Kac książkowy. Ile razy dotknęła was ta przypadłość? Jako niedoszły lekarz spróbujmy razem ją zdiagnozować. Czy czytając pierwsze strony książki nie możesz się skupić, bo myślami wracasz do poprzedniej historii? Czy przeglądając pozycje na półkach w bibliotece lub w domu nic nie przyciąga twojej uwagi? Czy na myśl o czytaniu nie cieszysz się tak, jak zwykle? A może zwyczajnie nie chce ci się nawet po nic sięgnąć?
Większość odpowiedzi na te pytania w moim przypadku to "tak". Rzecz jasna aktualnie. Przez ostatni tydzień byłem i w bibliotece, i przeglądałem książki w domu; nic nie przyciągało mojej uwagi, nie miałem na nic ochoty. A zaczęło się po skończeniu "After the End". Mimo wszystko, po tak długiej przerwie znów wraca chrapka na najnowsze pozycje i wprost nie mogę się doczekać, aż coś wpadnie mi w ręce. Ale niestety ten sezon nie obfituje w żadne nowości, których bym oczekiwał, dlatego będę spontanicznie coś wybierał, aby przekonać się samemu.
Plusy, minusy? Moim zdaniem nie warto czytać na siłę i czasem można dać sobie chwilę spokoju. Nie czytamy przecież dla statystyk na blogu, gdzie jeśli pojawi się liczba 4 a nie 8 książek to będziemy gorsi. Czytanie musi być przyjemnością, a nie obowiązkiem "by na blogu coś się pojawiło", dlatego osobiście uważam, że jeśli dotknie nas kac książkowy nie musimy z nim walczyć, a poddać się mu. Minie on szybko, a my ze zdwojoną siłą wrócimy w literacki świat.
Brak weny. To jest niestety jeszcze częstsza przypadłość, choć moim zdaniem łatwiej ją przezwyciężyć. Kto z was nie miał tak, że otworzył nowy arkusz, naskrobał dwa zdania recenzji, a dalej nic nie szło? Mam potwornie często tak, że albo recenzja "pisze się sama", albo mielę ją, aż uznaję, że to bez sensu. I tak... to jest bez sensu. Moim zdaniem nie warto pisać na siłę, gdyż nie będziemy czerpać z tego przyjemności, a po drugie sama jakość tekstu będzie niższa. W momentach, gdy nie idzie mi pisanie, ale muszę napisać coś natychmiast (terminy, wyjazd, brak czasu) robię tak: jeśli jakiś akapit brzmi głupio, lub coś mi się nie klei, nie szczędzę tego. Usuwam cały akapit i tyle. Nauczył mnie tego bardzo specyficzny nauczyciel - jeśli coś ci się nie zgadza, nie możesz tego zgrabnie poprawić i wpasować, zacznij od zupełnie innej strony. Spójrz na temat pod innym kątem. Gdy zaczynam pisać fragment tekstu jeszcze raz, zawierając tę samą myśl ale w zupełnie innych słowach, nagle wszystko zaczyna grać i idzie coraz lepiej, prościej.
Gdy mamy jednak chwilę czasu i nie spieszymy się z publikacją tekstu, warto dać sobie chwilę przerwy. Może to być godzinka, dwie, a nawet cały dzień. Oderwanie się od rutyny, pójście na spacer, zjedzenie czegoś ;p daje gwarancję, że gdy wrócimy odprężeni przed komputer, będziemy gotowi, aby napisać coś fajnego i wartościowego. Brak weny na szczęście nigdy nie trwał u mnie dłużej niż dzień. Na pewno zdarzają się sytuacje, w których dosłownie nic nie możemy napisać, a z dnia na dzień nie jest lepiej. Myślę, że można wtedy albo próbować przezwyciężyć ten stan, albo poddać się mu i poczekać, aż wena przyjdzie sama.
I kac książkowy, i brak weny do pisania opuszczają mnie powoli, więc wkrótce możecie spodziewać się recenzji :) Nie wiem jeszcze czego, bo nie wybrałem nic do czytania, aczkolwiek przydałoby się zrecenzować coś zaległego. Myślę także o nowych współpracach, a ponadto czekam na wiadomość od Znaku ponieważ wychodzą kolejne części serii, które otrzymałem do recenzji rok temu. Jak ten czas szybko leci ;_; Do napisania zatem!





