Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avenix's Chat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avenix's Chat. Pokaż wszystkie posty

07 września 2014

Avenix's Chat #6 - Kac książkowy, brak weny...

Cześć! Co u Was? Liceum oficjalnie rozpoczęte ;_; Wybaczcie, ze nie pisałem nic przez ten tydzień, ale dużo było biegania, załatwiania, w ogóle nie zacząłem jeszcze żadnej książki (oprócz "Insurgent" w oryginale, ale z nią zejdzie mi trochę, bo po angielsku czyta się dłużej). Dzisiaj postanowiłem napisać Avenix's Chat, a w nim wypowiedzieć się na temat, który niestety bezpośrednio w tym momencie mnie dotknął. Mianowicie książkowy kac, jak nazywają to zaczytani ludzie xD, a także brak weny (która, czuję, powoli jednak we mnie napływa, z czego bardzo się cieszę!). Tak jeszcze abstrahując od tematu, generalnie obawiałem się klasy, nowych osób, a okazało się, że jest świetnie. Boję się bardziej mojego profilu i ilości rozszerzonych godzin (z moimi umiejętnościami typu Ich wohne in Wrocław trafiłem do 2 najlepszej grupy z niemca, chyba zwariowałem...). Na razie wszystko się powoli rozkręca, ale już wiem, ze będzie fajnie - o ile można tak powiedzieć o liceum, w którym stos rzeczy do nauki nie ma końca...

Kac książkowy. Ile razy dotknęła was ta przypadłość? Jako niedoszły lekarz spróbujmy razem ją zdiagnozować. Czy czytając pierwsze strony książki nie możesz się skupić, bo myślami wracasz do poprzedniej historii? Czy przeglądając pozycje na półkach w bibliotece lub w domu nic nie przyciąga twojej uwagi? Czy na myśl o czytaniu nie cieszysz się tak, jak zwykle? A może zwyczajnie nie chce ci się nawet po nic sięgnąć?

Większość odpowiedzi na te pytania w moim przypadku to "tak". Rzecz jasna aktualnie. Przez ostatni tydzień byłem i w bibliotece, i przeglądałem książki w domu; nic nie przyciągało mojej uwagi, nie miałem na nic ochoty. A zaczęło się po skończeniu "After the End". Mimo wszystko, po tak długiej przerwie znów wraca chrapka na najnowsze pozycje i wprost nie mogę się doczekać, aż coś wpadnie mi w ręce. Ale niestety ten sezon nie obfituje w żadne nowości, których bym oczekiwał, dlatego będę spontanicznie coś wybierał, aby przekonać się samemu.

Plusy, minusy? Moim zdaniem nie warto czytać na siłę i czasem można dać sobie chwilę spokoju. Nie czytamy przecież dla statystyk na blogu, gdzie jeśli pojawi się liczba 4 a nie 8 książek to będziemy gorsi. Czytanie musi być przyjemnością, a nie obowiązkiem "by na blogu coś się pojawiło", dlatego osobiście uważam, że jeśli dotknie nas kac książkowy nie musimy z nim walczyć, a poddać się mu. Minie on szybko, a my ze zdwojoną siłą wrócimy w literacki świat.

Brak weny. To jest niestety jeszcze częstsza przypadłość, choć moim zdaniem łatwiej ją przezwyciężyć. Kto z was nie miał tak, że otworzył nowy arkusz, naskrobał dwa zdania recenzji, a dalej nic nie szło? Mam potwornie często tak, że albo recenzja "pisze się sama", albo mielę ją, aż uznaję, że to bez sensu. I tak... to jest bez sensu. Moim zdaniem nie warto pisać na siłę, gdyż nie będziemy czerpać z tego przyjemności, a po drugie sama jakość tekstu będzie niższa. W momentach, gdy nie idzie mi pisanie, ale muszę napisać coś natychmiast (terminy, wyjazd, brak czasu) robię tak: jeśli jakiś akapit brzmi głupio, lub coś mi się nie klei, nie szczędzę tego. Usuwam cały akapit i tyle. Nauczył mnie tego bardzo specyficzny nauczyciel - jeśli coś ci się nie zgadza, nie możesz tego zgrabnie poprawić i wpasować, zacznij od zupełnie innej strony. Spójrz na temat pod innym kątem. Gdy zaczynam pisać fragment tekstu jeszcze raz, zawierając tę samą myśl ale w zupełnie innych słowach, nagle wszystko zaczyna grać i idzie coraz lepiej, prościej.

Gdy mamy jednak chwilę czasu i nie spieszymy się z publikacją tekstu, warto dać sobie chwilę przerwy. Może to być godzinka, dwie, a nawet cały dzień. Oderwanie się od rutyny, pójście na spacer, zjedzenie czegoś ;p daje gwarancję, że gdy wrócimy odprężeni przed komputer, będziemy gotowi, aby napisać coś fajnego i wartościowego. Brak weny na szczęście nigdy nie trwał u mnie dłużej niż dzień. Na pewno zdarzają się sytuacje, w których dosłownie nic nie możemy napisać, a z dnia na dzień nie jest lepiej. Myślę, że można wtedy albo próbować przezwyciężyć ten stan, albo poddać się mu i poczekać, aż wena przyjdzie sama.

I kac książkowy, i brak weny do pisania opuszczają mnie powoli, więc wkrótce możecie spodziewać się recenzji :) Nie wiem jeszcze czego, bo nie wybrałem nic do czytania, aczkolwiek przydałoby się zrecenzować coś zaległego. Myślę także o nowych współpracach, a ponadto czekam na wiadomość od Znaku ponieważ wychodzą kolejne części serii, które otrzymałem do recenzji rok temu. Jak ten czas szybko leci ;_; Do napisania zatem!
Udostępnij:

05 sierpnia 2014

Avenix's Chat #5 - Kupowanie książek; biblioteki

Cześć! Postanowiłem poruszyć dzisiaj dość obszerny temat, jakim jest kupowanie książek. Myślę, że jest to czynność, którą każdy z nas uwielbia, ale niestety nie zawsze możemy sobie pozwolić (albo zwyczajnie mamy jakieś bariery, których staramy się trzymać, żeby nie przeholować). Zastanawiam się, jakie są wasze zakupowe nawyki - gdzie kupujecie, od kogo, czy za pełną cenę, czy tylko po przecenach, online? Ale to nie wszystko; z tematem kupowania książek bardzo mocno łączy są wątek bibliotek - są one jedną z niewielu alternatyw dla zakupu lektur w księgarniach. O nich jednak nieco później.

NOWE KSIĄŻKI. Na samym początku warto wspomnieć, że gdybym miał kilka zer na koncie, moim zakupom nie byłoby końca. Wiadomo jednak, że tak nie jest i jakoś radzić sobie muszę. Po pierwsze, jeśli decyduję się na zakup książki w normalnej cenie, nigdy nie kupuję w księgarniach takich jak Empik czy Matras. Niegdyś bardzo często to robiłem, teraz zaglądam tam tylko po to, żeby popatrzeć. Czemu? Nie oszukujmy się, pięć lat temu książki kosztowały około 30 zł i była to zwyczajna, dobra cena, natomiast teraz ceny te dobijają powoli do 40 zł, nierzadko nawet tę liczbę przekraczając, a to jest dla mnie szok... Gdzie kupuję? Bonito.pl to moja ulubiona strona, na której książki są przecenione zawsze o około 30%, zatem każda pozycja, jakiej bym nie chciał, kosztuje około 25 zł. Ponadto, przesyłka jest za darmo do salonu we Wrocławiu, a mam szczęście mieszkać w tym mieście i spokojnie podjeżdżać do centrum, gdy swój zakup chcę odebrać. "Gra o Tron" w miękkiej oprawie, która kosztuje około 50 zł, tam jest w cenie nieco ponad 30 zł (z dodatkowym rabatem, teraz jest bodajże za 35 zł), co pozwala naprawdę dużo zaoszczędzić. Kupując dwie książki zyskuję tyle, że stać mnie na trzecią.

TANIA KSIĄŻKA. Jeśli mówimy o nowych książkach, wspomnę jeszcze o tzw. taniej książce. Nie jestem fanem takich sklepów z jednej przyczyny - bardzo rzadko znajduję tam pozycje, które mnie interesują. Mimo wszystko, mam jeden sklep we Wrocławiu, który uwielbiam i zawsze tam zaglądam. Dedalus to ciekawa sieć sklepów, która w stolicy Dolnego Śląska ma dwa salony, położone bardzo blisko siebie. Jak wspomniałem, nieczęsto znajduję tam coś dla siebie, ale zdarzało się. Pamiętam mój szok, jak znalazłem tam "Przez burze ognia" za 15 zł, oczywiście wziąłem od razu. Poza tym jest tam kupa fantastyki, z którą warto byłoby się zapoznać. Mimo, że zawsze tam zaglądam, kupiłem tam coś może z 5 razy... Często wybieram się tam, gdy poszukuję prezentu dla znajomych bo można znaleźć coś naprawdę ciekawego w zaskakującej cenie. Minusem tanich książek jest zdecydowanie to, że niektóre pozycje są zniszczone, nieco stare, mają starte okładki, lub zostały zniszczone przez niedoszłych nabywców. Zazwyczaj książki są tam upchnięte jedna na drugiej i zwyczajnie się gniotą... A jeśli pozostała już ostatnia jakaś pozycja, a jest akurat zniszczona to mamy dylemat... Ponadto, bardzo często można spotkać np. część 2, 5 i 10 jakieś serii, ale o reszcie tomów słuch jakby zaginął... Szczególnie rzadko spotykam tomy pierwsze.

KSIĄŻKI UŻYWANE. Dobrym rozwiązaniem, jak na mój gust, jest kupowanie książek używanych. Ludzie często sprzedają je w dobrych cenach, rzadko osiągających 20 zł, a ich stan jest zazwyczaj naprawdę dobry. Jest kilka miejsc, gdzie ja osobiście kupuję używane pozycje. Najlepszym sposobem, szczególnie w dużym mieście, jest nabywanie na OLX.pl (dawna tablica.pl). Pojawia się tam dziennie kilkadziesiąt, jeśli nie set, ogłoszeń co do sprzedaży najróżniejszych pozycji. Ogromnym plusem takiego sposobu na kupowanie jest fakt, że można dogadać się z drugą stroną co do miejsca spotkania, podjechać, zobaczyć książkę i dopiero wtedy spokojnie zapłacić. Nikt raczej nie chciałby ryzykować i przelewać pieniądze na czyjeś konto, a potem się zawieść, że przesyłka "zaginęła w akcji". Właśnie tę możliwość spotkania i bezpiecznej transakcji cenię sobie najbardziej. Wiadomo, nie wiemy na jaką osobę trafimy, ale osobiście zawsze spotykałem się w publicznych, wręcz zatłoczonych miejscach w centrum miasta, ponadto zwykle szedłem ze znajomym, więc nie było problemu. Poza tym nigdy nie spotkałem osoby nieuprzejmej czy odpychającej, każdemu zależy przecież na sprzedaży książki.

OLX.pl to oczywiście nie jedyny sposób. Kiedyś brałem udział w wymianach czy kupnie/sprzedaży na portalu lubimyczytac.pl. Nie mam do takiego sposobu wzbogacania się o nowe pozycje zastrzeżeń. Zawsze istnieje ta niepewność, że po przelaniu pieniędzy osoba nagle zniknie, ale mi osobiście nigdy nic takiego się nie przydarzyło, poza tym zawsze sprawdzałem, kim jest ta osoba i co mówią o niej inny czytelnicy, którzy mieli już przyjemność dokonać z nią transakcji. Właściwie zawsze wszystko przebiegało szybko, ludzie byli komunikatywni i mili, zatem była to właściwie czyta przyjemność.

Dawno temu chwaliłem się na blogu, że trafiły mi się wspaniałe pozycje na targu staroci. Targ staroci tak naprawdę nie musi mieć w swoim asortymencie tylko staroci. Wszystko zależy o tego, kto się tam pojawi i co ze sobą weźmie. A nuż jakaś szalona osoba uzna, że chce sprzedać całą swoją półeczkę z fantastyką z ostatnich dwóch lat? Takiej sytuacji niestety jeszcze nie miałem, ale już od dawna na targ we Wrocławiu nie zaglądałem, a szkoda, dlatego chyba znów się tam wybiorę. Kiedyś widziałem całego Harry'ego Pottera, bywały też inne ciekawe pozycje, które kupowałem za śmieszną cenę. Zawsze mamy możliwość zobaczenia książki, targowania się (co bardzo mi odpowiada) i zapłaty na miejscu gotówką.

KSIĄŻKI ZAGRANICZNE. Tutaj mam pewien problem. Książki po angielsku, które bardzo bym chciał kupować, w Empiku są zbyt drogie, na Bonito niedostępne, na Tablicy nigdy nie spotkałem takiej, jaką bym chciał, a innych pomysłów co do polskich stron nie mam. Myślałem na pewno nad eBayem, ale musiałbym założyć sobie PayPala, albo korzystać z czyjegoś. Znam stronę BookDepository ale jeszcze z niej nie korzystałem i nie wiem, jak to wygląda. Myślałem również o Amazonie, ale nie mam pojęcia, jak to jest z przesyłką, ile trzeba dopłacić i tak dalej. Książki po angielsku są naprawdę tanie - często na eBayu widzę oferty za 10-20 zł w przeliczeniu, ale dostawa do Polski wszystko psuje... Kiedyś, jak byłem na terenie UK, zamówiłem "Więźnia Azkabanu" za 12 zł z przesyłką, co było śmieszne. Teraz mam pewien kłopot. W jaki sposób wy kupujecie książki zza granicy?

BIBLIOTEKI. Uwielbiam! Nie wiem, co bym zrobił, gdyby nie istniały. Nie wiem jak wy, ale ja jestem stałym bywalcem. We Wrocławiu bibliotek jest kilkadziesiąt, a do naprawdę wielu z nich wystarczy jedna karta w systemie elektronicznym, dzięki czemu często robią objazdówkę 3-4 biblioteki z jedną małą kartą, którą trzymam w portfelu. Naprawdę, to jest świetne. Szczególnie, że w moim mieście nowości pojawiają się do wypożyczenia praktycznie od razu, dlatego nie muszę czekać zbyt długo. Co prawda dużo ludzi ze mną konkuruje xD ale potrafię wyczaić kiedy co jest, albo zwyczajnie zarezerwować i spokojnie odczekać swoje (zazwyczaj i tak mam dużo do czytania, więc czas szybko mija).

Czy więcej kupuję, czy wypożyczam? Raczej wypożyczam, bo nic mnie to nie kosztuje, a nie każdą książkę, którą chcę przeczytać koniecznie chciałbym mieć również u siebie na półce, a wydawanie na każdą pozycję 30 zł mija się z celem. Dlatego tak strasznie się cieszę, że mam wokół siebie tyle bibliotek, do których mogę zajść. Ponadto, na internecie mamy dostęp do systemu więc zawsze sobie sprawdzam czy aktualnie jest to, co chcę, do kiedy muszę oddać inne rzeczy itd. Ale mimo wszystko lubię wpaść bez celu i pobuszować, choć niektóre biblioteki znam już na pamięć xD

A wy, gdzie kupujecie swoje książki? Jaki jest wasz sposób na zaoszczędzenie gotówki? Lecicie na całość, czy raczej trzymacie się za kieszeń? Co sądzicie o tanich książkach i pchlich targach? Gdzie kupujecie książki obcojęzyczne? Również jesteście stałymi bywalcami bibliotek? Częściej kupujecie czy wypożyczacie?
Udostępnij:

24 lipca 2014

Avenix's Chat #4 - Trylogie, sagi, serie

Cześć! O kurde, ale dzisiaj pogoda :o Deszcz pada tak mocno, że nie widzę niczego za oknem. Ale to dobrze! Po serii upałów dzień wytchnienia jest wręcz marzeniem. Cóż, półmetek wakacji zbliża się nieubłaganie, czym nieco się martwię, ale czasu nie zatrzymam, prawda? Dzisiaj postanowiłem napisać Czat Avenixa na temat, który nieco mnie gryzie. Mianowicie - trylogie, sagi i książkowe serie, czyli niekończąca się historia.

Idziesz do księgarni lub biblioteki i rozglądasz się po półkach. Książki kuszą cię ciekawymi okładkami i zachęcającymi opisami. Sięgasz po jedną, ale obok niej stoi pięć podobnych. Kolejna pozycja, kolejne kilka części. Szukasz książki jednoczęściowej... jak igły w stogu siana. Zaczynasz jedną z lektur, bardzo cię wciąga, i nagle wypiętrza się przed tobą stos kontynuacji.

Tak w skrócie opisałbym sytuację, która obecnie ma miejsce, przynajmniej u mnie. Po co nie sięgnę, zawsze jest to początek serii. Ponadto, autorzy chyba lubią liczbę trzy, bo trylogii jest teraz co nie miara. Napisałem to jednak tak, jakby był to dla mnie ogromny minus. Kolejne kontynuacje zdecydowanie plusy mają, ale słabszych stron się nie ustrzegły. Piszę to dość chaotycznie, dlatego wymienię wszystko w punktach.

+ Niewątpliwym plusem serii jest to, iż historia nie kończy się po jednej książce, dzięki czemu nie musimy żegnać się z bohaterami i światem przedstawionym, nierzadko niezwykle ciekawym. Daje to również więcej czasu autorowi na przedstawienie szczegółów, bo nie musi się spieszyć z akcją, którą może podzielić na kilka ksiąg.

+ Każdy z was na pewno przeżył chwilę ekscytacji gdy długo wyczekiwana część wreszcie pojawiła się w księgarni. To jest coś cudownego móc pójść do sklepu i zobaczyć niepozorną książeczkę z kontynuacją historii, która tak bardzo nas pochłonęła.

+ Serie wyglądają po prostu przepięknie na półeczkach. Często zawieszam na chwilę wzrok na swoich trylogiach i napawam się ich widokiem xD

- Najgorsze w seriach jest to, że ich tłumaczenie i wydawanie trwa niezmiernie długo. Moim niechlubnym rekordem było oczekiwanie na książkę niecałe dwa lata, co jest naprawdę szokujące... Premiera była przekładana o trzy miesiące wprzód aż kilka razy. Tragedia.

- Bywa, że z powodu małej popularności kolejne części są niewydawane i nietłumaczone. To jest strzał w tył głowy dla czytelnika, który pokochał opowieść, ale nie pozna jej kontynuacji, jeśli nie jest w stanie przeczytać książki w oryginale.

- Cena. Cóż, każdy chyba chciałby mieć na półeczce kilka kompletnych, ulubionych serii. O ile są to serie nowe i kupujemy je na bieżąco, problemu dużego nie ma. Ale gdy chcemy zebrać sagę, która już obecnie ma kilka (nie daj boże kilkanaście) części, problem pojawia się i to duży. 

- Mój minus-faworyt. W tym wszystkim można się niezwykle pogubić. Od kiedy zacząłem prowadzić bloga, rozpocząłem kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) nowych serii, zazwyczaj sięgając po prostu po pierwszą część. Niewiele z nich skończyłem, a kolejne wciąż są dopisywane do mojej listy. Jak tu się nie pogubić, ile serii już zaczęliśmy, na której skończyliśmy części, kiedy wyjdą kolejne, jaki jest ich tytuł, czy wyjdą w ogóle, gdzie będzie można je zdobyć? Gdybym nie założył sobie na blogu zakładki Serie książkowe chyba umarłbym w przytłaczającym chaosie, nic nie wiedząc xD

- Niestety, kolejnym minusem jest to, że oczekując załóżmy rok na kolejną część umyka nam dużo szczegółów z części poprzedniej, przez co nie możemy do końca nacieszyć się kontynuacją. Nierzadko miałem tak, że zastanawiałem się, o czym to dokładnie było, kim był ten bohater i tak dalej. Moich ulubionych serii nie zapominam, ale dobrą sagę również chciałbym kontynuować, ale takich "dobrych" może być 20 i nie sposób zapamiętać z nich wszystkiego. A szkoda...

- Trylogie są moim zdaniem idealne, ale niektórzy autorzy mają większe ambicje. Czasem aż zbyt duże. Bywa, że siódma, czy ósma część są już napisane na siłę, wręcz wymuszone, dlatego nie mamy już takiego zapału i chęci do czytania, ale z drugiej strony głupio nam porzucić serię po tylu tomach, więc brniemy w nią dalej...

Hmm... no jak widać, wyszło mi więcej minusów, ale właśnie po to ten post napisałem... Aby wyrzucić z siebie to, o czym wcześniej nie pisałem. Zastanawiam się, czy i wy macie podobne problemy z seriami. Mimo tej przewagi minusów jednak, sądzę że serie są świetne i wolę je o wiele bardziej niż pojedyncze pozycje. Nie wyobrażam sobie wkroczyć w świat, który miałby się zaraz skończyć. W jednej książce zresztą historia byłaby chyba zbyt krótka... A na przestrzeni kilku tomów wszystko można świetne rozplanować i za każdym razem coraz bardziej szokować. Byle tylko nie przesadzić.

A co wy sądzicie o trylogiach, seriach i sagach? Widzicie tyle samo minusów, co ja? Może znaleźlibyście inne atuty, których ja się nie dopatrzyłem? Również toniecie w liczbie kolejnych części, premier, zapowiedzi, czy wszystko macie idealnie ułożone?
Udostępnij:

11 lipca 2014

Avenix's Chat #3 - Seriale TV

Cześć. Od dawna planowałem napisać część trzecią Czatu Avenixa, ale tak się złożyło, że mam czas akurat dzisiaj. Jak widzicie, głównym tematem tego posta będą seriale telewizyjne. Myślę, że każdy z Was jakiś serial oglądał lub ogląda. Może to być komedia, horror, s-f; ekranizacja książki lub coś kompletnie nowego. Chciałem Wam dziś powiedzieć, jakie seriale oglądam i przede wszystkim dlaczego. Co takiego w nich widzę? Zaczynajmy!


1. American Horror Story, sezony 1-3

Zastanawiam się, czy jest wśród Was ktoś, kto nie słyszał o American Horror Story. Być może tak, ponieważ sam nie dowiedziałbym się o tym serialu, gdyby nie przyjaciółka, która powiadomiła mnie, że zaczęła oglądać pierwszy sezon. Postanowiłem obejrzeć pierwszy odcinek, potem drugi, potem drugi sezon i nagle przeleciały mi wszystkie odcinki. Dodałem plakat Asylum (2 sezonu) ponieważ jest to moim zdaniem kompletne mistrzostwo świata. Brak słów, po prostu musicie go obejrzeć! Skomplikowana fabuła, gra aktorka i charakteryzacja. Płakać się chce, takie to cudowne. Aż żal, że to tylko kilkanaście odcinków... Niestety bardzo zawiódł mnie Coven, czyli sezon 3; nawet go nie dokończyłem. Główna bohaterka jest nudna, a sama akcja, lub jej brak, nie przyciąga uwagi... Ogromnym plusem jest to, że ci sami aktorzy w kolejnych sezonach wcielają się w różne postaci. Szczególną gwiazdą AHS jest oczywiście pani Lange :) Wciela się ona w kreacje, które uwielbiam, mimo, że najczęściej jest czarnym charakterem xD Aktorka gra świetnie i naprawdę ją podziwiam. Z ogromną niecierpliwością oczekuję sezonu czwartego, który ma być stylizowany na połowę XX wieku. To może być coś niesamowitego.


2. The 100, sezon 1

Serial opowiada historię setki nastolatków, którzy zostali zesłani z Arki na Ziemię, aby sprawdzić, czy po niecałych stu latach od wojny nuklearnej, nasza planeta jest zdatna do ponownego zamieszkania. Jak się okazuje, jest aż nazbyt zdatna... Wiele osób bardzo potępia ten serial mówiąc, ze jest nielogiczny, a bohaterowie źle wykreowani. Odpowiem na te zarzuty tak. The 100 to nie kultura wyższa, która ma zachwycać, wzruszać i skłaniać do refleksji... To jest serial realizowany przez stację CW, która oferuje produkcje dla młodzieży. The 100 jak najbardziej sprawdza się, jako serial przy którym można usiąść i spokojnie zagłębić się w wcale nienudną fabułę, przyglądać się rozwojowi zdarzeń i metamorfozom bohaterów. Ogromnym plusem tego serialu, który niezwykle doceniam jest fakt, iż aktorzy mówią dość czysto i nie nawijają jak z katarynki, dzięki czemu kolejne epy mogłem oglądać bez napisów, polegając jedynie na swoim angielskim. A brak skomplikowanych słów i wyrażeń bardzo to ułatwiał. Koniec finalnego odcinka był potworny! Dlatego z niecierpliwością oczekuję drugiego sezonu.


3. The Tomorrow People, sezon 1

Uwielbiam s-f, a interesujące moce typu telekineza, teleportacja i telepatia (the three T's) tylko wzmogły moją ciekawość, dlatego z radością zabrałem się za ten serial. Nie jestem wymagającym widzem, dlatego Ludzie Jutra bardzo mi się spodobali i świetnie mi się oglądało kolejne odcinki, stąd tym bardziej jestem zawiedziony, że stacja zrezygnowała z nakręcenia drugiego sezonu. Jeszcze po tak otwartym i niejednoznacznym zakończeniu... Nienawidzę tego! Pojawiły się natomiast pogłoski, że jakaś stacja jest zainteresowana wykupieniem praw do The Tomorrow People i kontynuacją tego serialu. Byłoby to naprawdę cudowne! Mam nadzieję, że transakcja dojdzie do skutku, ponieważ bardzo polubiłem bohaterów i wciągnąłem się w ich świat. Dodatkowym atutem, tak samo jak w The 100, jest to, iż aktorzy mówili prostym językiem i tutaj również mogłem zrezygnować z napisów, które często mi się rozjeżdżały i przyprawiały o zawrót głowy. Poczekamy, zobaczymy. Może jakimś cudem ten serial jednak wznowią.


4. Pod kopułą, sezon 1

Plakat jest taki piękny i klimatyczny, że nie mogłem go nie dodać! Cóż, historia nieco podobna do tej, którą możecie kojarzyć z serii "GONE". Nad miastem pojawia się tajemnicza kopuła, która odgradza mieszkańców od świata. Nie znikają jednak dorośli i nie pojawiają się żadne mutacje... I to nawet lepiej. Serial wzoruje się na powieści Kinga o tym samym tytule, zaś sam autor jest współtwórcą scenariusza i do pierwszego i do drugiego sezonu. Co prawda widziałem dopiero pierwszy odcinek, ale tak mnie pochłonął, że postanowiłem dodać go w tym poście. Już nie mogę się doczekać kolejnych epów, a z tego co mi wiadomo, dopiero zaczął wychodzić kolejny sezon, więc postaram się jak najszybciej wyjść na prostą i być na bieżąco. Język dość trudny, a z napisami ciężko coś znaleźć więc pozostaje mi tylko oglądać z lektorem... Ale zawsze mogło być gorzej, a lepiej coś rozumieć jednak xD

×            ×            ×

To na razie tyle z tego, co oglądałem a co zamierzam obejrzeć. Nie jest tego dużo, ponieważ dopiero zacząłem swoją przygodę z serialami. Mam kilka telewizyjnych planów, którymi mogę się z wami podzielić. Najpierw jednak przydałoby się sięgnąć bo Piloty i przekonać się, czy warto. Myślałem nad: "The Stargates", "Dominium", "Grą o Tron", "The Last Ship" i "Supernatural". Niestety do niektórych zniechęca mnie fakt, iż mają sto sezonów, które muszę nadrobić, a czasu w miejscu nie zatrzymam ;<

Ale dobra, nie miała to być notka o moich serialowych planach, prawda? Chciałem z Wami o czymś porozmawiać. Po co oglądać seriale? Co nam to da? Czy jest to strata czasu? Sieczka z mózgu? Odpowiem w kilku punktach, żeby było prościej i przejrzyściej i wymienię główne atuty seriali, przynajmniej tak, jak ja to postrzegam.

1. Miłe spędzenie wolnego czasu - czasem wracam po szkole do domu i nie mam ochoty ani siły na czytanie książki. W takich chwilach uwielbiam usiąść przed laptopem ze słuchawkami w uszach i obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu. Można wtedy odpocząć i oderwać się na chwilę od szarej rzeczywistości.

2. Oczekiwanie daje motywację - ileż to już razy się zdarzyło, że myślałem z nadzieją, iż jak tylko przetrwam te 8 lekcji w szkole to w domu czeka na mnie nowy odcinek jakiegoś serialu. Dawało mi to siłę i mobilizowało, aby przetrwać i wrócić jak najszybciej, aby ściągnąć najnowszy ep i poznać dalsze przygody bohaterów.

3. Ciekawa fabuła, bohaterowie i miejsca - w fabułę serialu można wciągnąć się nie gorzej niż w fabułę książki. Serial również może być skomplikowany, z ciekawymi niuansami. Bardzo łatwo polubić również bohaterów o ile nie zachowują się irracjonalnie. Ponadto, wiele osób śledzi serial, gdyż gra tam ulubiony aktor czy aktorka. Nie można także nie zwrócić uwagi na wspaniałe miejsca, takie jak psychiatryk w AHS, który został niezwykle realistycznie ukazany, czy też niezwykłe, poruszające krajobrazy w The 100, które udowadniają, jaka piękna jest nasza planeta.

4. Wszystko jest podane na tacy - dla niektórych jest to minus seriali, ale nie przesadzałbym z tym. Po to są przecież produkcje filmowe. Nie trzeba zanadto wykorzystywać swojej wyobraźni, gdyż wszystkie krajobrazy, miejsca i wygląd bohaterów mamy z góry narzucone. Nie jest to niewygodne, o ile serial nie jest adaptacją książki, a jakiś szczegół wyraźnie się nie zgadza. Czasem zatem warto usiąść i przyjrzeć się wizji reżysera i scenarzysty. Są to przecież profesjonaliści, którzy najprawdopodobniej uczynią z serialu coś pięknego.

5. Nauka języków - seriale zacząłem oglądać kilka miesięcy temu. Starałem się to robić bez napisów, aby jak najbardziej wytężyć słuch i ćwiczyć listening. Muszę przyznać, że naprawdę widzę postępy. Kiedyś rozumiem piąte przez dziesiąte - zazwyczaj przez ostry akcent - a teraz jest coraz lepiej. Oczywiście na bardziej skomplikowanych serialach nie ryzykowałbym, ale młodzieżowe produkcje stoją przede mną otworem. Ponadto, oglądając seriale z angielskimi napisami można naprawdę wiele się nauczyć. Gdy nie rozumiemy jakiegoś kluczowego słowa, które przewija się co jakiś czas, możemy sprawdzić je w słowniku, a widząc je kolejny raz możemy łatwiej ów słowo zapamiętać. Już nieraz miałem taką sytuację i bardzo sobie chwalę.

Czy ktoś z Was ogląda jakieś seriale? Widzieliście może te wymienione przeze mnie? Jakie według was atuty ma oglądanie telewizyjnych produkcji? Dostrzegacie jakieś wady? Zapraszam do rozmowy!
Udostępnij:

08 czerwca 2014

Avenix's Chat #2 - Ebooki czy wersje papierowe?

Cześć! Pamiętacie nowy cykl na Extinct Dreams - Avenix's Chat? Jak nietrudno się domyślić, będę tutaj opisywał to, co leży mi na sercu, dyskutował z wami, poruszał męczące mnie tematy. O czym dzisiaj postanowiłem z wami porozmawiać? 

Już od dłuższego czasu niektórzy ludzie przewidują śmierć książek papierowych na rzecz elektronicznych. Zacznę od tego, że jest to dla mnie śmieszne i nie sądzę, aby kiedykolwiek wersje papierowe zostały całkowicie wyparte. Dlaczego? Uwielbiam mieć książki w sposób fizyczny. Lubię leżeć z książką, czuć dotyk papieru i przewracać kolejne strony. Lubię także przyglądać się okładce, a po skończeniu lektury zamknąć ją od drugiej strony i w zadumie odłożyć ją na jej miejsce na półeczce. Z książką elektroniczną nic z tych rzeczy. Przewracanie stron to kliknięcie ekranu, a odłożenie na półkę to przycisk Home, zaś zakończenie lektury jest takie... bezceremonialne. Zwyczajnie plik się wyłącza. Zero w tym klimatu, tradycji...

Po powyższym akapicie pomyślicie zapewne, że jestem konserwatywnym polaczkiem nienawidzącym technologii. Zgadzam się, tak by to wyglądało, gdybym nie napisał nic więcej. Dlatego czas na sprostowanie. Nie będę rozwodzić się nad tym, jak cudowne są książki papierowe, bo o tym wszyscy już wiemy. Chciałbym przedstawić wam, jak z mojej perspektywy mają się ebooki.

Pierwszym problemem, który stoi na mojej drodze, jest oczywiście sprzęt. Ebook można odpalić na wszystkim - czy to na laptopie, czy na tablecie, czy na telefonie, ale najlepiej czyta się go na czytniku z technologią e-ink. Wiele razy rozważałem kupno e-readera, ale nigdy nie byłem do końca przekonany, dlatego plany spełzały na niczym. Pewnego razu zacząłem czytać coś na tablecie. Godzina... dwie... i nic. Czyta się całkiem nieźle, oczy nawet cienia dyskomfortu nie ujawniają, zatem czytamy dalej. Po dłuższym czasie doszedłem to wniosku, że czytało się w miarę wygodnie. Dlatego właśnie postanowiłem czytnika nie kupować. Po pierwsze, rzadko czytam książki elektroniczne (może z czytnikiem by się to zmieniło, ale nie zupełnie tego pragnę), a po drugie dodatkowy wydatek rządu kilkuset złotych nie jest na tę chwilę niezbędny.

Jak wspomniałem wcześniej, ebooków nie czytam często. Jakieś jednak poczytuję, skoro o tym piszę. Jakie? Otóż, jak się okazało, technologia XXI wieku umożliwiła mi naukę języków, co byłoby inaczej niemożliwe. Dostępność w Polsce lektur obcojęzycznych jest na opłakanym poziomie. W Empiku ceny takich książek są śmieszne, zamówienia zza granicy też do najkorzystniejszych nie należą. Co zatem może zrobić Avenix, który chciałby zapoznać się z anglojęzyczną pozycją, której nie jest w stanie zdobyć w papierze? Zdobyć ją w wersji elektronicznej... W formie ebooków przeczytałem już kilka książek po angielsku i szalenie mi się to podoba. Nie muszę kombinować, wyszukiwać, ściągać z Anglii... Pobieram i używam, dzięki czemu mogę w spokoju nacieszyć się lekturą i poprawić swój język.

Wreszcie, wspomnę tutaj o czymś, o czym mówić nie trzeba właściwie. Mobilność. Każdy posiadacz czytnika chwali sobie możliwość zabrania całej biblioteczki ze sobą, chwytając właściwie za kilkusetgramowe, płaskie urządzenie. Jest to naprawdę niezwykle wygodne. Ja natomiast korzystam z ebooków na telefonie. Ekran mam nie najmniejszy, a w autobusie międzygminnym jest zawsze taki ścisk że ledwo rękę od ciała mogę odsunąć, żeby słowa widzieć. Jadę zatem 30 minut w tłoku, zaczytując się w lekturze ze smartfona i podróż od razu staje się lepsza. A książka nie wyszłaby z takiej przygody bez szwanku...

Czas te moje luźne przemyślenia zebrać wreszcie do kupy. Jestem zdecydowanym zwolennikiem książek papierowych, ale nie odmawiam ebooków wielu zalet. Po pierwsze, co dla mnie jest najważniejsze, są łatwo dostępne i można je włączyć na każdym mobilnym urządzeniu, dzięki czemu nawet w obleganym autobusie jestem w stanie poczytać sobie co nieco. Ważne są dla mnie języki, a tylko w formie ebooka mogę czytać pozycje anglojęzyczne. Rzadko zdobywam papierowe pozycje, choć staram się niemal zawsze... Dodatkowym atutem jest to, że czasem wystarczy kliknąć w słowo, aby poznać jego tłumaczenie, co jak dla mnie jest strzałem w dziesiątkę. Dlatego jestem pewien, że książek elektronicznych używać będę, ale nigdy nie zastąpią mi fizycznie dostępnych lektur. Za czytnikiem na razie również oglądać się nie będę, chyba że kiedyś zdecyduję inaczej.


A co wy sądzicie o książkach papierowych i ebookach? Które, według was, są lepsze? Macie własny czytnik pozycji elektronicznych? Czy waszym zdaniem warto zastąpić papierowe książki cyfrowymi? Czekam na wasze odpowiedzi!
Udostępnij:

27 maja 2014

Avenix's Chat #1 - Książki w języku angielskim

Cześć. Jak widzicie, postanowiłem rozpocząć nowy cykl! Bardzo często mam do powiedzenia coś, o co chciałbym zapytać również moich czytelników, a czasem zwyczajnie mam ochotę wygadać się na dany temat. Podobne notki widywałem już u innych i chętnie je czytałem, tym razem przyszła kolej na mnie. A tematem dzisiejszego czatu jest czytanie książek w językach obcych (szczególnie po angielsku, tak jak w moim przypadku).

Generalnie od bardzo dawna chciałem zacząć czytać po angielsku. Powodów jest po temu naprawdę wiele. Wymienię może kilka. Po pierwsze, często zdarza się, że na kolejną część serii muszę czekać załóżmy dwa lata. Nie sądzicie, że to dość dużo? Ponadto, często zdarza się tak, że podróżując przez "książkowe internety" docieram do zaskakujących informacji, że do moich ulubionych serii zostały dopisane dłuższe lub krótsze części nie przetłumaczone na język polski (np. część #0,5 albo #1,5). A historia w nich opowiedziana cudownie dopełnia serię. I cóż tu uczynić? Abstrahując od tego - sama znajomość języka bardzo się polepsza, poszerza się słownictwo, uczymy się także czytać ze zrozumieniem, nawet gdy czegoś nie rozumiemy. To wszystko skłoniło mnie ostatnio do spróbowania. Jak się moje przygody zakończyły?

W listopadzie 2013 skończyłem moją pierwszą książkę po angielsku. Była to pierwsza część Harry'ego Pottera. Byłem z siebie bardzo dumny, ale jednocześnie nieco się zawiodłem. W historię nie wczułem się tak, jak powinienem. Nie mogłem się wciągnąć; było trochę tak, jakbym stał obok tego wszystkiego i czytał puste słowa, zamiast być częścią historii. Czytanie w języku obcym odłożyłem na dalszy plan, ze względu na egzaminy gimnazjalne. Teraz wróciłem i muszę przyznać, że jest wspaniale.

Wiadomo, że mój angielski nie poprawił się od tego czasu nie wiadomo jak. W końcu dużo czasu nie minęło. Mimo wszystko, czuję różnicę. Już mówię, o co mi chodzi. Postanowiłem wyciągnąć nieco słówek, które warto byłoby zapamiętać, nauczyłem się ich - w sumie z przyjemnością - i po egzaminach zacząłem czytać "Cienie Ziemi" Beth Revis. Czytałem... czytałem... i nagle zauważyłem, że ta historia mnie pochłonęła i w wolnym czasie wracałem do niej myślami, nie mogąc się doczekać, aż wrócę do niej znowu. Z "Cieni Ziemi" nauczyłem się bardzo dużo przydatnych słówek, które sam sobie wypisuję i naprawdę spotykam je w innych miejscach i mam satysfakcję, że już je znam. Do słówek natomiast jeszcze powrócę w innym akapicie.

W maju udało mi się przeczytać już dwie części-połówki dwóch różnych serii. Pierwsza to "Life Before Legend" Marie Lu, druga to "As they slip away" Beth Revis. Obie książki, czy może bardziej opowiadania (bo nie są aż tak długie) czytało mi się świetnie i miałem dużą satysfakcję z przeczytania ich. Aktualnie jestem w połowie "Roar and Liv" Veronici Rossi, i mam podobną sytuację, co z "Cieniami Ziemi". W oczekiwaniu na trzeci tom trylogii (o którym nadal nic nie wiadomo), znów zyskałem szansę powrotu do tego świata, z czego niezmiernie się cieszę i historia naprawdę mnie pochłonęła. Gdy czytam, zapominam, że nie jest to po polsku. Widzę zdarzenia, czuję emocje.. Tak samo, jak w książkach po polsku. Mimo, ze nie zawsze wszystko rozumiem, jest naprawdę okej.

Teraz wrócę na chwilę do tych słówek. Mam pytanie do tych, którzy czytają ksiązki w jezykach obcych, szczególnie po angielsku. Co robicie ze słówkami, których nie rozumienie? Nie ulega wątpliwości, że raczej nie warto tłumaczyć wszystkiego słowo w słowo w trakcie czytania, bo psuje to całą radość i skutecznie nas spowalnia. Uczycie się ich w ogóle? Tłumaczycie coś? Ja robię tak, że czytam sobie spokojnie i jeśli naprawdę nie rozumiem sensu, to tłumaczę słowo, które psuje mi wszystko i gdy wreszcie rozumiem, lecę dalej. Pod koniec książki widzę, które słówka powtarzały się częściej, które są dość ciekawe lub niezbędne aby w pełni zrozumieć akcję - takie tłumaczę i robię sobie elektroniczną listę na ang.pl; Tam się ich uczę, ale nie jest to bezsensowne kucie jak do szkoły. Zapamiętywanie tych słówek przychodzi mi dużo prościej bo sam je wybrałem i robię to dla siebie. I jest to duża satysfakcja, kiedy je znam. Ponadto, bardzo motywuje mnie to, jak nauczę się czegoś z jednej książki, a spotkam to w drugiej i już znam znaczenie; udowadnia to, że praca przynosi korzyści.

Na koniec o moich celach czytelniczych. Zamierzam czytać coraz więcej po angielsku, ale na razie będę ograniczać się do części-połówek, lub opowiadań, bo książki (oprócz np. Narnii czy Harrego Pottera) mogą być nie tyle za trudne, co przytłaczające. Zbyt duża ilość stron i słówek może być trochę zniechęcająca. W miarę upływu czasu, szlifowania języka i poszerzania słownictwa, będę się starał przeć do przodu, a moim celem jest osiągnięcie poziomu, w którym będę mógł usiąść z każdą młodzieżówką po angielsku i bez większych problemów przeczytać ją, w pełni rozluźnionym i zadowolonym. Oczywiście, nie zamierzam rozwlec tych planów na lata :> Jestem ambitny, a języki uwielbiam, a akurat wakacje nadchodzą. Czas się za siebie zabrać. Na razie jednak będę czytać jedynie ebooki - potem, gdy będę lepiej rozumieć, chciałbym kupować książki papierowe, w oryginale.

Czytaliście kiedyś coś w języku obcym? Jakie są wasze wrażenia? Jaka była pierwsza pozycja po jaką sięgnęliście? W jaki sposób tłumaczycie sobie niezrozumiałe słówka? A może w ogóle? Uczycie się ich potem, czy staracie się zapamiętać? Czytacie w formie ebooka czy zamawiacie papierowe wersje? Mam nadzieję, że będziecie chętni, aby podzielić się własną opinią!
Udostępnij: