napisał w sposób nietuzinkowy. Akcja szybko brnie naprzód i wszystko dzieje się naraz, dlatego czasem aż trudno do końca wszystko zrozumieć. Jest to jednak atut, nie ma czasu na nudę, wciągamy się niesamowicie w historię i czujemy się tak, jakbyśmy stali w Perdido Beach, wrzuceni w sam środek chaosu. To, czego zabrakło mi wcześniej, teraz mamy aż za dużo. Wreszcie nie ma paplaniny a jest prawdziwa akcja.
W każdej części autor stopniowo wprowadza nowych bohaterów. Tym razem pojawił się zupełnie nowy wątek - Grant opowiada o małej wysepce, na której także mieszkają dzieci... Są to przybrani potomkowie gwiazdorów filmowych, tak więc żyją w luksusie i mają co jeść. Niestety, sielanka kończy się, kiedy na wyspę dociera brat Sama. Bardzo się cieszę, że autor nie opowiada tylko o jednych bohaterach i ciągle rozwija historię, dzięki czemu jest ona niezwykle rozbudowana i interesująca.
Warto wspomnieć jeszcze o jednym plusie lektury. Bohaterowie w drugiej części byli bardzo sztuczni i potwornie mnie irytowali. Nadal denerwuje mnie Sam, który ucieka w najważniejszych momentach, ale tym razem dobrze scharakteryzowano, dlaczego to zrobił. Strach, przerażenie ale również walka z tym, co najgorsze w jego umyśle. Nie było to sztuczne i Sam wreszcie zachowywał się jak normalny chłopak, choć momentami był zbyt "władczy". Astrid... Astrid... Zdemaskowana, nareszcie. Niby idealna. A jednak nie. Ale mimo wszystko, za to, co zrobiła na koniec, znów ją lubię. Zdała sobie również sprawę z tego, co zarzuciłem jej po przeczytaniu części drugiej i mam nadzieję, że naprawi swe błędy. A Zil? Czekałem na moment, w którym to spotka go to, na co sobie zasłużył. Jestem w pełni usatysfakcjonowany i dziękuję Dekce.
Czas wszystko podsumować. Trzecia część naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Wszystko to, co nie spodobało mi się w "Głodzie", teraz zostało naprawione i z radością mogłem czytać prawdziwą, rozwiniętą, wielowątkową powieść fantastyczną, na którą tak długo czekałem. Grant popisał się warsztatem, pociągnął dalej tajemnice, które najbardziej mnie ciekawiły, ale także stworzył nowe, jeszcze bardziej przerażające. Postacie wreszcie nie są sztuczne i nie można im niczego zarzucić. Dodatkowo, poznajemy nowych ludzi, którzy może zmienią coś w przyszłości ETAP'u. Poznajemy też szczątkowo opowieści o świecie zewnętrznym, które bardzo nas zaciekawiają. Zastanawiam się, jak będzie wyglądać część czwarta. Etapowicze zaczną chyba życie od zera, bez większości wrogów, z zalążkiem systemu... Po prostu świetna część. 10 na 10.
01 lipca 2013
"GONE. Faza druga. Głód" Michael Grant
Po przeczytaniu pierwszej części serii "GONE" byłem szczerze zaskoczony pomysłowością autora, rozwojem akcji oraz bohaterami. Nie zwlekałem z sięgnięciem po część drugą. Niestety tym razem coś się popsuło. A może było tak od początku?
ETAP trwa już od kilku miesięcy, jednakże początkowa beztroska już się skończyła. Zapasy jedzenia kurczą się coraz bardziej a sprawy mają się nie najlepiej. Dzieci rywalizują między sobą, walczą o przeżycie, przez co bardzo zapracowany Sam musi rozwiązywać kilkadziesiąt bezsensownych konfliktów dziennie. Wkrótce jednak nawet głód stanie się tylko epizodycznym problemem. Walki między odmieńcami a normalnymi, Caine i jego przerażające zamiary oraz... Ciemność. Czy głównemu bohaterowi uda się stawić czoła wszystkim zagrożeniom?
Fabuła pierwszej części była niesamowita. Od początku coś się działo, akcja brnęła do przodu i nie było czasu na nudę. Druga część bardzo mnie zaskoczyła tym, że zwyczajnie nic się nie działo. Przez ponad pięćset stron właściwie nie zdarzyło się nic poruszającego czy też dziwnego. Przez całe, długie rozdziały czytałem o tym, że dzieci głodują oraz że Sam rozwiązuje ich głupie problemy. Nic więcej. W sumie, gdy teraz się temu przyjrzę, to sam nie wiem, o czym przez ostatnie dni czytałem. Paplanina o niczym, żeby wypełnić strony. Mimo wszystko, lektura wciąż wciąga, więc na atrakcyjność powieści musiało wpłynąć coś innego.
Jeśli nie fabuła, to sam sposób ukazania świata. Autor świetnie włada piórem i doskonale wyczuł, o czym młody czytelnik chciałby czytać. Jego opisy są naprawdę długie. Mimo to nie nużą, a naprawdę wciągają. Poza tym, uważam, że wielkim plusem tej książki jest wielowątkowość. Poznajemy osobne historie różnych postaci, których ścieżki życiowe przeplatają się ze sobą a poczynania są zupełnie różne. W jednym rozdziale możemy przeczytać o umierającej dziewczynie, a potem, w tym samym czasie, o z wolna spacerującym chłopaku, który myśli o wprowadzeniu w ETAP'ie waluty. Dodatkowym atutem książki jest to, że pisarz sumiennie pozwala nam poznać kolejnych, drugoplanowych bohaterów, dzięki czemu nie ograniczamy się do grupki najważniejszych - po Samie - nastolatków. Nierzadko zdarza się też, że te niepozorne postacie zmieniają bieg historii.
Mimo wszystko, czy to dobrze, że lektura ma tylu bohaterów? Z jednej strony tak. Poznajemy różne charaktery, całkowicie odmienne i ciekawe moce a także inne ideologie. Ale czy autor, próbując wykreować jak najwięcej postaci, ani jednej nie stworzył od początku do końca dobrze? Po przeczytaniu pierwszej części byłem zafascynowany wszystkimi bohaterami "GONE". Teraz jednak zacząłem aż za dobrze zauważać ich słabe strony i niedociągnięcia ze strony autora. W tomie poprzedzającym "Głód" nie było czasu na analizy i doszukiwanie się błędów. Tym razem jednak, fabuła stała w miejscu lub szła mozolnie do przodu, dzięki czemu mogłem dokładnie przyjrzeć się zachowaniom bohaterów. Po jakimś czasie większość z nich zaczęła mnie zwyczajnie irytować.
Zacznę od postaci, która denerwuje mnie najbardziej. Sam to chłopak, który nie chciał zostać liderem. Gdy przyszło jednak co do czego i tak nim został. Teraz tylko narzeka, jaki świat jest okrutny wobec niego i innych. Nienawidzę go za to, że nie pozbył się Caine'a, gdy miał okazję, w pierwszej części. Nie wybaczę mu tego, ale staram się o tym zapomnieć. W tej części jednak tak mnie zmęczył swoją osobą, że szkoda pisać. Najbardziej zaskoczyło mnie jego zachowanie, gdy jego brat siedział okrążony i umierający z głodu w elektrowni. Nie, nie pójdzie go dobić. Przecież Caine wcale nie chciał go zabić... Pójdzie do swojego pokoju popłakać nad życiem. A w każdej chwili, jego największy wróg może wysadzić źródło prądu w mieście w powietrze. No cóż, może była w tym logika, ale ja jej nie widzę.
Teraz czas na Astrid i jej braciszka. Dziewczynę Sama naprawdę lubię, jako jedyna potrafi postawić się Samowi (i czasem mu dokopać) ale także pocieszyć i zdopingować do działania. Niestety jest jakaś zbyt idealna. Ani jednego błędu, ani jednej potyczki, ani jednego niewłaściwego słowa... Poza tym potwornie rozczarowała mnie swoim stwierdzeniem, że kocha Sama, bo może on obronić Petey'a. To gdyby nie mógł, jej miłość by zgasła? Dość płytko jak na Genialną Astrid. Ale przecież kiedyś, jakaś jej wada musiała wyjść na jaw...
Teraz coś, co zostało opisane przez autora bardzo dobitnie i może nawet zbyt przesadnie (choć mimo wszystko, w dużej mierze się z nim zgadzam). Mówimy tutaj o dzieciach. A może raczej rozwydrzonych bachorach? Nie mogłem uwierzyć, szczerze nie mogłem, gdy czytałem, że maksymalnie kilkunastoletnie dzieci umierają z głodu ale nie mają zamiaru ruszyć na pole i zebrać sobie jedzenie. Ich logiczne rozumowanie: Głoduję; pójdę pograć na XBOX'ie, jedzenie samo przyjdzie. A jak nie to umrę lub zjem swojego kota... W sumie, po dłuższym zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę jest. Dzieci wolą nic nie zrobić i czekać na to, co się stanie, niż starać się samemu sobie pomóc. Jeszcze gorzej z pupilami dorosłych, rozpieszczonymi mieszczuchami, którzy nigdy nie kiwnęli palcem, aby zrobić coś wokół siebie. Nie dziwię się, że Sam wariował. Buntują się, że nie mają jedzenia, a sami wolą grać niż po nie pójść. A jeśli o bunty chodzi, to aż nie warto pisać, naprawdę. Zil i jego banda są przeze mnie bardzo potępieni. Jak tylko o nich myślę, to mam ochotę wyrwać ich z tej książki. Wszystko niszczą i są kwintesencją zachowania etapowiczów. W tym przypadku jednak, podburzają lud i nie wiem, jak to rozwinie się dalej. Pewnie nie za ciekawie... Ale czy Grat nie przedstawił dzieci jako zbyt aroganckie? Czy w obliczu głodu nie ruszyłyby na pola mimo wszystko?
Po "Głodzie" oczekiwałem również choć małego wyjaśnienia, czy rozwinięcia niektórych, bardzo wciągających wątków. Tutaj także się zawiodłem. Ciemność pojawiała się epizodycznie, moc Petey'a ujawniła się w sumie jeden raz i prawdę mówiąc nic więcej się nie działo. Jedynym zaskoczeniem była Lana i jej sceny walki (nie tylko fizycznej) były przerażające i emocjonujące ale potem znów następował przestój...
Jest jeszcze jedna rzecz, która wpływa na atrakcyjność lektury. Obok walk, tajemnic i mocy jest Albert. Chłopak zaradny, pomysłowy i nie do końca przyjacielski, choć na pewno honorowy i uczciwy. Dowiadujemy się o jego planach na poprawę warunków życia w ETAP'ie. Ma on kilka świetnych pomysłów, które stara się wdrążyć i one naprawdę skutkują. Czytamy o budowaniu od podstaw nowego społeczeństwa, do czego Albert mocno się przyczynia. Poznajemy różne mechanizmy społeczne, które chłopak wykorzystuje, aby wszystkim - a w szczególności jemu - było lepiej. Najlepszym pomysłem, były moim zdaniem 'Berty i czekam na godne rozwinięcie wątku w trzeciej części.
Podsumowując, na książce niestety się zawiodłem. Przez dłuższy czas nic się nie działo i czytaliśmy ciągle o tym samym ale w każdym rozdziale w nieco innym wydaniu. Oprócz kilku epizodów, akcja wręcz stała w miejscu i żaden interesujący mnie wątek nie został należycie kontynuowany. Bohaterowie są w "Głodzie" tragiczni. Najbardziej męczyli mnie przede wszystkim Sam, Pete oraz Zil i jego banda. Na szczęście, książka nadrabia wspaniałymi, wielowątkowymi opisami, przedstawiającymi życie większości etapowiczów. Autor świetnie ukazuje świat ETAP'u, przez co mimo braku zbyt wielu zwrotów akcji, łatwo przebrniemy przez ponad pięciuset stronicową lekturę. "Głód" oceniam na 6 na 10.
03 maja 2013
"GONE. Faza pierwsza. Niepokój" Michael Grant
Nie ma już chyba osoby, która nie słyszałaby o GONE - znanej serii antyutopijnej autorstwa Michael'a Grant'a. Ten amerykański pisarz, stworzył świat zupełnie inny niż wszyscy. Postanowił oderwać się od szablonu i napisać coś świeżego. Od samego początku byłem ciekaw jak mu to wyjdzie. Ponadto, byłem zachęcany wieloma opiniami, że "GONE" to saga podobna do serii "Jutro" John'a Marsden'a, którą tak uwielbiam. Popełniłem błąd, tak długo zwlekając z przeczytaniem "Niepokoju". Teraz wiem, że jest to seria warta uwagi.
Sam i Quinn to kumple, przyjaciele, bracia. Siedząc w klasie nie zastanawiają się nad tym, że każda kolejna sekunda może przynieść zagładę tego, co znają. Spoglądają przez okno i widzę morze. Marzą, aby uciec z lekcji i choćby na chwilę oddać się falom. Ich życzenie spełnia się, choć nie do końca tak, jak sami by chcieli. Gdy wszyscy dorośli w jednej chwili rozpływają się w powietrzu, chaos ogarnia wszystkich bez wyjątku. Czas rozpocząć ETAP.
Książka autorstwa Grant'a jest zdecydowanie inna niż wszystkie. Wyróżnia się oryginalną i niepowtarzalną fabułą. Sam pomysł stworzenia strefy to już coś, choć podobne motywy spotkać można jednak i w innych pisarskich dziełach. Aczkolwiek, idea znikania, wielkiego skoku, to już coś całkowicie nowego. Dodatkowo, próg piętnastu lat. Od początku zastanawiałem się, dlaczego piętnaście, a nie szesnaście albo osiemnaście? Dodatkowo, niewyjaśnione mutacje zwierząt i przecudowne moce zmieniające bieg historii. Żądza władzy, wojna... A nie można nam zapomnieć, że jej uczestnicy chodzą do podstawówki lub pierwszych klas gimnazjum. Właśnie to, co wymieniłem, sprawia, że GONE wyróżnia się, spośród innych pozycji młodzieżowych dostępnych na rynku. Ale jak wygląda to "pod lupą"?
Jak w każdym społeczeństwie, ktoś musi przejąć władzę. Wszyscy liczą na Sama, który ma inicjatywę, jakiś sposób działania. Mimo pokładanych w nim nadziei, on sam zamyka się i odcina przez co wszystko schodzi na niewłaściwy tor. Gdy w miasteczku pojawia się Caine i silnym charakterem oraz charyzmą podbija serca dzieciaków i obejmuje rządy, zaczyna się walka. Ponadto, dwaj chłopcy wręcz nie mogą się lubić, obaj są najpotężniejsi (mają po cztery kreski mocy) i obaj są najstarsi. A w rozwoju akcji okazuje się coś jeszcze, co doszczętnie niszczy szanse na przyjaźń czy chociażby rozejm. Mimo, że walka między dwoma samcami alfa jest mi znana już z innych książek, sposób w jaki została opisana w GONE oraz pewne niuanse dodane autorsko sprawiają, że zmagania naprawdę mnie wciągnęły. Poza tym, nie były one proste, spontaniczne, nieplanowane. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, jeden przechytrzał drugiego a walka była brutalna i nie obeszło się bez prawdziwych ran czy nawet ofiar śmiertelnych.
Skoro doszliśmy już do brutalności, chciałem zwrócić na nią szczególną uwagę. Książka pokazuje rzeczywistość. Ujawnia, że wiek dorosły to pojęcie względne oraz że nawet dzieci, jeśli będą musiały, mogą dostosować się do panujących warunków i chwycić za prawdziwą broń nie zważając na to, że mogą kogoś zabić. Książka jest realistyczna, nie była podkolorowana czy cenzurowana. Pokazała straszny, nieprzyjazny i niebezpieczny świat, niestety prawdziwy. To mi naprawdę zaimponowało. Ponadto, bohaterowie sami zauważali jaki ich nowy świat jest naprawdę; widzieli niepoprawność w tym, że dziesięciolatki strzelają z pistoletu by zranić. Nie żyli w kłamstwie, zdawali sobie sprawę z brutalnej rzeczywistości, ale działali, bo czyż mieli wybór?
Kolejna rzecz, która niezwykle spodobała mi się w "Niepokoju" to wielowątkowość i opisywanie przygód oraz poczynań wielu różnych bohaterów. Ponadto, w książce jest tyle tajemnic i niewyjaśnionych wątków, że pod koniec książki miałem kompletny mętlik w głowie i wprost nie mogę się doczekać rozwiązania tychże sekretów. Ciemność, bicz Drake'a, gadające kojoty, skok, moce, tajemnicza moc Astrid, Petey, elektrownia, matka Sama... Mógłbym naprawdę długo wymieniać. Grant stworzył niesamowicie wiarygodny i rozbudowany świat. W książce śledzimy początkowo osobne historie dzieci z wybrzeża oraz Lany, która pozostaje sama, ze swoim psem, na drugim końcu strefy. Autor umiejętnie łączy oba wątki, które stają się całością. Jest jeszcze coś, co naprawdę uwielbiam. Pewna doza nieprzewidywalności, zaskoczenia, zwrotów akcji, tajemniczości. Nic do końca nie jest wyjaśnione i nie da się przewidzieć, co zdarzy się... może nawet za dwie strony. Za to naprawdę podziwiam autora.
Niestety, jest również jedna rzecz, która całkowicie mi się nie podoba. Chodzi o sam koniec książki, o decyzję Sama. Mimo, że po części rozumiem jego wybór, tak bardzo mi się on nie podoba, tak bardzo jestem zawiedziony, że po prostu muszę obniżyć ocenę. Główny bohater przysporzył sobie problemów, które zapewne będą opisywane w kolejnych częściach a sam nie wiem, czy mam ochotę o nich czytać, wiedząc, że Sam mógł wszystko od razu skończyć. I nie musiał robić tego w sposób brutalny... Tymczasem nie zrobił nic. Bezmyślność czy wielkoduszność? Sam chciał aby myślano o nim w tej drugiej kategorii niestety ja nie potrafię.
Niewiarygodnym atutem książki jest także rozbudowana gama bohaterów. Nie chciałbym się rozpisywać o nich, gdyż jestem pewien, że poznacie ich świetnie czytając lekturę. Są oni naprawdę dobrze przedstawieni, każdy ma niepowtarzalne cechy. Po prostu nie są tuzinkowi i nudni. Da się ich lubić i sądzę, że mogliby zostać moimi przyjaciółmi (gdyby tylko istnieli). Lubię to, że nie ma w GONE wyraźnego podziału na dobrych i złych. Drake i Caine kontra Sam i Astrid. A reszta postaci jest ciągle nie pewna. Co chwile miałem wrażenie, ze Quinn zaraz odwróci się od Sama na rzecz chłopaka, którego nawet nie zna. Diana wciąż knuła z Jackiem, który za jej namową zmienił stronę. Dziewczyna zdradziła nawet Caine'a na rzecz jeszcze gorszego zła. Ciągłe przetasowania i zdrady sprawiły, że nigdy nie było się pewnym kto, dla kogo pracuje i czy za chwilę nie wykopie pod kimś dołka. Było to zdecydowanie urozmaicenie powieści i pokazuje nietrwałość w stosunkach międzyludzkich.
Nie muszę już chyba wspominać, że autor naprawdę świetnie pisze. Mimo, że książka jest gruba a opisy naprawdę szczegółowe, nie ma się co zniechęcać. Pisarz używa prostego, luźnego języka a sposób przedstawiania świata, bohaterów, miejsc i wydarzeń jest naprawdę ciekawy i warty poznania.
Uważam, że powieść Grant'a to jedna z najlepszych antyutopii i wprost nie mogę doczekać się kolejnych części. Wielowątkowość, szeroka gama bohaterów, szczegółowe ale nienudne opisy, wartka i nieprzewidywalna akcja oraz próba przedstawienia świata takim, jaki jest w rzeczywistości to cechy sprawiające, że książkę czyta się z zapartym tchem i nie można się wprost od niej oderwać. Niestety, bardzo zawiodła mnie decyzja Sama pod sam koniec książki, choć jestem w stanie w jakiś sposób ją zrozumieć. Bardzo polecam "Niepokój" i oceniam na 9 na 10.
Wyzwania: Czytam fantastykę | 3,2 cm
~~
Witajcie! Jak mija wam majówka? Tak jak mi deszczowo? No cóż, pogoda okropna jak zawsze zresztą kiedy mam wolne -.- A od poniedziałku znowu słońce i wysokie temperatury jak na maj. U mnie wszystko okej, dwa miesiące do wakacji - nie mogę w to uwierzyć! Na dodatek bardzo dużo jeszcze wolnego po drodze, bo chodzę do Zespołu Szkół i kiedy piszą u mnie matury to albo mam wolne albo tak dużo zastępstw że prawie lekcji nie ma i to przez bite dwa tygodnie! A potem wymiana z Holendrami (tym razem on przyjeżdża do mnie) no i po ich odjeździe za chwilę wystawienie ocen. Jak dobrze *o*











