Pokazywanie postów oznaczonych etykietą › Igrzyska Śmierci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą › Igrzyska Śmierci. Pokaż wszystkie posty
20 maja 2012
Witajcie wszyscy. Dzisiejsza notka jest dość nietypowa. Nie zauważyłem podobnego pomysłu na żadnym z blogów, aczkolwiek nie wiem, czy ktoś już tak nie robi. Otóż, po wspaniałej serii Igrzyska Śmierci czułem pewien niedosyt. Tak, jakbym napisał o trylogii za mało. Zastanawiając się, jak temu zaradzić, wpadłem na pomysł. Od dzisiaj, po zrecenzowaniu wszystkich książek danej serii, robić będę podsumowania, w których 'wyczerpię' moje zdanie i opinię na temat lektury. Zaczynamy więc :3
Suzanne Collins jest pięćdziesięcioletnią pisarką, urodzoną w Hartford, Connecticut (USA) w roku 1962. Zadebiutowała ona przede wszystkim pięcioczęściową serią książek "The Underland Chronicles", nie wydaną w Polsce. Po skończeniu sagi, postanowiła, że wykreuje ona świat Katniss Everdeen, w trylogii pod tytułem "Igrzyska Śmierci", która doczekała się już ekranizacji pierwszej, z trzech części. Za napisanie tejże serii zastała uznana przez gazetę The Times za jedną z najbardziej wpływowych ludzi 2010 roku. Obecnie "Igrzyska Śmierci" zajmują pierwsze miejsce na TOP10 w Empiku.
Kliknij w zdjęcie aby powiększyć.
Igrzyska Śmierci. Panem, kraj zbudowany na ruinach Stanów Zjednoczonych, podzielony na bogaty Kapitol i przymierające głodem dwanaście dystryktów. Nadszedł właśnie dzień dożynek. Szesnastoletnia Katniss Everdeen, mieszkanka Dwunastego Dystryktu i jedyna żywicielka rodziny, pociesza swoją siostrę, Primrose, która po raz pierwszy w pełni uczestniczyć będzie w dożynkach. W tym roku również jej imię i nazwisko znalazło się w kuli, z której zaraz Effie Trinket wylosuje trybutkę. Wszyscy stoją na placu i oczekują rozpoczęcia smutnej uroczystości. Po filmie, pochodzącym z Kapitolu, oczerniającym dystrykty, Effie losuje uczestniczkę kolejnych głodowych igrzysk. Jest nią... dwunastoletnia Prim. May the odds be ever in your favor. Jak widać, niekoniecznie.
W pierścieniu ognia. Po wygranej w Igrzyskach, Katniss wraz z Peetą wyruszają w podróż po dystryktach - Tournee Zwycięzców. Tam dochodzą ich słuchy o buntach dla Kosogłosa, niektóre widzą na własne oczy. Po woli zaczyna się terror. Po zniszczonych relacjach "nieszczęśliwych kochanków", oboje znów starają się wszystko naprawić. Mimo bogactwa, leży na nich nacisk ze strony Kapitolu, przez feralną scenę z jagodami. Wkrótce, w telewizji pojawia się audycja na żywo z przemową prezydenta Snowa. Tym razem dzieci z dystryktów mogą czuć się bezpiecznie. Na arenę trafią... zwycięzcy Igrzysk sprzed lat. Ćwierćwiecze Poskromienia czas rozpocząć.
Kosogłos. Ucieczka z areny. Podróż nieznanym poduszkowcem. Granica życia ze śmiercią. Przyjaciele. Katniss nie wie całkowicie co się dzieje. Osłupiała i ranna leci w nieznane jej miejsce, do innego dystryktu. Jej domu już nie ma. Przeżyło niewielu. Rodzina Katniss jest jednak bezpieczna, dzięki Gale'owi, który bezinteresownie pomagał ludziom w Dwunastym Dystrykcie, gdy wydarzył się wypadek. Teraz, bohaterka musi stanąć przed wyborem. Ma ona zostać Kosogłosem, aby przewodzić rebelii buntowników, czy zamknąć się w sobie nie zważając na losy państwa Panem?
Talent. Za książkę pani Suzanne Collins zabrałem się praktycznie tylko ze względu na film, który obejrzałem wcześniej. Po przeczytaniu wszystkich trzech części byłem zły na siebie, że mimo, iż książkę widziałem wiele razy w Empiku, nigdy po nią nie sięgnąłem. Z drugiej jednak strony, cieszę się, że stało się to teraz, gdy mam bloga z recenzjami, gdy powstał film... Może rok temu nie zrozumiałym lektury tak, jak robię to teraz?
Pani Collins ma niesamowity warsztat. Osiągnęła mistrzowski poziom w tworzeniu napięcia i momentów, które zapierają dech w piersiach. Jej opisy są pełne i harmoniczne, dzięki czemu łatwo można wyobrazić sobie przedstawiany przedmiot, miejsce lub osobę. Amerykańska pisarka niesamowicie wcieliła się w postać szesnastoletniej Katniss. Pisała realistycznie - nie faworyzowała nikogo, a bohaterowie popełniali błędne decyzje, co pokazuje, że ludzie nie są idealni (tak, jak w książce być powinno i jest w prawdziwym życiu). Dodam jeszcze, że Collins niesamowicie wykreowała fabułę utworu. Wszystko ze sobą współgra, nie ma miejsca na niepotrzebne wątki. Jest ona ciekawa i wciągająca. Podziwiam.
Bohaterowie. Już na samym początku książki poznać można zachowania i emocje głównej bohaterki, Katniss. W pierwszych scenach przeczytać można o Gale'u, jej najlepszym przyjacielu, Prim - siostrze oraz o matce, która całkowicie odcięła się od rodziny. Po pierwszych stronach dostrzec można już pełen wachlarz bohaterów o odmiennych zachowaniach, cechach charakteru itd. Dostrzegamy tam również szczerą miłość i troskę o młodszą siostrę, ale także o przyjaźń z Gale'm, 'przyjacielem do polowań'.
W kolejnych częściach wszyscy się zmieniają. Katniss coraz gorzej radzi sobie z problemami psychicznymi. Nie, nie zwariowała, aczkolwiek momentami jest tego bliska. Peeta - kochany, rozgadany chłopak głównej bohaterki, odciął się od niej, unika jej - czyżby zamknął się w sobie? Po powrocie "nieszczęśliwych kochanków" do dystryktu, Gale stał się podejrzliwy i tajemniczy. Gdy spotykali się w niedziele, zawsze miałem wrażenie, że jest między nimi napięcie. Są też oczywiście zmiany na lepsze. Prim, z nieśmiałej i dziecinnej, zmieniła się w odważną i dojrzałą nastolatkę, gotową pomóc ludziom w potrzebie w przychodni lekarskiej mamy. Tak, matka Prim i Katniss pozbierała się po śmierci męża i znów poświęca się rodzinie, starając się odbudować więzy ze starszą córką.
Czytając trzecią część miałem prawdziwy mętlik w głowie. Katniss - raz odważna, stanowcza, niesamowita, po chwili stawała się zagubioną dziewczyną, chorą psychicznie, z powodu przejść jakich doświadczyła w tak niedługim czasie. Peeta, przez tortury, początkowo znienawidził główną bohaterkę, w epilogu zaś znów byli szczęśliwym małżeństwem. Gale zawiódł mnie już w drugiej części ale w trzeciej częściowo udowodnił, że jego przyjaźń z Katniss jest bardzo krucha. Ostatecznie pogodzili się, ale uraz do jego postaci pozostał. Jedyne co jest na plus, to całkowite odbudowanie więzów rodzinnych u Everdeen'ów. Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż już na początku książki widać ich starania i ochronę siebie nawzajem. Gdy dowiedziałem się, że Prim umarła, myślałem że się załamię. Bardzo wzruszył mnie ten moment - może nie do płaczu ale czułem tą pustkę w brzuchu, gdy jest mi bardzo przykro (znacie pewnie to uczucie).
Fabuła. Powiem krótko. Niesamowity, oryginalny, niespotykany pomysł. Futurystyczny kraj o rygorach niewyobrażalnych w dzisiejszym świecie. W książce można doszukiwać się drugiego dna ale lepiej otworzyć się na przesłanie. Świetne poprowadzona akcja, narracja. Jest tam bardzo dużo niespodziewanych zwrotów akcji przyspieszających fabułę. Po prostu lepiej być nie mogło.
Opinia ogólna. Bardzo ciężko znaleźć mi jakiekolwiek minusy serii. Jest ich bardzo niewiele. Przede wszystkim, potwornie irytowała mnie Katniss, w drugiej części, stąd oceniam ją niżej niż inne części. Niestety ciągłe ucieczki przed miłością, "fochy" i odrzucanie pozytywnych emocji Peety działały mi na nerwy. Nie chciałem ich łączyć na siłę, ale... sto pięćdziesiąte siódme przemyślenie tego, czy powinna udawać, dać mu szansę czy oddać się emocjom, już mnie zwyczajnie nudziły i denerwowały.
Nikogo chyba nie zdziwi, że dam trylogii ocenę 10/10. Inaczej po prostu bym nie mógł. Szkoda, że teraz już definitywnie muszę pożegnać się z serią :c Będzie mi jej brakowało. Teraz już tylko czekać na ekranizację. Żegnajcie Igrzyska Śmierci :c
~~
Hej jeszcze raz. Co sądzicie o pomyśle? Będę tak robił, ale częściej czytam chyba pojedyncze książki, choć generalnie wolę serie.
Niecałe dwa tygodnie temu założyłem sobie konto na nakanapie.pl (nick: Avenix). Chciałem się pochwalić, że udało mi się wygrać cztery pierwsze części serii Pas Deltory. Jest to naprawdę mój pierwszy prawdziwy materiał do recenzji, jestem strasznie dumny i bardzo mi miło. Jak tylko książki dotrą to zrecenzuję :] Teraz muszę już lecieć bo jutro poniedziałek - kolejne pięć dni roboty 3: Do napisania!
.
13 maja 2012
"Kosogłos" Suzanne Collins
Pięć minut temu skończyłem czytać trzecią, ostatnią część, serii Igrzysk Śmierci. Wciąż jeszcze walczę z bólem brzucha, który wystąpił przez emocje, po przeczytaniu lektury. Cały czas analizuję to, co Suzanne Collins przedstawiła nam na sam koniec Kosogłosa. "Igrzyska Śmierci" to trylogia, dzięki której autorkę zdecydowanie zapamiętam na zawsze.
Po Ćwierćwieczu Poskromienia, zaraz po wysadzeniu pola siłowego, okrążającego arenę, Katniss zostaje porwana przez nieznany poduszkowiec. Jak się okazuje, są tam jej najbliżsi przyjaciele. Po tygodniach rehabilitacji, wraca do zdrowia. Wraz z rodziną mieszka teraz w całkowicie nowym i odmiennym miejscu, wszczynając prawdziwą wojnę przeciwko Kapitolowi. Stawiając twarde warunki prezydent dystryktu, podejmuje się roli Kosogłosa i nakręca propagandy, mające na celu pokazać rebeliantom, że jest po co i dla kogo walczyć. Wkrótce krwawe powstania zmienią się w otwartą wojnę. Kto zwycięży, a kto zginie?
Niestety. Niestety nie znam słów w języku polskim, aby określić moje teraźniejsze emocje. Nie znam przymiotników pozwalających mi na trafne przedstawienie tego, jak genialny jest "Kosogłos". Niestety. Z początku fabuła powieści jest dość monotonna. Akcja była wartka, aczkolwiek brak jej było wydarzeń, które znacząco mogły wpłynąć na pojmowanie historii. Dalej jest tylko lepiej. Gdy Katniss wraca do siebie i jej problemy psychiczne ustają, powoli zaczyna szukać odpowiedzi na wiele dręczących ją pytań. Choć nie zgadzała się na zostanie Symbolem Rebelii, decyduje się ostatecznie na pokierowanie powstaniem, żądając śmierci Snowa. Czytelnikowi daje to dużo do myślenia, mnie również. Oto z nieśmiałej ale odważnej dziewczyny z Dwunastego Dysktryktu, rodzi się Kosogłos, prawdziwy symbol rebeliantów, który poprowadzi wojnę z Kapitolem. Niesamowite.
Fabuła ostatniej części Igrzysk jest nieporównywalna z jakąkolwiek inną książką. Jestem całkowicie zadowolony i nasycony historią, mimo, że bałem się tego, iż "Kosogłos" może mnie zawieść. Teraz odważnie powiedzieć mogę, iż były to bezpodstawne obawy. Pisarka trzyma w napięciu praktycznie przez cały czas. Choć samo przebywanie bohaterów w nowym dystrykcie i przygotowywanie się do wojny nie jest najciekawszym ciągiem zdarzeń, po decyzji o wyprawie Katniss do Kapitolu na bitwę, akcja niesamowicie przyspiesza. Tyle ważnych i długo oczekiwanych przez czytelnika epizodów dzieje się na przestrzeni kilkunastu stron. Zakończenie powieści uiszcza się w epilogu, który ma tylko dwie strony. Zawarty jest tam opis życia Katniss i Peety, po wielu latach od wojny.
W drugiej części serii, w "W pierścieniu ognia" bohaterowie nie ulegli znaczącym zmianom. W Kosogłosie wszyscy zmienili się tak diametralnie, że jest to aż przerażające. Katniss na początku książki przerodziła się w odważną przywódczynię, w połowie lektury, dążącą do celu dojrzałą kobietę, pod koniec była na zmianę obłąkana, załamana, często zdeterminowana i w końcu wyniszczona psychicznie. W poprzednich częściach nietrudno było zauważyć, że kolejne Igrzyska, kolejne wyzwania stające na drodze bohaterce, wpędzają ją coraz bardziej w problemy. Nie fizyczne, z których tak łatwo było jej się wygrzebać. Psychiczne. W końcu co noc napadały ją koszmary. Nieraz chciała uciekać z dystryktu. W trzeciej części możemy znaleźć upust jej cierpienia. Myśli samobójcze, całkowite załamanie oraz zabójstwo ważnego polityka, o którym stało się głośno w całym Panem. Na koniec kuracja, która powoli wyleczyła ją z obłędu. Podsumowując, postać Katniss była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Przeszła ona niesamowitą zmianę, przez zakorzenione w jej umyśle urazy.
Choć główna bohaterka była często nie do poznania, Peeta stał się jednak całkowicie inną osobą. Kiedy powrócił z Kapitolu, nie był już kochankiem i mężem naszej głównej postaci. Przecież na początku chciał ją zabić. Nie mógł dość do siebie po praniu mózgu i nie wiedział, które wspomnienia - te, wpojone przez Kapitol, mówiące o nienawiści do Katniss, czy te miłosne - są prawdziwe. Ogromny zamęt w jego umyśle wybuchł dopiero po pocałunku z byłą ukochaną. Temu momentowi przyglądałem się z zapartym tchem. Czytając książkę dostrzegłem jeden wątek, powolną i mozolną drogę do ponownego połączenia się Peety i Katniss. Od nienawiści, poprzez strach i niezrozumienie, chęci zabicia samego siebie ze względu na drugą osobę aż do namiętniej miłości przedstawionej w epilogu. Mimo, że znienawidziłem Peete, nie wyobrażam sobie książki bez niego. Historia ta nie mogłaby istnieć. Na koniec książki znów powrócił na listę moich ulubionych bohaterów wszech czasów, w końcu po tym co przeszedł nawet ja rozumiem, że na początku musiało być trudno.
W poprzednich recenzjach nieraz opisywałem, jak wielki Suzanne Collins ma talent. Dziś dodam od siebie jeszcze trzy zalety jej warsztatu. Pierwszą z nich jest lekkość z jaką opowiada historię Katniss. Czasami mam wrażenie, że ona sama przeżyła podobną historię mając 17 lat, bo wczuwa się w rolę bohaterki niesamowicie realistycznie. Drugą zaletą jest umiejętność budowania napięcia. W trakcie, jak i pod koniec książki tak się denerwowałem, że musiałem ją zamknąć i ochłonąć - mówię teraz całkowicie poważnie. Przeżywałem emocje bohaterów tak mocno, jakby od ich działań zależało moje życie. Właśnie za to kocham książki i za to pokochałem Suzanne. Trzecią cechą, która bardzo mi imponuje u pisarki to fakt, że do ostatniej strony nie byłem pewny jak zakończy się historia. Gdy już wysnuwałem możliwy scenariusz, zdarzało się coś, co całkowicie odwracało bieg akcji. Fabuła jest całkowicie nieprzewidywalna, za co cenię najbardziej warsztat amerykanki. Jej opowieść przemówiła do mnie w stu procentach.
Każdy akapit piszę coraz wolniej. Staram się uważać na słowa, zastanawiam się nad każdym zdaniem. Może właśnie teraz, pisząc recenzję, dochodzi do mnie, że historia Dziewczyny, która igra z ogniem, dobiegła końca. Dobiegła końca. Końca. Gdy piszę te słowa, wypełnia mnie pustka. Nie będzie już nic więcej. To niesprawiedliwe.
Właśnie teraz zrozumiałem, że stwierdzenie na okładce pierwszej części serii, "Igrzyska Śmierci", iż książka nie jest dla dzieci, tylko dla młodych dorosłych, jest słuszne. Teraz, po przeanalizowaniu całej serii jestem pewien, że powieść ta jest niezwykle dojrzała. Ubolewam, że znalazły się słodkie dziewczynki, które po filmie zakochały się w Peecie i trajkoczą dookoła, jakiż on jest cudowny. Od tego był Zmierzch, od tego był Edward. Igrzyska Śmierci to seria mająca drugie dno, przekazuje dramatyczną historię ale również uczy. Pokazuje, że po wielu przejściach, nawet młoda osoba może całkowicie się załamać. Opisuje miłość istniejącą nawet wśród cierpienia. Tak, dojrzała książka to dobre określenie na tą serię. "Kosogłos", który kończy historię Katniss, na pewno nie stanie się tak płytki jak "Twilight", które zostało zniszczone przez "dzikie fanki", kochające każdego przystojnego aktora. Nie, Igrzyska Śmierci, Kosogłos, jest dla czytelników z wyższych sfer, potrafiących docenić więcej niż jest to wymagane. Książki autorstwa Suzanne Collins, pod tytułem "Kosogłos" nie potrafię ocenić według zwyczajnej skali, gdyż powieść jest ponad jakimikolwiek ocenami.
04 maja 2012
"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins
'Happy Hunger Games and may the odds be ever in your favor!'. Po przeczytaniu pierwszej części antyutopijnej serii "Igrzyska Śmierci", zdanie to nieustannie chodziło mi po głowie. Niemalże natychmiast sięgnąłem po recenzowaną dzisiaj, drugą część trylogii - „W pierścieniu ognia”, autorstwa Suzanne Collins. Amerykańska autorka, urodzona w 1963 roku w mieście Connecticut w USA, zadebiutowała początkowo pięcioczęściową serią „The Underland Chronicles”. Jej największym sukcesem było jednak wydanie serii „The Hunger Games”, która zdobyła uznanie krytyków na całym świecie.
Druga część bestsellerowej trylogii rozpoczyna się na kilka tygodni przed Tournée Zwycięzców. Jest to wydarzenie na miarę całego państwa Panem, równo pół roku przed kolejnymi Głodowymi Igrzyskami. Peeta wraz z Katniss, jako zwycięzcy 74. Igrzysk, wybierają się w podróż po wszystkich dwunastu dystryktach. Po skończonym Tournée ich życie pozornie wraca do normy. Do zwyciężczyni poprzednich Igrzysk dochodzą słuchy o buntach w różnych częściach kraju oraz o Kosogłosie, który, od czasu przeciwstawienia się Kapitolowi na arenie, stał się znakiem rebeliantów i wspólnego dążenia do obalenia okrutnej władzy. W tym też czasie, prezydent Snow wszczyna akcję stłumienia powstańców. Za całe zajście obwinia oczywiście Katniss oraz jej wyskok z jagodami ponad pół roku temu. Wkrótce Ćwierćwiecze Poskromienia i kolejne "specjalne" Igrzyska. Kto tym razem trafi na arenę?
Gdy tylko pożyczyłem drugą część natychmiast rozpocząłem podróż z lekturą. Książkę czytało się bardzo lekko, aczkolwiek już po kilkudziesięciu stronach spostrzegłem jak bardzo irytuje mnie wciąż udawana miłość Katniss do Peety. Ciągłe „gierki”, ucieczka od prawdziwych uczuć i kolejne wybryki zwyciężczyni zaczęły mnie zniechęcać do książki. Nie myślę tu o celowym złączeniu bohaterów, wbrew ich woli. Chodzi o to, że sądziłem, iż po pierwszej części ciągłego "udawania", ich więź się pogłębi, a nie rozerwie się i przez kolejne pół książki próbować się będzie ponownie zawiązać. Uznałem, że wątek ten znudził mnie; byłem nieco zawiedziony.
Gdy po przeczytaniu książki skupiłem się na tym, jak historia dalszego życia Katniss została przedstawiona, doszedłem do wniosku, że książka jest od samego początku dość monotonna. Jednostajność akcji zostaje jednak przerwana wydarzeniem, które wywraca ciąg zdarzeń do góry nogami, przyspieszając niesamowicie fabułę. Opis zajścia trwa zazwyczaj kilkanaście stron. Jak się jednak domyślacie, kolejne kilkadziesiąt stron znów są dość... nieciekawe, po czym następuje chwila, gdzie znowu akcja jest momentalnie przyspieszona. Nie wiem, czy był to zamierzony trik autorki, czy przypadek, ale taki sposób przedstawiania zdarzeń w książce nie przypadł mi do gustu. Opisy zdarzeń między zwrotami akcji są jednak niezbędne do bezbłędnego zrozumienia fabuły i dobrego poznania bohaterów, stąd polecam nie pomijać żadnych akapitów tekstu.
Szokującym zwrotom akcji, o których wspomniałem, stawić czoła musieli główni bohaterowie trylogii.. Nierzadko jednak nie dawali sobie rady, zamykali się w sobie i uciekali przed światem. Bez wahania powiedzieć mogę, że autorka perfekcyjnie wczuła się w rolę siedemnastoletniej Katniss i idealnie poprowadziła narrację. Dodam też, że zwroty akcji były tak niespodziewane, że czytelnik przeżywał je niemalże tak samo, jak robiła to Kotna. Niekiedy musiałem na chwile usiąść i zastanowić się nad tym, co się wydarzyło, bo zwyczajnie nie dowierzałem.
Postacie w drugiej części trylogii nieznacznie się zmieniły. W książce zauważalne były coraz większe rozterki między miłością Katniss do Peety oraz do Gale’a. Często miałem również wrażenie, że główna bohaterka zamknęła się w sobie, a jej relacje z postaciami są zaburzone. Ucieszyłem się jednak na wieść, że matka Katniss całkowicie się zmieniła. W pierwszej części była pokazana jako słaba, depresyjna kobieta, która porzuciła rodzinę by pogrążyć się w rozpaczy z powodu straty ukochanego męża – ojca Katniss i Prim. W „W pierścieniu ognia”, pani Everdeen opisana została przez Collins jako osoba spiesząca z pomocą, dzięki domowej klinice, w której miała sposobność pomagać innym. Kobieta kochała i dbała o swoje córki, z którymi znów nawiązała kontakt i więź rodzinną.
Zawiodła mnie zaś postać Gale’a. Jest to bohater drugoplanowy, który w pierwszej części okazywał prawdziwą sympatię i przyjaźń do Katniss. W drugiej części miałem mieszane odczucia. Nieraz zdawało mi się, jakoby Gale miał żal do Katniss o przyjaźń z Peetą. Z drugiej zaś strony była to osoba, która wciąż dbała o Katniss i była dla niej jedyną w pełni zaufaną osobą. Sam nie wiem, która ze „stron” Gale’a przeważała w lekturze. Obawiam się, że zazdrość pojawiała się u przyjaciela Kotny częściej niż prawdziwa sympatia.
Podsumowując, książka zaskakuje niesamowicie, aczkolwiek są w niej momenty, które zwyczajnie trzeba „przetrwać” gdyż z akcją mają niewiele wspólnego, ale czytelnik nie może ich pominąć, ze względu na to, iż później może się naprawdę pogubić. Zakończenie drugiej części trylogii jest jednak, moim zdaniem, tak poruszające, że zmusza to szybkiego przeczytania kolejnej części. Tak więc, „W pierścieniu ognia” oceniam na 8/10 i polecam wszystkim zainteresowanym, szczególnie młodzieży, dla której ta książka jest przeznaczona.
01 maja 2012
"Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins
„Igrzyska Śmierci”
to pierwsza część dramatycznej serii antyutopijnej napisanej przez Suzanne
Collins. Amerykańska autorka urodziła się w 1963 roku w mieście Connecticut w
USA. Zadebiutowała ona pięcioczęściową serią książek „The Underland Chronicles”,
która stała się prawdziwym bestsellerem. Największą sławę przyniosła jej
jednak, napisana kilka lat później, trylogia, po którą sięgnąłem, zaraz po
adaptacji filmowej pierwszej z trzech części.
Igrzyska Śmierci opowiadają
historię szesnastoletniej Katniss Everdeen, głównej bohaterki oraz
narratorki powieści, która zamieszkuje futurystyczny kraj Panem, powstały na
ruinach Stanów Zjednoczonych. Kraj ten dzieli się na Kapitol i dwanaście
dystryktów. Dziewczyna, która w wieku dwunastu lat została główną żywicielką
rodziny, mieszka w dystrykcie dwunastym - najbiedniejszym, praktycznie
pozbawionym jakichkolwiek dóbr. Wraz z Galem, najlepszym przyjacielem, wybiera
się na zakazane polowania poza teren dystryktu. Jest to jej jedyna szansa na
utrzymanie przy życiu siebie, dwunastoletniej siostry Primrose oraz matki,
która po śmierci męża całkowicie odcięła się od rodziny.
Nadszedł dzień dożynek. Jest to
coroczne wydarzenie, odbywające się w każdym z dystryktów, mające na celu
wyłonienie jednego chłopaka i jednej dziewczyny z każdej części Panem, którzy
uczestniczyć będą w Głodowych Igrzyskach. Dzięki temu wydarzeniu Kapitol przypomina
ludności o buntach i powstaniach, które zniszczyły kraj i doprowadziły do jego
upadku.
Katniss, która była pewna, że
jej siostra nie zostanie wylosowana, gdyż jej imię i nazwisko znajdują się
tylko na jednej kartce z ponad kilku tysięcy, odważnie ruszyła na plac miejski.
Effie Trinket, po przemowie prezydenta dwunastego dystryktu włożyła rękę do
kuli i wyciągnęła karteczkę z imieniem i nazwiskiem tegorocznego trybuta płci
żeńskiej. Jest nią… Primrose Everdeen. Siedemdziesiąte Czwarte Głodowe Igrzyska
właśnie się rozpoczęły.
Fabuła "Igrzysk
Śmierci" opiera się na tragicznej historii dziewczyny oraz jej kolegi ze
szkoły, Peety, którzy mają za zadanie dostarczyć publiczności dużych wrażeń
dosłownie zabijając się nawzajem na arenie. Łącznie trybutów jest dwudziestu
czterech, z czego początkowo tylko jeden może wygrać. Jest to fabuła
zdecydowanie niespotykana i pomysł autorki jest oryginalny do tego stopnia, że
jestem w stanie powiedzieć, iż nikt wcześniej na taki koncept nie wpadł, co
dziś, w dwudziestym pierwszym wieku jest niestety rzadkością. Za to zdecydowanie
należy się plus. Sądzę, że fabuła pierwszej części trylogii Collins jest bardzo
wartka i wypełniona po brzegi zwrotami akcji, które niesamowicie wpływają na
wyobraźnię i zafascynowanie czytelnika, co dodatkowo uatrakcyjnia książkę.
Akcja wciąga odbiorcę tak silnie, że kolejne strony przewracane są bez
jakiegokolwiek oderwania się. Dopiero po dłuższym czasie spostrzegamy, ile
stron już za nami. Jest to niespodziewany atut Igrzysk, który wpłynął bardzo
pozytywnie na mój odbiór tejże lektury.
Bohaterowie zarysowani na kartach
powieści amerykańskiej autorki są bardzo zróżnicowani. Każdy z nich ma swoje
własne cechy, dzięki czemu niektórzy bardzo dobrze się uzupełniają. To, co
spodobało mi się u bohaterów Igrzysk, to to, że są oni świadomi tego co chcą.
Katniss, jak i Gale, żyjący w Złożysku nie zachowują się jak małolaty, nie
wiedzące co zrobić z życiem. Wręcz przeciwnie, ich życie już dawno utorowało
sobie drogę, którą dążą nieustannie, nigdy nie zważając na przeciwności losu.
Żyją chwilą, aczkolwiek bolesne wspomnienia wciąż do nich powracają.
W powieści Collins spodobało
mi się również to, że bohaterowie nie są idealni, mają widoczne wady i
zachowania charakterystyczne tylko dla nich. Nikt nie jest taki sam, dzięki
czemu czytając książkę wyczuwamy rywalizację między postaciami, oraz wsparcie
dwóch całkowicie innych dusz, bo w końcu przeciwieństwa się przyciągają!
Zapewne właśnie to chciała osiągnąć Collins. Moim zdaniem wyszło jej to
perfekcyjnie.
Gdybym chciał ocenić w jaki sposób
autorka potrafi opisywać zdarzenia, ludzi, przedmioty musiałbym przeczytać
oryginalną, angielskojęzyczną wersję. Niestety raz, że jej nie posiadam, a dwa,
że zrozumiałbym zapewne tylko połowę. Tak więc muszę zaufać tłumaczom, że
przełożyli tekst w miarę jak najwierniej pierwotnej wersji. Collins, opisując
emocje bohaterów, oraz zdarzenia im towarzyszące, nie szczędzi drastycznych
słów i opisów. Z dokładnością pisze o tym, jak z rany Peety cieknie krew z
ropą. Nie omija szczegółów pisząc o tym, jak Katniss cierpi z powodu
odwodnienia i oparzeń. Jest to jeden z większych atutów książki, ponieważ
powieści, w których brakuje tak zaskakujących niemalże opisów, są zwyczajnie
nudne. Ciężko wtedy wczuć się w emocje bohatera, czego następstwem jest, moim
zdaniem, niezrozumienie lektury lub zwyczajne niewciągnięcie się w fabułę.
Sądzę, że pobieżność w szczegółach w książkach takich jak Igrzyska, mogłaby być dla nich zabójcza.
Całkowicie nie spodziewałem się,
że książka Suzanne Collins będzie tak niesamowita. Wręcz przeciwnie, o ile film
bardzo przypadł mi do gustu, o tyle spodziewałem się, że książkę odstawię
niedokończoną. Po pierwszych stronach wiedziałem już, jak wielki popełniłem tym
stwierdzeniem błąd. Tak więc, powieść polecam wszystkim, niezależnie od wieku i
płci, aczkolwiek książka, moim zdaniem, skierowana jest do starszej młodzieży –
gimnazjalnej i licealnej, stąd głównie do nich kieruję słowa zachęty. „Igrzyska
Śmierci” oceniam na 10 na 10.





