Pokazywanie postów oznaczonych etykietą › Opowieści z Narnii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą › Opowieści z Narnii. Pokaż wszystkie posty

03 marca 2013

Podsumowanie serii "Opowieści z Narnii"

Witajcie! Jak wiecie, po skończeniu każdej serii podsumowuję ją w jednym poście. Opisuję to, co podobało mi się najbardziej oraz to, co nie przypadło mi do gustu, oceniam bohaterów oraz ich poczynania. Jest to dość luźna forma wypowiedzi, trochę schematyczna, ale dzięki temu mogę wszystko zgrabnie przedstawić. Dzisiaj postanowiłem podsumować "Opowieści z Narnii". Zaczynamy.



Clive Staples Lewis to brytyjski pisarz urodzony w 1898 roku w Belfaście w Irlandii Północnej. Zmarł w Oxfordzie w 1963 roku. Jako autor książek, napisał bardzo znaną serię fantastyczną "Opowieści z Narnii", w której to odnaleźć można wiele motywów biblijnych. Spowodowane jest to zainteresowaniami Lewisa w zakresie teologii i filozofii; wydał on bardzo wiele lektur z tej dziedziny. Brytyjczyk był przyjacielem innego znanego powieściopisarza, J. R. R. Tolkiena. Razem z kilkoma innymi pisarzami należeli do grupy Inklingów, gdzie rozmawiali o literaturze.



Seria "Opowieści z Narnii" składa się z 7 części. Są to kolejno:
1. Lew, Czarownica i Stara Szafa
2. Książę Kaspian
3. Podróż Wędrowca do Świtu
4. Srebrne Krzesło
5. Koń i Jego Chłopiec
6. Siostrzeniec Czarodzieja
7. Ostatnia Bitwa

Kolejność czytania książek to kwestia sporna. W tym przypadku decyduje data wydania a nie kolejność wydarzeń. Czy jest to błąd? No cóż, czytałem właśnie w takiej kolejności jak podana jest powyżej i nie przeszkadzało mi to, że zdarzenia są dość nie po kolei. Mimo wszystko jednak dziwne, że przedostatnia część powinna być pierwsza ale gdyby tak było, to odnalezienie przez Łucję magicznej szafy nie byłoby już tak emocjonujące, gdyż znalibyśmy świat Narnii z czasów jej stworzenia. Dlatego też proponuję czytać w takiej kolejności, w jakiej zostały wydane.


              


Opis fabuły.  Każda z części serii "Opowieści z Narnii" opisuje historię innych postaci w zupełnie innym czasie. Pierwsze dwa tomy to opisy przygód Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji. Gdy poznają oni magiczny świat przechodząc przez szafę w domu profesora nie wiedzą, że odmienią losy Narnii na zawsze. Wracają oni potem do krainy, w której minęło tysiąc lat, aby znów stawić czoło niebezpieczeństwu. W "Podróży Wędrowca do Świtu" poznajemy kuzyna głównych bohaterów, Eustachego, który wraz z Łucją i Edmundem przenosi się na pokład statku Kaspiana, aby z nim dopłynąć na "koniec świata" do krainy Lwa Aslana. Mimo wielu niebezpieczeństw wytrwale dążą do celu. Kolejne tomy są inne od wszystkich. Jedne z nich przedstawiają dalsze losy Narnii, inne zaś opowiadają historie, które zdarzyły się przed lub w trakcie panowania Piotra, Zuzanny, Łucji i Edmunda na Ker-Paravelu. "Srebrne Krzesło" to historia uwolnienia syna Kaspiana, jedynego następcy tronu Narnii. "Koń i jego chłopiec" ukazuje dramatyczną ucieczkę z ziem obcego państwa do Narnii pewnego chłopca, nie znającego swojej przeszłości, oraz mówiącego, narnijskiego konia. "Siostrzeniec Czarodzieja" to przedstawienie początków Narnii, ale także ukazanie innych światów i metafora zła ukryta w Czarownicy. "Ostatnia bitwa" zaś to końcowe starcie z siłami zła, metafora sądu ostatecznego i końca świata, oraz poruszające i niesamowite zakończenie serii.

Pomysł na fabułę. Jedyne co mogę napisać to to, że fabuła jest nie z tej ziemi. Uważam, że sam pomysł wykreowania takiego świata jest niesamowity, a sposób w jakie zrobił to Lewis jest mistrzowski. Przede wszystkim podoba mi się to, że możemy śledzić po kolei losy świata na przestrzeni tysięcy lat, co tom poznawać nowych bohaterów, nowe stworzenia i mieć do czynienia z nowymi zagrożeniami, dzięki czemu każda część jest świeża i wnosi coś nowego do serii. W "Opowieściach z Narnii" bardzo dobrze widać motywy religijne, które autor plótł do fabuły. Uważam, że jest to naprawdę ciekawe. Prawdę mówiąc, nie zauważyłem ich czytając pierwszą, czy drugą część. Dopiero gdy na internecie poczytałem opinie, mówiące o zbyt wielu wątkach religijnych, sam zaczałem je zauważać. Nie chcę zdradzać jakie to są, ale naprawdę jest ich od groma, tak jakby autor przetworzył naszą religię na Narnię. Moim zdaniem nie jest to wada lektury a właśnie zaleta. Ciekawie jest przeczytać historię zupełnie innych ludzi, innego Boga, wiedząc, że wszystko odwołuję się do naszego świata. Poza tym, pod koniec trzeciej części Aslan wyraźnie zaznacza, że w świecie ludzi nosi po prostu inne imię.


              


Bohaterowie.  Jest ich w książce naprawdę dużo i przewijają się przez wszystkie części. Nie dziwię się, przecież zwierzęta jak i ludzie nie żyją po tysiąc lat. Pamiętam, że bardzo zawiodłem się na serii, gdy dowiedziałem się, że Zuzanna i Piotr nie będą mogli wrócić do Narnii już nigdy więcej. Mimo wszystko jednak pocieszyłem się Edmundem i Łucją, którzy wzięli ze sobą swojego kuzyna Eustachego, którego szczerze znienawidziłem od pierwszych stron książki. Gdy przeczytałem, że tylko Eustachy będzie mógł powrócić do Magicznego Świata, zrezygnowałem z kontynuowania serii, gdyż uznałem, że nie będzie już taka sama. Jak dobrze, że w tym błędzie nie trwałem długo. W kolejnych częściach Eustachy stał mi się obojętny, momentami nawet go lubiłem. Każdemu przecież warto dać szansę. Jego przyjaciółka Julia, choć nieco arogancka, jest bardzo odważna i przepadam za nią.

Ale zacznijmy może od początku serii. W pierwszej części, gdy wszyscy czworo z rodzeństwa mogli odkryć i podróżować po Narnii, był tam wśród nich jeden, zdrajca. Tak, Edmund. Na początku dosłownie go nienawidziłem, za to, że tak kłamał, doprowadzał wszystkich do furii a na koniec uciekł do Wiedźmy żeby zjeść jakieś słodycze. Szczęśliwie, chłopak zrozumiał swoje złe czyny i przeszedł dużą metamorfozę, stał się odważny i prawdomówny jak każdy szlachetny rycerz (i król). Jeśli chodzi o resztę rodzeństwa, byli oni właściwie tacy sami, dobrzy, ufający sobie i innym, waleczni, odważni. Chodź mimo wszystko trzeba przyznać, że Łucja była niesamowicie łagodna, miłosierna i kochała wszystkich i wszystko, co czasem było zresztą irytujące.

Nie można zapomnieć, że "Opowieści z Narnii" to nie tylko Piotr, Zuzia, Edmund, Łucja i ich kuzyn. W kilku innych częściach pojawili się zupełnie inni bohaterowie o których warto napisać. Szczególnie spodobała mi się historia Szasty, prostego chłopaka, który ucieka na Narnijskim Koniu z podłego kraju, w których chciano go sprzedać z pieniądze okrutnikowi. Po drodze spotyka dziewczynę, która podobnie jak on, ucieka od dawnego życia w poszukiwaniu szczęścia. Tak oto razem wyruszają naprzód do Narnii, ale po drodze spotyka ich naprawdę wiele wypadków... Szasta to dość specyficzna postać. Podoba mi się w niej przede wszystkim waleczność i chęć zmienienia swojego życia. Na jego miejscu, podjąłbym dokładnie taką samą decyzję. Chłopak również przychodzi przemianę. Z szarej, domowej myszki, zmienia się w odważnego rycerza, który rusza pod koniec książki na wojnę! Jego przyjaciółka natomiast, Arawis, potwornie mnie irytowała, za każdym razem gdy tylko się odzywała. Czemu? Z początku traktowała bardzo pobłażliwie Szastę, nie dając mu dość do słowa, sama podejmowała decyzje, wręcz lekceważyła go i obrażała. Za to naprawdę ją znienawidziłem. Na szczęście takie zachowanie nie trwa długo, dziewczyna przekonuje się do swojego przyjaciela i dopiero wtedy ją zaakceptowałem. Mimo wszystko jednak, nie żywię do niej znacznej lubości...

Jeszcze kilka postaci, o których trzeba napisać. Gdyby nie oni, być może nie byłoby Narnii (a z pewnością nie byłoby w niej zła...). Są to Digory, Pola oraz wuj Andrzej. Dzieci, które poznały się w trakcie wakacji w Londynie nie wiedzą, że ich cały świat zmieni się przez... pierścienie. I rzeczywiście, już kolejnego dnia znajomości, podłość i podstępność Andrzeja sprawia, że dzieci wpadają w duże tarapaty w innym wymiarze. Na każdym kroku, wuj odkrywał swoje kolejne negatywne cechy. Gdy o nim myślę, zaciska mi się pięść. Jak można posłać dzieci na pewną śmierć ze strachu o swoje życie?! Jak można być tak podstępną żmiją, aby bez wiedzy Julii wręczyć jej przedmiot, który zmieni jej życie? Ponadto, Andrzej niejednokrotnie udowodnił, jak pustym jest człowiekiem. Gdy do Londynu przybyła Wiedźma, służył jej bez mrugnięcia okiem, wcześniej pijąc całą butelkę alkoholu... A w Narnii zachował się gorzej niż żyjące tam zwierzęta. Szczerze go nie cierpię.

Na szczęście dzieciom nic się nie stało, dzięki wytrwałości Digory'ego oraz pomysłowości Poli. Bardzo polubiłem ich, choć nieco nierozważne było ze strony chłopaka dotykanie czegoś, czego nie powinien co poskutkowało uwolnieniem się kogoś naprawdę groźnego. Mimo wszystko naprawił swoje błędy i nie dał się skusić przez zło, dlatego sam Aslan mu wybaczył.


                                    


Język i styl pisania.  Pierwszą część serii zacząłem czytać w języku angielskim i przyrównałem ją do części polskiej, dlatego z przekonaniem mogę powiedzieć, że autor pisze bardzo prostym językiem, typowym dla książek dla dzieci i młodzieży. Nie trzeba się skupiać na lekturze czy odnajdowaniu znaczenia trudnych słów, zwyczajnie można dać się wciągnąć do świata Narnii.

Bardzo podoba mi się to, że Lewis pisze tak, jakby Świat Magii istniał naprawdę, tak, jakby autor przyglądał się wszystkim zdarzeniom z boku i opisywał je na żywo. Nie rzadko przecież mówił np. "Gwiazdy w Narnii są o wiele większe niż te w naszym świecie", tak, jakby patrzył na nie i mówił nam o nich. Pojawiło się o wiele więcej takich zwrotów, ale nie będę ich teraz przytaczać, wystarczy, że sami zaczniecie czytać, a dowiecie się o czym mówię.

Uważam, że wybór narratora trzecioosobowego, wszechwiedzącego to strzał w dziesiątkę. Bardzo często Lewis objaśnia nam niektóre rzeczy, zachowania bohaterów czy ich wypowiedzi pozornie wyrwane z kontekstu odwołując się do zdarzeń z przeszłości, o których przeciętny czytelnik nie pamiętał lub nie miał prawa wiedzieć. Mimo, że nie przepadam za narracją trzecioosobową, w "Opowieściach z Narnii" nie wyobrażam sobie innej.

Dodam jeszcze, że Lewis opisuje Narnię w bardzo ciekawy sposób. Mimo, że jego opisy są naprawdę długie (choć jednak nie zawsze) to wciągają swoją prostotą i pięknymi słowami. Gdy czytamy kolejne linijki ukazujące tańczące z bohaterami drzewa, szumiąc o historiach z lat ubiegłych, czy przedstawiające driady wyłaniające się z krzewów różanych, całą tę magię mamy przed oczami i jesteśmy w stanie się nią zachwycić ufając swojej wyobraźni. To jest zdecydowanie plus!


Opinia końcowa.  A więc co mi pozostaje jak nie polecić wam tę serię? Z pewnością każdy was o niej słyszał, ale nie każdy doczytał do ostatniej części a uważam, że naprawdę warto, gdyż pan Lewis na każdym kroku zaskakuje pomysłowością. W każdej części pojawiają się inne postacie, inne miejsca i czas stąd każdy tom jest odmienny i wnosi coś nowego. Poza tym kraina Narnii jest opisana w sposób prosty i mimo długich opisów, język autora sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy byli tuż obok bohaterów i przyglądali się całemu zdarzeniu sami. No cóż, oceniam na 9 na 10 i mam nadzieję, że wy również zechcecie poznać dalsze losy Magicznego Świata!

Udostępnij:

27 lutego 2013

"Ostatnia bitwa" C.S.Lewis

Gdy małpa wraz z osłem znajdują lwią skórę, zaczyna się ich droga do sławy. Wszystko jednak zmierza w złym kierunku. Złośliwy małpiszon rządny władzy wykorzystuje swojego głupiego kolegę, aby zawładnąć Narnią i zbuntować ją przeciw królowi. Dlatego też zostają wezwani Eustachy i Julia. Ale czy tylko dlatego?

"Ostatnia bitwa" to siódma część znanej na całym świecie serii "Opowieści z Narnii" napisanej przez Clive'a Staples'a Lewis'a. Autor urodził się w 1898 roku a zmarł w 1963 w Wielkiej Brytanii. Do dziś jego książki o Narnii podbijają serca miłośników fantastyki a niektóre zdarzenia i postacie pozostają zagadką i wciąż czekają na swoje wyjaśnienie.

Po ostatni tom serii sięgnąłem zaraz po skończeniu poprzedniego. Narnia to świat, do którego chciałem wrócić jak najszybciej. Bardzo lekkie pióro autora, świetne, plastyczne opisy oraz szybka akcja z nagłymi zwrotami akcji to tylko jedne z wielu licznych rzeczy, na które czytelnik zdecydowanie zwróci uwagę. Czytając "Ostatnią bitwę" zauważyłem, że jest to książka nieco inna od pozostałych. Na początku poznajemy małpę i osła. Gdy znajdują skórę pewnego lwa wszystko zmienia się diametralnie. Dlatego też do świata Narnii zostają wezwane dzieci, aby uporały się wraz z królem z problemem. Właśnie tu wyłania się dość duża różnica, Eustachy i Julia pojawiają się na prośbę króla a nie Aslana. Jest to dość ciekawa odmiana choć wszystko wyjaśnia się nieco później.

Kolejna różnica, również związana z Lwem to to, że nie ma go przez całą książkę. Czytelnik zadaje sobie pytanie: "Gdzie on u licha jest, gdy jego świat się wali?". Nie ważny atak, nie ważne rządy małpy, nie ważna wojna o wolność. Aslana jak nie było, tak nie ma... Nikt nie otrzymuje wskazówek do działania, nikt nie wie, co robić a co najlepsze, dzieci nie wiedzą jak wrócić do Londynu. Ale czy będą musiały? Jest to naprawdę intrygujące, choć z drugiej strony uwielbiam sceny z Aslanem dlatego czuję pewien niedosyt jego osoby.

Jak w każdej części serii, wszystkie zdarzenia w bardzo zaskakujący sposób następują po sobie, ale w "Ostatnia bitwa" zaskakiwała po prostu na każdym kroku, szczególnie pod koniec. Gdy dowiedziałem się o tym, co stanie się z Narnią na długi czas po prostu mnie zamurowało. Wpatrywałem się w słowa, widziałem w nich historię, magię świata ale nie mogłem uwierzyć, że coś takiego dzieje się serio. Mimo wszystko to nie był koniec niespodzianek.

Nie zdradzę wam jak kończy się powieść ale możecie być pewni, że nie wyśniło wam się takie zakończenie. To, co stało się z bohaterami pod koniec lektury zadziwiło mnie tak, że nadal w to nie wierzę. Ostatnią stronę czytałem kilka razy aby doszło wreszcie do mnie, że to prawda. A jednak.

W "Ostatniej bitwie" pojawia się nadzwyczaj dużo motywów biblijnych. Czytając serię Lewisa starałem się nie zwracać na nie uwagi ale teraz zwyczajnie nie mogłem przejść obok nich obojętnie. Czy mieszanie powieści fantastycznej z religią to dobry pomysł? Moim zdaniem było to ciekawe porównanie, mogłem spojrzeć na powstanie świata czy też apokalipsę z zupełnie innej perspektywy aczkolwiek muszę przyznać, że czasem aż przeszkadza to w czytaniu. Ciągle natykając się na symbolikę możemy stracić przyjemność czytania, skupiając się na porównywaniu i przypisywaniu.

No cóż, jest mi smutno, że ta wspaniała seria dobiegła końca. Uważam, że jest warta przeczytania i jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił to powinien jak najszybciej. "Ostatnia bitwa" to lektura wyjątkowa pod każdym względem. Oprócz świetnego warsztatu autora i niesamowicie wykreowanych bohaterów, znaleźć możemy tam dużo motywów biblijnych, które są ciekawym urozmaiceniem powieści choć nie zawsze jest to plusem. Generalnie chciałbym polecić książkę i oceniam na 8 na 10.

Wyzwania: Czytam fantastykę  |  1,7 cm
Udostępnij:

16 lutego 2013

"Siostrzeniec czarodzieja" Clive Staples Lewis


W jeden z deszczowych dni wakacyjnych w Londynie, Digory poznaje Polę, swoją sąsiadkę, która mieszka tylko dom obok. Rozpoczynają wspólne zabawy i odkrywanie miejsc, których świat nie widział. Pewnego dnia wchodzą do zakazanego pokoju wuja Digory'ego, gdzie ten już na nich czeka aby... wysłać ich w podróż tam, gdzie on sam boi się wybrać. Ile światów istnieje w międzyświecie? Gdzie on jest? Jak dostać się do nowych krain? Jak powstała Narnia i kto został jej królem? Jak dostało się tam zło?


"Siostrzeniec czarodzieja" to szósta, przedostatnia część, fantastycznej serii młodzieżowej "Opowieści z Narnii" napisanej przez brytyjskiego autora Clive'a Staples'a Lewisa. Jest to część zupełnie nietypowa. Opisuje powstanie Narnii ale przedtem przedstawia inne światy istniejące... gdzieś. Powinna być pisana jako pierwsza ale w serii umieszczona została zaraz przed "Ostatnią bitwą"... Nie wiemy czy był to zamiar Irlandczyka, ale mimo wszystko nie chronologiczność nie sprawia żadnych problemów.

Już od pierwszej części serii pokochałem Narnię. Uwielbiam też styl pisania Lewisa, to, w jaki sposób ukazuje świat a jego pomysły są tak dobre, że to mnie aż przeraża. Tym razem zapoznałem się z kolejną, trochę wyrwaną z kontekstu, częścią, zupełnie inną niż wszystkie, gdyż duża część akcji dzieje się w naszym świecie lub w światach innych, ponieważ Narnia jeszcze nie istniała. Na koniec zaś poznajemy tajemnice Świata stworzonego przez Aslana, które mogły nas zastanawiać od samego początku.

W książce zawarte są opisy podróży między światami, powstawanie świata ale także jego umieranie. Wszystko to zostało bardzo dobrze przemyślane i jest naprawdę wiarygodne. Z zaciekawieniem śledziłem poczynania bohaterów, gdyż nie codziennie można poznawać równoległe miejsca, zupełnie inne postacie, niż te spotykane w innych częściach serii oraz historie nigdy wcześniej nieopisywane. Pomysł na taką część jest niesamowity, bardzo mi się spodobał i uważam za jak najbardziej udany.

Polubiłem opisywane przez Lewisa postacie Digory'ego i Poli. Przypominają mi moje dzieciństwo, mnie i moją przyjaciółkę, gdyż oboje kochaliśmy odkrywać nowe miejsca i marzyliśmy o magii i podróżach w czasie czy między światami. Znienawidziłem natomiast wuja Digory'ego, który okazał się bezduszną kreaturą gotową dla własnych celów poświęcić życie dzieci... Miał też słaby charakter, gdy tylko pojawiał się przy nim ktoś silniejszy, kim nie mógł pomiatać, podkulał ogon i zachowywał się jak posłuszne zwierzę... Całkiem przypadkiem, w historii Narnii pojawia się jeszcze woźnica z Londynu. Aby nie zdradzać kim zostanie, mogę jedynie powiedzieć, że jest to naprawdę zaskakujący obrót spraw.

Mimo, że "Siostrzeniec czarodzieja" to książka napisana prostym językiem, nie mająca zbyt wielu wątków pobocznych czy nie wiadomo jak szybko pędzącej akcji, to z pewnością mogę przyznać, że jest to książka magiczna, wyśmienita dla czytelników uwielbiających świat Narnii i chcących poznać jej początki. Jako fan książek Lewisa, nie mogłem oderwać się od szóstej części serii, rządny wiedzy jak powstała Latarnia w Narnii czy w jaki sposób zwierzęta zaczęły rozmawiać. Mimo wszystko jednak, Narnia to tylko jeden ze światów które poznajemy w tej książce co zdecydowanie jest atutem i daje do myślenia. Jest to jedna z moich ulubionych części Narnii, którą oceniam na 9 na 10!

Wyzwania: Czytam fantastykę  |  1,7 cm

~~

Witajcie! Jak mija wam czas? Dla niektórych jest to koniec ferii, lub początek drugiego tygodnia, dla mnie zaś to odpoczynek między dwoma pracowitymi tygodniami szkoły. W ciągu tego tygodnia nie przeczytałem ani jednej książki ale zmieni się to z pewnością, gdyż jeszcze dzisiaj zamierzam skończyć "Pas Deltory". Jutro ukaże się recenzja "Ostatniej bitwy" Lewisa, dość krótka ponieważ nie ma tam aż tyle do oceniania ale możecie być pewni że będzie pozytywna :3 Muszę wreszcie skończyć "Tropiciela" Carda. Postaram się przeczytać go w ciągu następnego tygodnia więc jakoś za tydzień w sobotę będzie kolejna ocena.

Czy ktoś z was czytał "Diunę" Franka Herberta? Co sądzicie? Ja już zarezerwowałem w bibliotece i bardzo chcę przeczytać!

Tymczasem do zobaczenia :) Pozdrawiam!
Udostępnij:

08 lutego 2013

"Koń i jego chłopiec" Clive Staples Lewis


"Koń i jego chłopiec" to piąta część fantastycznej serii "Opowieści z Narnii" napisanej przez Clive'a Staples'a Lewis'a. Brytyjczyk urodził się w 1898 roku, zmarł zaś w 1963. Jego książki opisujące świat Narnii poruszyły serca czytelników na całym świecie; zostały przetłumaczone na ponad czterdzieści języków, w tym na Polski (pierwszy przekład w 1985 r.).


Szasta to nastolatek marzący o tym aby udać się na Północ, a przynajmniej dowiedzieć się, cóż tam jest. Mieszka w domu rybaka, jest to jedyna bliska mu osoba, gdyż nigdy nie poznał swojego ojca ani matki (lub ich nie pamięta). Mimo wdzięczności i szacunku, nie potrafi kochać starego mieszkańca wioski a gdy ten postanawia sprzedać go Panu, Szasta decyduje się na coś pozornie niemożliwego, na ucieczkę. Wie, że gdy zostanie, skarze się na ból i krzywdę, gdyż od jego konia dowiedział się, że Pan jest okrutny. Od konia? Bojowy rumak przybysza to wolne zwierze z Narnii, które pragnie wrócić tam, skąd je ukradziono. Razem z Szastą podejmują próbę ucieczki a co ich po drodze spotka, tego nikt nie wie.

Gdy zacząłem czytać piątą część Opowieści z Narnii, wiedziałem, że będzie ona inna niż wszystkie. Motyw podróży jest mi dobrze znany i naprawdę bardzo go lubię. Mimo wszystko jednak, różnica między "Koniem i jego chłopcem" a innymi częściami polega przede wszystkim na tym, że w trakcie czytania lektury poznajemy inne kraje, mniej fantastyczne, można by rzec zwyczajne. Narnia pojawia się dopiero pod koniec, jako państwo idące na ratunek przyjaciołom w potrzebie. Jest to miła odmiana, dzięki niej poznajemy inne zakątki Magicznego Świata, nowych bohaterów, nowe zwyczaje.

Gdy Szasta wraz z przyjaciółmi dociera do Taaszbanu, zaczynają się dziać dość straszne i dziwne rzeczy. Bohaterowie zostają rozdzieleni a autor opisuje po kolei drogę każdego z nich. Bardzo spodobał mi się taki rozwój zdarzeń, był raczej nieprzewidywalny a to, co zdarzyło się z Szastą dało mi dużo do myślenia. Rozwija się tam również wątek Lwa, choć nie od razu o tym wiemy. Historia, jaka przytrafiła się dziewczynie, z którą podróżują główni bohaterowie jest o tyle ważna, że dzięki niej dzieci będą miały wiedzę, która może zbawić Magiczny Świat. A czy zbawi?

Książka opisywana jest bardzo barwnym językiem i czasem pojawiają się wyrafinowane, stare słowa (przynajmniej w moim przekładzie). Opisy autora są długie, choć nie aż tak, ale mimo wszystko czytelnik chce je czytać bo dzięki nim poznaje magiczny świat oczami bohaterów. Poza tym, pan Lewis tak fantastycznie włada piórem, że czytając jego książki (i oglądając bardzo ładnie narysowane obrazki) czujemy się tak, jakbyśmy byli w tym świecie tuż obok postaci i podążali razem z nimi. Dlatego też sądzę, że nikogo opisy nie powinny znudzić.

Ponadto, autor pisze w sposób dość nietypowy a przez to jeszcze ciekawszy. Otóż, pan Lewis pisząc o Narnii, używa czasem zwrotów świadczących o tym, że naprawdę ona istnieje a z jego przedstawienia Magicznego Świata wywnioskować można, że pisarz sam tam był i widział wszystko na własne oczy. Jest to ogromny plus powieści i podoba mi się to. Poza tym, narrator jest wszechwiedzący i jakby nie było, da się to naprawdę odczuć, gdyż Lewis często wyjaśnia zachowania, emocje postaci i czasem wybiega w przyszłość lub opisuje przeszłość aby nakreślić przyczyny zdarzeń.

Jeśli chodzi o bohaterów, nie wyróżniają się oni niczym szczególnym. Są odważni, sprytni i przyjacielscy, jak w każdej innej książce fantastyczno-przygodowej. Szasta to dziecko dość niewinne, zbyt wiele również nie potrafi ale jest dość zadziorne i wytrwałe. Mieszkało u starego wieśniaka więc wygląda podobnie jak on, ale mimo wszystko, podróż bardzo go hartuje i zmienia. Arawis zaś to dziewczyna, będąca od zawsze damą i nie pozwala sobie o tym zapomnieć nawet w okolicznościach, które by temu nakazywały. Traktuje pogardliwie Szastę czym bardzo mnie irytuje. Muszę przyznać, że z początku jej nie lubiłem, bo była taka.. nieuprzejma. Na szczęście pod koniec naprawdę się zmienia i odzyskuje moją sympatię.

Pozostaje mi jedynie polecić "Konia i jego chłopca". Jest to prosta historia, nie ma wielu wątków ale przekazuje naprawdę bardzo wiele idei i ukazuje przemianę chłopca-wieśniaka na naprawdę porządnego człowieka (nie zdradzę kogo). Pamiętamy, że jest to książka głównie dla dzieci, stąd nie możemy spodziewać się zawiłości w fabule, ale na pewno spotykamy niesamowite zwroty akcji i same opisy świata i możliwość poznania Narnii i okolic oczami bohaterów to coś, dla czego warto sięgnąć po książki Lewisa. Oceniam na 8 na 10.

Wyzwania: Czytam fantastykę  |  1,8 cm

Udostępnij:

06 lutego 2013

"Srebrne Krzesło" Clive Staples Lewis

Eustachy Scrubb i Julia Pole to znajomi z Eksperymentalnej Szkoły w Anglii. W jedno z szarych, jesiennych popołudni zmienia się ich całe życie. Przekraczając furtkę w murze otaczającym szkołę, wchodzą do innego świata. Po przekazaniu przez Aslana znaków, dzieci wyruszają na poszukiwanie Riliana, syna Kaspiana, następcy tronu. Z początku droga jest prosta ale już wkrótce wszystko się komplikuje.

"Srebrne krzesło" to czwarta część znanej z pewnością każdemu serii "Opowieści z Narnii". Autorem tej fantastycznej sagi jest Clive Staples Lewis, który urodził się w 1898 roku w Belfaście a zmarł w 1963 roku w Oxfordzie. Po jego dzieło sięgnąłem z czystej ciekawości, zastanawiając się czy magiczny świat Narnii ukazany w poprzednich tomach, będzie tak wspaniały i tym razem. Ku mojej uciesze nie zawiodłem się.

W każdej z części, dzieci trafiały do Narnii w inny sposób. Byłem bardzo ciekaw tego, jak tym razem Eustachy i Julia dostaną się do magicznej krainy. Gdy dotarli na kraniec świata, spotykając tym samym Aslana, rozpoczyna się tajemnicza podróż.

Muszę przyznać szczerze, że uwielbiam wszystkie sceny z Lwem. Jest w nich jakaś moc, jakiś sekret. Dziwi mnie to, jak wiele są w stanie oddać bohaterowie w imię Aslana. Nie raz zresztą zastanawiałem się, dlaczego tak rzadko pojawia się w swojej krainie i dlaczego nie może sam wybrać się na wyprawę po księcia, skoro ma taką moc i siłę. Często zadaję sobie pytanie, kim jest Aslan? Skąd się wziął, dlaczego ma taką moc i jak to możliwe, że żyje tak długo? W "Srebrnym krześle" nie odnalazłem odpowiedzi na te pytania, aczkolwiek postać Lwa z pewnością odegrała dużą rolę, gdyż tylko dzięki niemu postacie uwolniły się od złego czaru... dzięki wierze i miłości w niego.

Fabuła powieści nie jest bardzo wielowątkowa. Autor skupia się raczej na głównej akcji, czyli na podróży na Północ w celu odnalezienia następcy tronu. Książkę czyta się naprawdę szybko, szczególnie kiedy nadarzają się zaskakujące zwroty akcji, całkowicie zmieniające bieg zdarzeń. Ponadto, zauważyłem, że mimo całkiem długich opisów, w ogóle się nie nudzę, nawet powiem więcej, czytam je z wielką przyjemnością. Pan Lewis doskonale włada piórem, tworząc niesamowity świat a jego opis ubierając w niezwykle dobrane słowa, w ten sposób, że stajemy się częścią tego, co przedstawia. Osobiście, wciąż miałem przed oczami dokładny obraz miejsc i postaci a dzięki niewielkim, czarno białym obrazkom mogłem jeszcze dokładniej ujrzeć wizję autora. Zazwyczaj nie przepadam za ilustracjami ale w tym przypadku są one naprawdę wskazane, szczególnie, że nie są aż tak dokładne (jakby były tylko szkicem) co sprawia, że wciąż dużo możemy wyobrazić sobie sami.

Niestety wciąż brakuje mi głównych bohaterów pierwszych dwóch części serii. Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja to postacie, o których będę pamiętać zawsze i to za nimi najbardziej będę tęsknić. Nie podoba mi się pomysł, aby do Narnii nie można było powracać po którejś wizycie. Rozumiem, że jest to konieczne, bo gdyby tak legendarny władca jak Piotr wszedł do Magicznego Świata tylko rok starszy, gdzie tam minęły już tysiąclecia, to byłoby dość dziwnie, żeby nie powiedzieć nieciekawie. Mimo wszystko, z jednej strony polubiłem nowych bohaterów, ale z drugiej czuję się tak, jakby nie była to już ta sama seria co kiedyś.

Eustachy'ego poznajemy już wcześniej, w trzeciej części czyli w "Podróży Wędrowca do Świtu". Na pokładzie statku króla Kaspiana, zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak, którego z całego serca znienawidziłem. Irytował mnie za każdym razem jak się odzywał - Łucja była od niego krocie dojrzalsza. Mimo wszystko, gdy złe nastawienie odeszło, i zabrałem się za czwartą część, poznałem Scrubba z zupełnie innej strony. Z początku, opiekuńczy, a przynajmniej przyjacielski. Mimo wszystko jednak, złośliwy ale nie przesadnie. Widać ostatnia wizyta w Narnii dobrze mu zrobiła. Zresztą, nawet Julia zauważyła jego przemianę. Na sam koniec książki nadmieniła, że Eustachy jest o wiele dojrzalszy, przynajmniej tak wygląda. I czytelnikowi pozostaje kwestia rozstrzygnięcia tego, czy wyglądał tak dlatego, że w Świecie Aslana nikt i nic nie ma określonego wieku, czy naprawdę przygody (nie zawsze przyjemne) zmieniły jego charakter. Ja wierzę, że to drugie.

Julia zaś to nowa bohaterka, która od samego początku zostaje przedstawiona jako delikatna, uczuciowa dama. Niestety zachowywała się nonszalancko, szczególnie wobec jedynej osoby, która zechciała ją pocieszysz, czyli Eustachego. Mimo wszystko potrafiła się opamiętać i przeprosić. Właściwie, polubiłem ją od samego początku i nie byłem do niej nastawiony negatywnie, choć naprawdę irytował mnie fakt, jak pobłażliwe traktowała znaki powierzone jej przez Aslana, w końcu je zapominając... Na szczęście potrafiła naprawić swoje błędy we właściwych momentach, za co ją cenię.

Chciałbym dodać jeszcze, że bardzo podoba mi się sposób narracji w "Srebrnym Krześle". Sądzę, że pomysł aby narrator był wszechwiedzący jest w tym wypadku świetny bo możemy poznać wszystkie myśli bohaterów, czasem wyjrzeć nieco w przyszłość lub przeszłość co naprawdę pomaga w zrozumieniu historii oraz poznaniu aktualnej sytuacji. Poza tym, autor opisuje świat Narnii tak, jakby był tam i widział to wszystko na własne oczy, tak jakby przedstawiał świat, który istnieje i był dostępny dla wszystkich. Potwierdza to cytat: ""Jeśli kiedyś będziecie mieć szczęście i traficie do Narnii, nie zapomnijcie zwiedzić tych jaskiń""

Podsumowując, chciałbym polecić wam kolejną, czwartą część "Opowieści z Narnii". Fabuła książki jest dość prosta, raczej jednowątkowa, ale w trakcie czytania z pewnością nie zabrakło niespodziewanych zwrotów akcji czy momentów, w których wstrzymywało się oddech. Zwrócić uwagę powinniśmy przede wszystkim na to, w jaki sposób pan Lewis ukazuje Magiczny Świat. Pisze o nim tak, jakby naprawdę istniał a jego opisy są niezwykle ciekawe i rzeczowe. Bohaterów "Srebrnego Krzesła" z pewnością polubicie, choć niektóre ich zachowania mogą okazać się dość irytujące. Książkę oceniam na 8 na 10.

Wyzwania: Czytam fantastykę  |  1,9 cm

» »

Witajcie. Jak mija wam czas wolny (lub niewolny :c)? Boję się tego, że za chwilę miną ferie i będę musiał harować od nowa przez kolejne pół roku :c Na szczęście robi się coraz cieplej i zbliża się wiosna, chociaż takie pocieszenie :)

Jak widzicie dzisiaj recenzja "Opowieści z Narnii". Sięgnąłem po nie spontanicznie, po prostu chciałem wrócić do tego świata. I tak mi się spodobało, że postanowiłem, że skończę całą serię do końca ferii - czyli codziennie będę czytać po jednej części. Chciałem się wam pochwalić, że mam dwie cudowne tomy ze wszystkimi częściami Narnii, wydane w 1991 roku z obrazkami, mapami Magicznego Świata i okolic a księgi te zostały wydrukowane w... Jugosławii, tsa xd Bardzo się cieszę, że mam takie niepowtarzalne wydanie, mimo, że jest troszku zniszczone, ale to wiadomo, w końcu książki te są starsze ode mnie :) Okładka pod tym linkiem.

Do napisania jutro, pozdrawiam!
Udostępnij: